
W niedzielę, dnia 29-go lipca, w folwarku Jasienica, gm. Klembów, w pow. radzymińskim, zgromadziło się wielu ludzi: szlachty i inteligencji miejskiej i nas włościan. Właśnie odbył się wiec w sprawie utworzenia Koła Macierzy Szkolnej. Koło zostało założone, zapisało się do niego coś z górą sto osób, a w tern przeszło połowa włościan. Po założeniu „Koła w Tłuszczu” omówiono jeszcze potrzebę założenia podobnych Kół w Radzyminie, w Wołominie, w Jadowie i w Dobrem. Nasze Koło ma nosić nazwę „Koła Macierzy Szkolnej” w Tłuszczu. Oby Bóg błogosławił tej podjętej dla dobra ogółu pracy!
Jedno tylko było rzeczą przykrą, i o tem publicznie należy mówić, żeby zło z korzeniem wyrwać. Oto większość zebranych w Jasienicy wyszła niezupełnie zadowolona z owego wiecu, a tu i owdzie dały się słyszeć szemrania, zwłaszcza pomiędzy włościanami, a nawet klasą (urzędnikami-polakami). Na zebraniu tem brak było rzeczy może najważniejszej, bo brak tego prawdziwego ciepła, tego prądu, który wszystkie klasy i stany zespala w jeden nierozerwalny węzeł. Tu wiał chłód „arystokratyczny”, i to ze strony p. gospodarza. To też nic dziwnego, że kto nie należał do tak zwanej „śmietanki arystokratycznej”, czuł się tu jak „Piekarski na mękach”.
Pan gospodarz zaraz na wstępie zaczął dzielić przybyłych na klasy; kogo uważał za szlachcica, a zatem równego sobie, temu ściskał dłoń i prosił do „salonu”, resztę zaś nasz gospodarz witał zaledwie skinieniem głowy i kazał, aby nogi wycierać i siedzieć na werandzie. A przecież, zdało nam się, że myśmy przybyli na wspólne narady w tak ważnej sprawie, jaką jest Macierz i nie dla wysłuchania jakiejś gotowej relacji, ułożonej przez pewne osoby w salonie lub dla otrzymania jałmużny z rąk p. gospodarza, że i on popiera oświatę, bo do Macierzy przystępuje. A przecież to nie jałmużna, to jest dług, który każdy z nas: czy pan, czy rzemieślnik, czy włościanin tv miarę możności społeczeństwu spłacać powinien.
A co do klas, na które pan gospodarz dzieli nasze społeczeństwo, to my, włościanie, nie; dla nas różnic klasowych niema, my jeno dzielimy ludzi na prawdziwych obywateli polskiej ziemi, którzy więc żyją i pracują tylko dla Matki naszej, Polski ukochanej, i na takich, którzy takimi właśnie obywatelami nie są.

Na szczęście w naszym powiecie podobne traktowanie — są to tylko wyjątki, które z czasem wyginą, daj Boże co rychlej! A wtedy nie będzie między nami różnic stanowych i zakwitnie równość i braterstwo. Mamy dziś między sobą wielu takich, którym obcowanie z ludem wieśniaczym lub uścisk serdeczny dłoni napracowanej ujmy nie przynosi. Nie obawiają się tacy, że ich podłogi będą uszkodzone przez wieśniacze buty. To też do Zarządu naszego Kola Macierzy w Tłuszczu miałbym tę prośbę, aby na przyszłość wszelkie zebrania ogólne były urządzane takich domach, w którychby obecność gospodarzy włościan ani ujmy, ani tem samem przykrości nikomu nie robiła.
Jan Kielak,
członek Koła Macierzy z Chrzesnego
Przegląd Polski
1906, nr 28