
Dzień wczorajszy liczyć się będzie do ważniejszych w dziejach dróg żelaznych naszego kraju, jako data w której lokomotywa pierwszy raz pobiegła po szynach tej części Petersburgsko-Warszawskiej kolei, która poczynając się na Pradze, idzie przez Liwiec, Bug, Niemen ku Grodnu i Wilnu. O godzinie 8ej z rana, pociąg próbowy wyjechał z miejsca, gdzie kolej żelazna przecina się z Radzimińską szosą, przybrane w chorągwie, wieńce i kwiaty, dwa wagony poniosły wiele dostojnych osób, wraz z technikami i inżenierami, tak do służby przy robotach Wielkiego Towarzystwa Dróg Żelaznych w Rossyi, jak i do innych przedsiębierstw należącymi. JJWW. Radca Tajny Muchanow, Główny Prezydujący w Kommissyi Rządowej Spraw Wewnętrznych i Duchownych, Jenerał Kotzebue, Naczelnik Sztabu armii Iej, Radca Tajny Łaszczyński, Gubernator Cywilny Warszawski, Andrzej Hrabia Zamoyski, Prezes Towarzystwa Rolniczego, Prezydent Miasta Warszawy Rzeczywisty Radca Stanu Andraut, Radca Stanu Wysocki, Naczelny Inspektor Dróg Żelaznych w Królestwie, Rozenbaum Dyrektor Drogi Warszawsko-Wiedeńskiej, znajdowali się w tem gronie. Wyprawie przewodniczył P. Dinet, Inżenier Sekcyjny trzeciego Oddziału Drogi Warszawsko-Pctersburgskiej, w paradnym mundurze oficera francuzkiej inżenieryi.
Ruszyliśmy szybko śród łąk zielonych, daleko się po obu stronach drogi przecinanych od czasu do czasu laskami i gaikami niewielkiego rozmiaru; to z tej, to z drugiej strony pojawiały się schludne dworki wśród wysokich topoli lub lipowych zagajeń, lecz w ogóle, wejrzenie tej okolicy nie przedstawia cechy wielkiej obfitości ni urodzajności. Piaski białym całunem często się rozścielają wśród ubogą roślinnością okrytej dąbrowy. Monotonne te krajowidy mile przerywa piękny kościół w Kobyłce, starożytnej struktury i powabna pozycya Jasiennicy, Jul. Komirowskiego. Tak pociąg minął miejsca, przeznaczone na przyszłe stacye, Wołomin P. Mejera, Tłuszcz P. Szuszkowskiego i przybył nad Liwiec, pod Łochów, P. Hornowskiego, za tą rzeką leżący, gdzie stanąć ma trzecia stacya na tej drodze od Warszawy, przebiegłszy znaczną przestrzeń dóbr Jadowskich, będących własnością Andrzeja Hr. Zamoyskiego.
Miejsce gdzie się buduje most na Liwcu, bardzo ożywione ma wejrzenie i otoczone na wszystkie strony objawami ludzkiego trudu i ludzkiego zwycięztwa nad ziemskim żywiołem. Między wioskami Urlą z jednej strony, Jadowem z drugiej, a Łochowem za rzeką, biegnie droga wysoką groblą wśród kotliny rozlewającego się na płaskie łąki Liwca. Grobla ta, przerwana na rzece, strzałą zagłębia się między lasy daleko na widnokręgu szarzejące, które na wskroś przecina. W rozpadlinie między groblą, na płytkiej w tem miejscu rzece, różne mosty i mostki służbowe, dla robotników, bijących pale, tak do stałego mostu żelaznego, który później zbudowanym tu będzie, jak i dla wznoszących most tymczasowy na palach, w znacznej części już posunięty. Po bokach szałasy, domki i schronienia dziwnej postaci, gdzie się mieszczą robotnicy. Nad brzegiem rzeki, obu stronach leżą kupy granitu, które o kilka mil tu przywożą. Granit ten obrabiają i obcinaj tak, że pojedyncze sztuki, figurami wielokątów złożone, litą ścianę tworzą, a złączone cementem, stanowić będą mur wytrwały i piękny na oko.
Zrobić tu musiemy pobieżną uwagę, że z litewskich guberni pochodzący robotnicy, wieśniacy, górują niesłychanie nad Niemcami w obróbce tych skał twardych, a górują nietylko taniością, bo za trzecią część ceny dokonywają tej samej roboty, ale robią daleko prędzej i dokładniej. Sprowadzonych wielkim kosztem Niemców kamieniarzy odprawiono, a bałabajka Rusinów brzmi wesoło nad brzegami Liwca. Inżynierowie angielscy i innych nacyj, których tym pociągiem dość przybyło, nadziwić się nie mogli zmyślności i dowcipowi w środkach jakiemi ci robotnicy sobie radzą. Kilka prątków drewnianych np. zaczepionych o siebie nacięciami, służy im za dokładną miarę figur jeometrycznych, jakie przy ciosaniu granitów zachować mają. To pokazuje dowodnie, że nie zbywa wieśniakowi naszemu na zdolnościach, tylko je rozwinąć i oświecić.
Po obejrzeniu całej tej miejscowości i pozaczynanych robót, nastąpiło poświęcenie lokomotywy i pociągu, który pierwszy raz stanął nad brzegami Liwca. Dokonał tego uroczystego obrzędu Ksiądz Proboszcz z Jadowa, zanosząc korną modlitwę ku Najwyższemu, aby błogosławił to dzieło, na większą chwałę Swoją a pożytek mieszkańców kraju, z pokorą i poddającego się niezbadanym jego wyrokom.
Oglądano następnie wyróbkę drzewa i wiązań do mostu tymczasowego przygotowujących się, i udano się, pod przewodem Pana Dinet, do umyślnie przygotowanego a z brzeziny uplecionego między drzewami szałasu, gdzie około ośmdziesięciu osób zasiadło przy stole. Wzniesiono zdrowie NAJJAŚNIEJSZEGO CESARZA i KRÓLA, które wszyscy powstawszy spełnili. Szły potem koleją inne różnych osób toasty a między niemi, z zapałem spełniono toast za powodzenie Wielkiego Towarzystwa Dróg Żelaznych i Inżenierów jego.
Powrót pociągu odbył się wesoło i w półtory godziny nie spełna, przebiegłszy piędziesiąt wiorst, stanęliśmy znów na Pradze, przejęci radością, że zbliża się już chwila otwarcia tak użytecznej komunikacyi i to w łój właśnie stronie kraju, gdzie brak jej czuć się dawał najmocniej.
Gazeta Warszawska
1860, nr 156