1928

Zbudowano organy do kościoła, fundacji parafianina Łado, który przeznaczył na ten cel 10.000 złotych.

1929

Ukończono ostatecznie budowę plebanii, którą stawiano od 1928 roku pod opieką i nadzorem Juliana Garbolewskiego z Komitetu Budowy Kościoła. Dotychczas proboszcz mieszkał prywatnie u państwa Łękawskich na ulicy Lipowej, potem u państwa Bartlów na rogu ulic Ręczajskiej i Kościelnej, a następnie w małym domku – spichrzu, tuż obok powstającej plebanii.Czytaj dalej

Rozmowa z burmistrzem P. K. Majerskim

Trudno jest mi oprzeć się zdumieniu, gdy bacznie obserwując dziesiątki lat życia Wołomina, uczyni się bilans pracy dokonanej. Rzeczywiście – przed dziesięciu laty, gdy dotychczasowa osada podwarszawska otrzymała szczytną godność miasta podstołecznego, żadnych warunków odpowiadających mianu miasta niemal nie było.

Ruchliwy jednak zarząd miasta z burmistrzem Mieczysławem Czajkowskim na czele, raźno zabrał się do pracy. Rozrzucony, nieregularnie zabudowany Wołomin wymagał w pierwszym rzędzie planu regulacyjnego. Miasto postanowiło tedy tę lukę wypełnić. Zakupiono place w siedmiu punktach Wołomina i odtąd rozbudowa podlega kontroli i jest odpowiednio normowana.Czytaj dalej

Zima roku 1929-ego zaznaczy się na długie lata w pamięci mieszkańców Europy. Fala silnych mrozów przeszła przez kraje Europy. Takich mrozów najsŁarsi ludzie nie pamiętali. Mróz w nocy z 7-go na 8-go lutego dochodził do 43° Celsjusza. Przy tym spadła ogromna masa śniegów, często tamująca komunikację. Używali w tym roku narciarze i saneczkarze Dla nich białe puchy śnieżne, to radość życia, to rozkosz pędu przez prześliczne, białe rozłogi wyiskrzone mrozem, śmiejące się do słońca brylantami i bielą, nieskalaną. Na torach saneczkarskich, na terenach narciarskich, na ślizgawkach ruch, śmiech, wesele… ale w ubogich izbach nędzarzy straszna niedola szczerzyła zęby… Dla biedaków straszne były długie tygodnie mrozów. Zimą i tak zawsze im trudno, i tak im zimno w nie dość ogrzewanych izbach, ale w tym roku to już było klęską. Parę zarobionych groszy trzeba było podzielić pomiędzy chleb i węgiel. Trzeba było chleba zjeść mniej, aby było przy czym ugotować strawy, bez której w zimnej izbie nie można by wyżyć. A bywały dni, w których nie można było dostać węgla. Nie spodziewano się takich katastrofalnych mrozów, zapasy były małe, dowóz w skutek zawiei śnieżnych niemożliwy.Czytaj dalej

Jan Niecisław Baudouin de Courtenay

(…)nieubłagany los znowu zmusza nas i uniwersytet warszawski do rozstania się nazawsze z Janem Niecisławem Baudouinem de Courtenay (+3 listopada), profesorem językoznawstwa porównawczego, uczonym pierwszorzędnym i sławy europejskiej, a przytym wielce zasłużonym w dziedzinie językoznawstwa polskiego. Jeżeli dzisiaj mówi się słusznie o istotnym rozwoju naukowym badań nad polszczyzną, to nie ulega wątpliwości, że praco Baudouina d. C. bezpośrednio się do tego rozwoju przyczyniły, one po prostu tę umiejętność naszą wybitnie naprzód posunęły.Czytaj dalej

Mamy czas… Poco się śpieszyć? Pociąg, odrazu z macierzystej stacji odchodzi z opóźnieniem. Dlaczego? Zapewne dlatego, że ktoś tam zasapany, biegł na dworzec i wiał chusteczką: — Poczekaj pan, panie konduktor! Poco taki kurjerski pośpiech z odjazdem? Tam wleką się jeszcze żona i teściowa… Rozumie pan, co to są dwie kobity?

Cóż było robić? Czekaliśmy z odjazdem do Radzymina, aż dwie dostojne niewiasty, o burakowych policzkach i potężnej tuszy, wtoczyły się na peron. Czytaj dalej

Już od dłuższego czasu po wsiach i miasteczkach na terenie pow, Radzymińskiego krążył ubrany w habit zakonnika Bernardynów jakiś oszust, który posiłkując się sfałszowanem przez siebie zaświadczeniem, kwestował rzekom o na rzecz zakładu Bonifratrów w Katowicach. Zachowanie się „zakonnika” budziło jednak w niektórych ofiarodawcach poważne wątpliwości i ci o swoich spostrzeżeniach powiadomili komendę policji w pow. Radzymińekim. Zarządzone energiczne wywiady i poszukiwania doprowadziły w niedługim czasie do zdemaskowania i ujęcia oszusta, którego aresztowano w Ręczajach.Czytaj dalej

Na Placu Górnośląskim odbyło się wspaniałe zgromadzenie, przemawiał tow. Brzozowski i inni.

Po jednomyślnym uchwaleniu rezolucji pochód ruszył przed stację kolejową, gdzie premawiał tow. Piątkowski, a stamtąd przed lokal P.P.S., gdzie został rozwiązany po przemówieniu tow. Brzozowskiego i Piątkowskiego.

W pochodzie wzięło udział około 2-ch tysięcy osób.Czytaj dalej

Robotnik: organ Polskiej Partyi Socyalistycznej., R.35, nr 147 (26 maja 1929)
Robotnik: organ Polskiej Partyi Socyalistycznej., R.35, nr 147 (26 maja 1929)

W Sądzie Okręgowym znalazła się wczoraj sprawa tow. Stanisława Kosińskiego, sekretarza magistratu m. Wołomina, oskarżonego o obrazę osoby urzędowej burmistrza m. Wołomina Czajkowskiego. O burmistrzu tym pisaliśmy już wiele razy w korespondencjach.

Sprawa ta, wynikła wskutek nazwania Czajkowskiego przez tow. Kosińskiego publicznie “złodziejem”, miała dziwne koleje losu. Ponieważ znalazła się na wokandzie Sądu Grodzkiego w Wołominie w chwili wejścia w życie amnestji, na mocy tejże amnestji została umorzona. Nie zgodził się na to tow. Kosiński, wobec czego, na wniosek obrońcy jego, adw. Ruffa, sprawę przekazano prokuratorowi w Warszawie. Prokurator znów sprawę powtórnie, na moc amnestji, umorzył. Tow. Kosiński uparł się jednak aby sprawa została rozpatrzona, i sprzeciwił się decyzji pana prokuratora, wobec czego sprawa znalazła się na wokandzie.

Przewód sądowy ujawnił dużo ciekawych rzeczy dotyczących osoby burmistrza Czajkowskiego.Czytaj dalej

Towarzyszki i Towarzysze! Obywatele miasta Wołomina!

W dniu 14 kwietnia r. b. odbędą się wybory do Rady Miejskiej Wołomina. Do walki wyborczej staje endecja, B.B. i sprzymierzeni z endecją K.K.S.-owcy.

Od kilku lat spółka kakaesu i endecji rządziła miastem Wołominem. Na spółce tej tragicznie wyszły masy robotnicze i pracownicze naszego miasta.

Nazewnątrz w masach K.S.S.-owcy robili najobrzydliwszą demagogję, a jednocześnie endecja załatwiała swoje interesy prywatne. Pan Nasfeter, kandydat endeckiej listy, ułatwiał sobie przeprowadzzenie szosy przez własne tereny, aby podnieść cenę tych placów, które parcelował. Pomagał mu w tem wódz K.K.S.-u, p. Derma, ławnik Magistratu. Ten sam p. Derma nie umiał, czy nie chciał przeciwstawić się p. Szafrankowskiemu, który zwalczał budowę szkoły, uważając, że “zbyt duże” kredyty na budowę szkolnictwa wyznaczać pragnie samorząd. Wręcz na posiedzeniu Magistratu p. Szafrankowski oświadczył, że za dużo pieniędzy przeznacza się na budowę szkoły. Bo gdy masy ludowe będą uświadomione, to skończy się panowanie endecji i przestanie ona prowadzić na swym pasku masy robotnicze.

A jednocześnie w tym samym czasie, gdy endecy, przy poparciu K.K.S.-owych Dermów załatwiali swoje geszefciki, w środku miasta istniały nieuregulowane ulice, gnojówka i ośrodki zarazy, szerzące choroby i gubiące proletarjat.Czytaj dalej