
Niedaleko, bo 30 kilometrów od stolicy leży małe miasteczko Tłuszcz; choć właściwie nie jest jeszcze miastem, lecz tylko osiedlem, rozwija się wspaniale i zapowiada się na duże miasto. Jest tu jedna szkoła 7-oddziałowa, nowowybudowana ze składek, kaplica, polska apteka, dwóch doktorów Polaków, lekarze zębów, spółdzielnia jedna polska, druga żydowska, polska huta szklana „Przyszłość”, mnóstwo sklepów polskich i żydowskich, oraz dwa młyny parowe: polski i żydowski. Młyn żydowski, choć stał dawniej lepiej, zaczyna upadać. Chcąc go podnieść, żydzi zaczęli mleć taniej i opuścili z 1 zł na 80 gr za korzec. Polski młyn opuścił na 70 gr i miele, grożąc, że opuści cenę do 40 gr.
Prócz tego dwaj ludzie stoją na drodze i naganiają furmanki do polskiego młyna, oczywiście nie groźbami, ale dobrem słowem. Mało też ludzi chodzi do żydowskich sklepów. Spółdzielnia żydowska, choć wspierana jest od różnych żydów — upada. W dzień targowy widać mnóstwo polskich straganów i handlarzy. Miło jest popatrzeć, jak kwitnie handel polski, jak żyd, rzucając wściekłe spojrzenia, próżno oczekuje na gojów. U nas na wsi też jest jeden sklep polski i szkoła. Może wreszcie doczekamy dobrych czasów, a tymczasem tym, co biorą się do handlu, życzymy: Szczęść Boże!
E. Ściborowski
Gazeta Świąteczna
R. 58, 1938, nr 14 (2983)