Urle, d. 8 sierpnia.

Zupełnie śliczne są te Urle. Skryte w powodzi drzew szpilkowych, przepojono powietrzem cudnie balsamicznem, nieprzeparcie każą się kochać od pierwszego wejrzenia. Mimo wszystkie swe uroki skromnemi pozostały do tej chwili i bez wszelkich pretensji. Od łat paru modne bardzo i letnikami warszawskimi przepełnione naprawdę Urle jeszcze i teraz niezbyt są cywilizacją ludzką popsute. Wille pyszne, sztukaterjami zdobne, jeszcze tu nieznane. Urle współczesne to domki, domki, domki… Większość z nich słomą kryta, każdy z efektowną werandą, wokoło każdego moc zieleni… Do niedawna rokrocznie bawiło tu do 4000 letników. Obecny sezon należy do słabszych. Niema i 2000 osób. Ruch towarzyski naprawdę prawie żaden. Może to i lepiej. Można wśród lasów przewijać się w najmniej wyszukanej  toalecie. Taka swoboda też coś warta…

Oddalone od Warszawy o półtorej godziny drogi a dworca Petersburskiego, traktowane są Urle wciąż po macoszemu przez losy. Mimo 2000 osób, bawiących tu przez szereg miesięcy, niema dotąd w Urlach stacji pocztowej. Najbliższa znajduje się o parę wiorst, aż w Łochowie! Także i pociągów, idących w tę i powrotną stronę, jest za mało stosunkowo, a rozkład ich pozostawia wiele do życzenie. Pierwszy wychodzi np. z Warszawy zbyt wcześnie, bo około 7 g. rano,  następny zapóźno, bo aż o 1 g. po południu. Pośredni między niemi zdałby się koniecznie… A potem cena dostania się na miejsce wypada stanowczo za drogo. Przed rokiem płaciło się za bilet 45 kop. dziś już cena podskoczyła do 61 kop. Tam i z powrotem 1 rb, 22 k. dla kogoś, ktoby chciał częściej do Uri dojeżdżać, chyba za drogo wypadnie.

Pobyt w Urlach można liczyć dosłownie do przyjemniejszych. Pomijając już przepyszne powietrze, suchość nadzwyczajną atmosfery, doskonałą kąpiel rzeczną w miejscu, dwa tennisy i t. d. ma się ponadto na miejscu dobrze zaopatrzoną restaurację, kawiarnię i cukiernię, ceny artykułów spożywczych w wyborowym gatunku i o każdej porze najzupełniej mierne, wreszcie bezpieczeństwo „bytowania” najkompletniejsze.

Od roku, dzięki zabiegom p. Pronaszko Urle posiadają skromną, ale ładnie urządzoną kapliczkę, a w niej codziennie nabożeństwo. Ponadto drogą udziałów w środku gruntów między posiadłością Zdzisława hr. Zamoyskiego, właściciela Urlów, a gruntami chłopskiemi, zbudowano bardzo przyzwoitą scenkę z salą dla koncertów przygodnych i przedstawień amatorskich. Słowem jest tu wszystko, czego dusza zapragnie…

W tym sezonie bawi w Urlach sporo wybitnie ładnych buziaków. A że i młodzieży męskiej nie brak, więc flirt miejscami odchodzi pierwszorzędny. Gdyby się jeszcze znalazł jakiś żywszy towarzyski spiritus movens, Urle rozbawiłyby się na dobre. Dawniej umiał je rozruszać adwokat, p. John, stale tu zjeżdżający. Tego roku go brak, a z nim brak też większego ożywienia towarzyskiego i zebrań. Ale starsi  letnicy ten defekt mocno sobie chwalą. Po swojemu może mają rację.

Goniec Poranny
10 sierpnia 1905, no 349

 60 odsłon,  2 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.