Rano obudził mnie płacz dzieci. Uciekała rodzina gospodarza z Janowa znad granicy. Tam 20 sierpnia weszli Niemcy, spalili stodoły itp. Ludzie uciekali w popłochu. Opowiadała mi matka tego drobiazgu, która od płaczu miała chore oczy. – Już nie mam łez – mówiła – jak się to stało, to uciekał kto mógł, myśmy położyli pościel na furę i dzieci, ale trzy dziewczynki, o te (dwie bose, 7-8 lat i jedna harcerka 12-13) zgubiły mi się, to jechałam bez nich. A dopiero w Ciechanowie, za mostem stanęlim i czekalim, bo wiedziałam, że przez ten most muszą przejść, choćby nie jedną drogą jechały. Stałam noc i dzień i każdą furkę oczami prowadziłam, a mówiłam wciąż różaniec. Tą tajemniczkę, co to Maryja Panna Jezusa w kościele odnalazła. I ja swoje odnalazłam. Jechały z dobrymi ludźmi.Czytaj dalej

Raniutko wyszłam do ogrodu. Pod parkanem siedziała rodzina: staruszka, matka z dzieckiem przy piersi i troje dzieci. Każde miało toboły, koszyki, jedno niosło i pędziło 2 gęsi, drugie miało taki wielki tobół, że sięgał prawie ziemi. Szły spod Radzymina 9 wiorst. Uciekły wczoraj, bo się przelękły płonącego samolotu. Dzieci zziębnięte, zmęczone. Dałam im herbaty i po sucharku. Kupiłam gęsi, które miały zupełnie pokrwawione nogi. Namówiłam do powrotu. Wahały się, ale w tym czasie nadeszła kobieta, która uciekała do Radzymina. To przeważyło. Powędrowały razem.Czytaj dalej

Rodzina pochodziła z chudego Podlasia i nie mogła nijak na gruncie warszawskim poróść w pierze. Tam na Podlasiu piaski, rozłogi porosłe olchą, chudoby po parę  morgów, typowe szaraczkowanie w gromadzie, w rędowisku chat, przezwanych “Skorupki” (…)

Próby zadomowienia się na Nowym świecie i Krakowskiem Przedmieściu nie udawały się, a robił je i dziad księdza, Jó­zef, i ojciec, Adam, ten i tamten w swojej czasu kolei wstępując do seminarjum przy kościele Karmeli­tów ? zawsze z rezultatem ujem­nym. Dopiero Ignacy Jan miał ziścić sen trzech pokoleń tej samej rodziny.Czytaj dalej

Dzień bardzo niespokojny. Ciągle jadą uciekinierzy. Pakujemy rzeczy do skrzyń, żeby zakopać od pożaru. Dobrze, że choć pogoda. Po południu był nalot. Wiedzieliśmy walkę samolotów. Jeden zapalił się, smuga ognia ciągnęła się za nim. Spadł w stronę szkoły. Drugi też zachwiał się, zakołysał, też zapalił się. Spadł w stronę Radzymina. Jasio wrócił z biura. Te właśnie samoloty ostrzeliwały jego pociąg. Uciekali z pociągu sami cywilni, kobiety. Z samolotu strzelali do nich.

Wartuje sam Jasio.

7 września 1939

Nakazali w nocy warty, bo bohaterski burmistrz Cichecki i dzielna policja zwiała gdzie pieprz rośnie. Wzięłam więc kij, gwizdek Hani, latarkę i chodziłam po ogrodzie do 1-ej, od 1-ej do świtu Augustyniak. Zawsze mogłabym zaalarmować w razie pożaru, czy kradzieży. Sąsiedzi też podobno dyżurują. Ziuta nie przyjeżdża, denerwuję się, bo już bym ją tu chciała mieć. Naszykowałam pokój i szafkę dla niej.

6 września 1939

Był nalot na Klembów. Lecą te szatany tak nisko nad torem, że omal nie po czubkach drzew. Najpierw lecą na Warszawę, tam zaczynają strzelać armatami przeciwlotniczymi. Widać obłoczki na niebie, jak pękające granaty gonią samolot. Czasem widać smugę dymu, jakby jeden z samolotów pisał ogonem białą linię na niebie. Pewno to maskowanie, bo w tej smudze lecą inne srebrne w powietrzu. To znów od strony Warszawy leci nasz. Nie wiadomo czy się kryć, czy patrzeć, bo nie można oczu oderwać.Czytaj dalej

Byłam w Warszawie, miałam jechać do Basi gimnazjum, ale nic z tego nie wyszło, bo nieczynne. Stoją tam podobno uciekinierzy z Niemiec, ci co uciekli przed poborem.

Po Warszawie widać już, że wojna. Porobione rowy na placach, klomb przed kościołem Zbawiciela też pocięty rowami, ale tak, że kwiaty nie zniszczone. Ludzie chodzą z maskami gazowymi, z czerwonymi opaskami na ręku. Ruch ogromny, jadą wozy wojskowe, auta. W sklepach też urwanie głowy, ale moc żywności jeszcze wszędzie. Tylko piekarnie zamknięte, już wykupiono. I wędliniarnie.Czytaj dalej

Generał Mieczysław Trojanowski przyjmuje defiladę - Ossów, 4 czerwca 1939

Pięknie w girlandy kwiatów, bramy triumfalne i chorągiewki biało-czerwone przystroił się Ossów w niedzielę, dnia 4 czerwca r.b. na uroczystości ku czci poległego w pamiętnej przed 19 laty bitwie pod Warszawą księdza Ignacego Skorupki. Protektorat nad tym obchodem objęli J.J. Eks. Eks. ks. arcybiskup dr Stanisław Gall ks. biskup polowy W.P. dr J. Gawlina, gen. bryg. M. Trojanowski, wojewoda warszawski J. Paciorkowski i prezydent m.st. Warszawy, Stefan Starzyński, Jednocześnie 36 p.p. Legii Akademickiej, którego kapelanem był ks. Skorupka i którego święto pułkowe przypada w dn. 2—4 czerwca wziął również żywy udział w uroczystościach ku czci swego bohaterskiego kapelana.Czytaj dalej