Zawahałem się, kładąc nagłówek powyższy. To Urle, czy też pluralia tantum — te Urle? Rzecz nie rozstrzygnięta. Ponieważ jednak przeważna część mieszkańców modnej obecnie miejscowości letniczej używa pierwszej formy i ponieważ ta forma już się utarła w mowie potocznej, przeto poszedłem za przykładem innych i zamiast „w tych Urlach”, będę pisał „w tem Urlu”.

Jeszcze przed 10 laty głucho było i pusto w lasach, rozciągających się szeroko po obu stronach plantu kolei Petersburskiej, pomiędzy Tłuszczem i Łochowem. Może nie przypuszczano, ażeby Warszawiacy chcieli oddalać się tak bardzo od miasta i nie czyniono żadnych starań, ażeby zwrócić uwagę ogółu na wybornie się nadające do urządzenia letnich mieszkań okolice. Dopiero kiedy w pobliżu Warszawy na linii tej kolei robić się zaczęło ciasno, kiedy Wołomin przerobił się na osadę, gęsto zaludnioną, brudną a wrzaskliwą, kiedy Tłuszcz, jako stacya węzłowa zbiegających się tutaj dwóch torów kolejowych, Petersburskiego i Nadnarwiańskiego, utracił prawie zupełnie charakter wsi, rozpęd w wyszukiwaniu siedzib do odpoczynku letniego poszedł po za pewne linie graniczne i wtedy oczy skierowały się na lasy jadowskie. Właściciel tych przestrzeni umiał wyzyskać chwilę, a załatwiwszy sprawę serwitutową i dzięki temu wszedłszy w posiadanie dwóch szerokich pasów ziemi przy plancie, zbudował na początek kilka domków. Mieszkania w tych domkach rozchwytano w lot, co widząc włościanie poszli za przykładem hr. Zamoyskiego — i tym sposobem powstała siedziba letnia, zupełnie odrębna od wszelkich innych letnisk podwarszawskich.

Odrębność tę stanowi przedewszystkiem brak wszelkiego „szyku”, elegancyi. Budowniczy ordynacyi stworzył typ domku dla letników, a od typu tego nie odstąpili ani na włos naśladujący go włościanie. Ktoby w Urlu szukał wilii okazałych, z gankami, werandami rzeźbionemi, z klombami, kwietnikami i t.p., ten zawiódłby się w oczekiwaniach. Domki rozrzucone po lesie są bliźniaczo do siebie podobne, wszędzie rozkład mieszkań jest jednakowy, wszędzie werandy bardzo skromnie zestawione, wszędzie parkan prosty, niewybredny, wszędzie ściany z desek. Jedyną różnicę stanowi pokrycie domku, tu strzecha, tam gonty, a ówdzie dachówka. Może właśnie dlatego, że niema tu żadnego pozowania i „sadzenia się” na efekt, upodobali sobie Warszawiacy tak bardzo tę miejscowość.

W Urlu przebywa, jak stwierdzają informacye z kancelaryi gminnej, około 2,000 osób, zdaje się jednak, że trzeci tysiąc znaleźlibyśmy, doliczając letników z sąsiednich Dębów, gdzie jest 10 domków i z Iłów, gdzie dla tańszych trochę cen niemniej sporo osiadło mieszkańców Warszawy. Byłoby zaś jeszcze więcej, gdyby istniała możność otrzymania mieszkań. Pomimo jednak, że w tym roku osada letnia powiększyła się o 40 domów, z których 8 pobudowała Ordynacya, resztę zaś włościanie i właściciel sklepiku, zdobyć locum dla rodziny w 300 domach Urla nie jest rzeczą łatwą. Już na wiosnę trzeba zamawiać, chociaż na szczęście, labownicy Urla do tej pory nie rozpoczęli jeszcze licytacyi in plus.

Nie odstrasza Warszawiaków od wyjazdu do Urla ani daleka podróż (1½ godziny), ani cena biletu (67½ druga, a 45 kop. trzecia klasa), ani wreszcie drożyzna mieszkań. Te ostatnie są istotnie „słone”. Dwa pokoje z kuchnią i werandą, umeblowane z niezmierną prostotą (zamiast, łóżek chybocące się tapczany, stoły i krzesła ciosane itp.) cenią się tutaj 120, a nawet 140 rubli. Za trzy pokoje w tych samych warunkach opłata 150 rubli nazywa się wyjątkowo niską. Cena produktów spożywczych równa się warszawskiej, kwarta mleka kosztuje 5 kop., owoce nieco taniej od sprzedawanych w Warszawie.

Musi zatem Urle mieć takie warunki naturalne, że wydatek poniesiony opłaca się sowicie na zdrowiu. I ma! Przedewszystkiem — powietrze balsamiczne. Lasy nie są tu karłowate, sosny duże i gęsto rozrosłe dają woń żywiczną; położenie jest tak suche, a grunt tak przepuszczalny, że deszcz najulewniejszy przecieka jak przez rzeszoto. U stóp lasu rozlewa się Liwiec, rzeka „geograficzna”, na której sporo postawiono łazienek, chociaż brak dotkliwy łazienki ogólnej za opłatą. Położenie kąpiących się pań staje się skutkiem tego braku nader przykre, tem więcej, że rozbrykana młodzież z mostu, lub też z brzegów niesmacznymi żartami i aroganckiem zachowaniem się wprawia w kłopot zwolenniczki ożywczej kąpieli.

O dwie wiorsty od Urla leży miasteczko Jadów, gdzie praktykuje dwóch lekarzy i gdzie jest apteka. Na miejscu otwarto kilka sklepików chrześcijańskich, zaopatrzonych w towary dobre. Komunikacya z Warszawą jest ułatwiona, dzięki siedmiu pociągom, kursującym w jednę i drugą stronę. Wszystkie te dane wpłynęły na szybki rozwój Urla, a niema obawy, ażeby moda przeminęła. Przestrzeni wolnych jest tyle jeszcze, że chyba w dalekiej przyszłości powtórzy się dopiero w Urlu historya Otwocka, gdzie niema nigdzie wstępu do lasu. Zresztą nikt tu nie budował z planem tworzenia uliczek, domki stanęły bezładnie w lesie i z czasem chyba najzdolniejszy geometra nie będzie umiał wytknąć dróg i uliczek.

Warszawiacy, którzy raz odwiedzili Urle, przywiązują się do tego miejsca i sami czynią własnym kosztem zabiegi około upiększenia swych siedzib wydzierżawionych, sieją więc kwiatki, sadzą wino, wycinają klombiki i nie żałują poniesionych trudów. Korzystają z tego zamiłowania włościanie i ciągną odpowiednie korzyści. Rozumniejsi, rzutni, a przedewszystkiem zamożni z pośród włościan dorabiają się w Urlu majątku. Chłop niezamożny, nie mogący postawić domku, wydzierżawia grunt bogatszemu od siebie, nieraz przybyłemu o dwie lub więcej mil, na lat 20. Cena dzierżawna za cały ten czas przyjętą jest na 100 rb. Przybysz-dzierżawca stawia dom, kosztem 500 do 600 rubli i wynajmuje mieszkania, biorąc 240 rubli. Po 3-latach ma już kapitał zamortyzowany, a przez lat 17 ciągnąć będzie zyski. Że po upływie terminu dzierżawy dom wyglądać będzie jak rudera, nie potrzebuję dodawać.

Letnicy rozsiedli się po obu stronach plantu, łącznikiem zaś pomiędzy jednymi a drugimi jest buda przystankowa. Od tej budy do mostu na Liwcu odbywają się główne spacery.

Wobec takiej frekwencyi, jaka jest tutaj, zastanawiać musi, że zarząd kolei nie przedsiebierze budowy przyzwoitej stacyi z bufetem, który mógłby poważne przynosić dochody. Dotychczasowy budynek przypomina szopę, z jednej strony pozbawioną ściany, tak zaś jest płytki i mały, że pasażerowie absolutnie pomieścić się nie mogą w niedziele i święta, muszą też moknąć i ziębnąć przy oczekiwaniu na nadejście pociągu. Wogóle zarząd kolei snadź lekceważy jedno z najluduiejszych letnisk, bilety bowiem trzeba nabywać nie do do Urla, lecz do położonego o 5 wiorst dalej Łochowa. Z Urla znów kupować trzeba bilety wprost do Warszawy, jadący zatem do Tłuszcza lub Wołomina płacić muszą za przestrzeń, której wcale nie mają zamiaru przebywać.

Do złych stron miejscowości należą wadliwe urządzenia pocztowe. Listy dochodzą do Urla z opóźnieniem, jak twierdzą zaś letnicy, połowa korespondencyi nie bywa wcale doręczaną adresatom.

Życie towarzyskie bardzo jest w Urlu rozwinięte, chociaż krępowania niema tu żadnego i każdy urządzić się może, jak mu dogodnie. Osią, około której obraca się to życie towarzyskie, jest w Urlu adwokat J., letnicy też z najwyższem uznaniem wyrażają się o energii, uczynności i zmyśle organizacyjnym niestrudzonego inicyatora zabaw, wieczorów teatralnych i t. p. — Ten ruch lepiej mi robi, niż wody maryenbadzkie — zwykł mawiać adw. J. i co pewien czas urządza jakieś rozproszenie nudów wiejskich. Dzięki jego inicyatywie powstał wybornie dobrany, ocieniony, ubity teren do lawn-tenisa, on wynajął dom, a nazwawszy go „domem zabawnym”, przeznaczył wszystkie ubikacye na zabawy taneczne, przedstawienia amatorskie i t.p., na które p. J. chętnie zaprasza letników. Do tej pory odbyły się trzy wieczorki, o których powodzeniu świadczyć może Takt, że zebrało się około 120 osób młodzieży i, że walcowano i mazurowano do 7-ej rano.

W niedzielę o godz. 5-tej lokal ,.domu zabawnego” wypełnili zaproszeni na przedstawienie amatorskie letnicy i goście z Warszawy. Amatorzy doskonale odegrali „Posażną jedynaczkę” i „Pierwszy bal”, a prym wśród grających trzymały panny pp. Stel., Sal., Orthw., Dobrz., Pron. i Woł. Z panów zacięciem aktorskiem odznaczyli się pp.: Sal., Cieśl., Dyg., Gniaz., Dan., Dzierzk., Kw. i inni. Wyreżyserowaniem zajęła się pani Trapszo-Chodowiecka, letniczka tutejsza.

Młodzież używa w Urlu w całej pełni, że zaś nigdzie może nie skompletowało się na letnisku tak jednolite, inteligentne, wytworne towarzystwo, jak tutaj, więc też z żalem wyrażają się mieszkańcy Urla o bliskim terminie wyjazdu z miłej siedziby. Skarżą się natomiast starsi panowie na brak towarzystwa i — niemożność sklecenia partyi winta.

Wśród letników Urla dominuje palestra i ciało pedagogiczne. Bawi tu również na wypoczynku po cieżkiej operacyi znany księgarz, p. Robert Wolff.

Dzięki szczęśliwemu rozkładowi pociągów mogłem w powrotnej drodze zatrzymać się w Tłuszczu i Wołominie. Co do Tłuszcza sądzę, że karyera jego, jako letniska, jest skończona. Wołomin natomiast, pomimo wielkich wad swoich, jak znaczna odległość od lasu i brak wody, ma ważny warunek powodzenia — blizkość Warszawy. Zresztą w okolicy Wołomina powstały duże osady, jak: Zagościniec, Annopol, Zenonów i Nowa Wieś d-ra Koralkiewicza, które z natury rzeczy ciążą ku stacyi kolejowej. W samym jednak Wołominie publiczność jest mocno „szara”, ulice zaś obok dworu p. Wojciechowskiego przepełnione są żydami (stałymi mieszkańcami i letnikami) z niższych sfer. Jedyny lasek, objętości kilkudziesięciu łokci kw. po lewej stronie plantu, niedostępny jest dla letników „pod karom (!) sądową”.

Na przestrzeni pomiędzy Wołominem są jeszcze dwa letniska: Zielonka i Ząbki. Na przeszkodzie do rozwoju tych miejscowości stoi okoliczność, że nie wszystkie pociągi się tu zatrzymują.

Włodzimierz Trąmpczynski

Gazeta Polska
R. 71, 1902, nr 223

 315 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.