Wczoraj byłeś mi obcy i za dni niewiele
odejdziesz, aby wrócić do swojego świata.
Dziś daję ci lekarstwa, karmię, łóżko ścielę,
i mówisz do mnie “siostro”, więc jesteś mi bratem.Czytaj dalej

By pojąć, to trzeba żyć na wsi,
by odczuć, to trzeba być młodą.

Zgiełk, śmiechy, gonitwy, zasadzki
(i mama zgorszona swobodą).
Pamiętasz jak było wesoło?
Najstarsi biegali jak dzieci.
A każdy oglądał się wkoło,
skąd woda podstępnie wyleci.Czytaj dalej

Co teraz robić?! Zaczynać od nowa?
I jak budować, by się nie zwaliło?
Czy też w proch upaść w bólu przed mogiłą
I Boga błagać, by z martwych powstała?
Czy serca oddać i krwią jak cementem
w gmach je powiązać, aby piekieł zmowa
pianą odbiegła, jak fala przed skałą?
Jak żyć z tą myślą, że to już się stało?

wrzesień 1939 r.

na wigilijnym stole samotne nakrycie
ani kogo przytulić, ani szeptać życzeń
uśmiechy dawno ścichłe, błyski zgasłych oczu
skrzą się w brylantach szyby, snują w ciszy nocy

trochę smutnych pamiątek, co wszystko przetrwały
… jeśli choć jedno serce na świecie zostało,
które za nami tęskni i pragnie być z nami,
jeśli choć jedno serce… nie jesteście sami.

24.XII.1946

Dziś istny szał, strzelanina w lasku, jakieś jeneralne manewry, po pojedynczych tygodniowych strzałach do centra strzelali, aż się rozlegało i dzieciaki z całych Lipin poleciały oglądać. Wracali ze śpiewem. Oczywiście po swojemu z przerwami w pół takt lub półtora prześpiewają, a potem pauzę 3-4 kroki, muszą się wysapać i znów 2 takty śpiewu.Czytaj dalej

Byłam u spowiedzi i Komunii Świętej. Uprzątnęłam gnój koński. Szłam właśnie alejką w bok, koło rabarbaru, a tu – Jasio!! Nogi się pode mną ugięły. Jasio! Przyjechał, żyje. Pierwsze jego słowa: – Hania i Ziuta żyją! (Modliłam się do ojca Beyzyma, wrócili 2.X., w dzień)

Przyjechał furą z rzeczami. Mówią straszne rzeczy! Głód i zawalone ulice rumowiskami, pełno mogił, trupów. Nie można się cieszyć nawet, bo rozpacz bierze.

2 października

Poszłam do Wołomina, do kościoła. Rozlepione rozporządzenie, żeby witać przy spotkaniu żołnierzy, a żyd ma schodzić z trotuaru. Po powrocie zastałam całą kompanię wyszykowaną na trawie, pod parkanem. A Dębski czekał, by mnie pożegnać! Uf! Poszli do Warszawy. Tak mówili. na górze brud okropny. Roczek zabrał słomę. Wrócił Powichrowski.

1 października

Noc spokojna. Poszły po kartofle. Augustyniakowa zrobiła mi awanturę o ptaka, którego dzieci złapały. Aż się spłakałam. W ogóle ważna! Bo niemcy u niej skwarki topią.

Podobno można iść do Warszawy? Niemcy myją się, ładują karabiny. Rozbroili żołnierza naszego, jakiś maluśki poznaniak.

30 września 1939

Wczoraj gdzieś zarekwirowali wieprza. Zapłacili 50 marek, według tego co niejaki Sobota, fachman od wieprza powiedział. Od rana istny film. Zabił i rozebrał wieprza, jakby to na każdym postoju robił. Jak wiatr, raz dwa uprzątnął, potem jedli, jedli, jedli. Jakby od początku roku wieprza nie widzieli. Była i wódka po kieliszku na osobę, do której pożyczałam kieliszka. Na szczęście gotuję u Augustyniaków. Byłam u pani Kuklowej. U niej stoi wielu, a ona sama jedna. Jeden młodzik jak dziecko. Mają ślicznego psa, zdaje się Borys.

Wieczorem łuna na Warszawie. Dębski przyszedł z wiadomością, że będzie tu protektorat, więc nie bolszewicy. Leciało znów moc bombowców.

29 września 1939

Wszyscy są bardzo grzeczni, zapewniają, że będzie świetnie, drogi, mosty i bogactwo, oczywiście słucham, aż nie wytrzymałam i rąbnęłam jakiemuś poczciwemu mazurowi: – A jeśli ja wolę być biedną i mieć Polskę? Zastanowił się, wytrzeszczył na mnie ślepia i nic nie powiedział. Potem mnie pilnie oglądał przy każdej okazji, jak ciekawy obiekt. Z  podoficerem Dębskim rozmawiamy o polityce, o kinie, bo ciągle ogląda pisma o Warszawie, która jest… tu obcasem buta dziobie o ziemię. Wszystko ciągle we mnie dygoce, myślę, że gdyby nie różaniec, to bym zwariowała.

28 września 1939

Stoją też dwa konie, najpierw koło bramy, potem koło kapliczki. Prosiłam, żeby odsunęli. Ciągle coś jedzą ci niemcy. Rano myją się, twarz, ręce i szyję, golą się, myją menażki i twarze w beczce od śledzi spod rynny! Gruszki objedli, kalarepki też, zajrzeli do uli, ale ciągle pilnuję, żeby szkody nie było. Dziewczęta chodzą po zboże i po kartofle. Wciąż mówią o bolszewikach, że mają przyjść i po Pragę zająć, a dalej już niemcy. Każdy mówi co innego.Czytaj dalej