
Kwestia należycie zorganizowanej opieki lekarskiej nad młodzieżą na wsi jest sprawą pierwszorzędnej wagi. Szczególnie dzisiaj, gdy skutkiem nienależytego odżywiania, złych warunków mieszkaniowych i braków odzieżowych młodzież jest bardzo podatna na różne choroby. Nasz naród, który poniósł tak olbrzymie straty biologiczne w czasie ostatniej wojny, nie może pozwolić na to, by co roku gruźlica eliminowała spośród żyjących taki procent dzieci, jak to ma miejsce obecnie. To też w hierarchii spraw, domagających się szybkiego załatwienia i postawienia na właściwym poziomie, sprawa opieki lekarskiej nad młodzieżą szkolną zajmuje jedno z pierwszych miejsc. Przy tym opieka ta winna wyrażać się w stałym śledzeniu przez lekarza przebiegu rozwoju fizycznego dziatwy i zabezpieczaniu jej przed grożącymi chorobami.
Jak się ta sprawa przedstawia w chwili obecnej?
Obserwuję ją na terenie gminy Marki, powiatu warszawskiego i odnośnie tego terenu chcę nieco na ten temat powiedzieć. Jest to teren leżący u wrót stolicy, a więc nie powinno tam być źle.
Na terenie gminy Marki, powiatu warszawskiego, jest czynnych sześć szkół podstawowych, do których uczęszcza przeszło 2.500 dzieci. Część z tych dzieci ma prawo korzystać z pomocy lekarza Ubezpieczalni Społecznej z tej racji, że rodzice ich należą do Ub. Społ, ale tego, że mają one prawo korzystać z bezpłatnej pomocy lekarza, nie można nazwać, że są one pod opieką lekarza, gdyż rodzice z reguły dopiero wtedy uciekają się do pomocy lekarza, gdy dziecko jest już chore, a o zabezpieczeniu dziecka przed chorobą i śledzeniu jego rozwoju fizycznego nie ma mowy. Zresztą lekarze Ub. Społecznej są tak przeciążeni pracą i leczeniem dorosłych ubezpieczonych, że mimo najlepszych chęci nie mogliby poświęcić więcej czasu na opiekę nad dziećmi ubezpieczonych. A jest znaczna część dzieci, które nie mają prawa korzystać z bezpłatnej pomocy lekarzy Ub. Społ. i te — można powiedzieć — są pozbawione opieki lekarskiej całkowicie.
Teoretycznie opiekę lekarską nad szkołami sprawuje gminny ośrodek zdrowia w Markach, a jak ta opieka przedstawia się w rzeczywistości, niech stwierdzą dane. Otóż w bieżącym roku, według danych zebranych w drugiej połowie lutego, dzieci szkolne były badane przez lekarza sporadycznie tylko w jednej szkole (Pustelnik), a w 5 innych szkołach nie były badane. Higienistka nie badała dzieci w żadnej szkole. Szczepienia stosowano: a) przeciw o0spie w szkole w Pustelniku, w Strudze i nr 1 w Markach; b) przeciwdurowe w Markach w szkole nr. 2. Szczepiła higienistka gminnego ośrodka zdrowia. Poza tym żadnych innych szczepień nie było. W okresie jesiennym i zimowym Duński Czerwony Krzyż stosował szczepienia ochronne przeciwgruźlicze. Mówię o tym, gdyż sprawą tą nie miał się absolutnie kto zająć. Rodzice na własną rękę wozili swe dzieci do Warszawy, by je poddać szczepieniu ochronnemu i rezultat był taki, że przez kilka miesięcy codziennie w klasie brakowało kilkoro dzieci, przy tym każde dziecko musiało jechać przynajmniej dwa albo trzy razy. Jedno z rodziców traciło kilka dni czasu, a dzieci męczyły się kilkogodzinnym wyczekiwaniem w kolejkach, stojąc na ulicy, na schodach, w poczekalni, by wreszcie dotrzeć do pokoju w którym szczepiono. Sprawę tę można było zorganizować tak, by zaoszczędzić rodzicom straty kilku dni czasu i kosztów związanych z przejazdem, a dzieciom zbytecznych trudów czekania i straty dni lekcyjnych.
Wiem, że Duński Czerwony Krzyż wysyłał szczepicieli do szkół na terenie Warszawy, należy więc przypuszczać, że wysłałby i na teren powiatu warszawskiego trzeba było się tylko tą sprawą zająć. Kwestia dojazdu do miejscowości podwarszawskich nie sprawiałaby trudności. Dla zobrazowania stanu higienicznego w szkołach zacytuję dosłownie uwagi jednego z kierowników szkół: „Stan higieniczny w szkołach jest fatalny, brak urządzeń do mycia rąk, podłogi nie pyłochłonowane, ściany nie odnawiane od kilku lat. Brak szatni, dzieci rozbierają się w salach szkolnych. Mówi się wiele o upowszechnieniu kultury, a dziecko od zarania swego życia spotyka się z najbardziej zaniedbanym stanem najprymitywniejszych urządzeń kulturalnych“.
Jeżeli tak się przedstawia opieka lekarska w szkołach podstawowych miejscowości podwarszawskich, to można śmiało zaryzykować przypuszczenie, że w miejscowościach daleko od ośrodków miejskich położonych młodzież szkolna pozbawiona jest w ogóle opieki lekarskiej.
Nie piszę o tym w celu robienia komuś zarzutów, tym bardziej, że nie znam kompetencyj gminnego ośrodka zdrowia, lecz zamiarem moim jest zwrócenie uwagi na to, że opieka nad zdrowiem młodzieży jest sprawą niezmiernie ważną i czas już najwyższy, by była postawiona na właściwym poziomie i traktowana poważnie z należytym zrozumieniem.
B. D.
Chłopi i Państwo
1948.06.13 nr 24