
Pod Radzyminem w kościele syn gospodarza miał wziąć ślub z córką sąsiada. Orszak ślubny przybył do kościoła, a nowożeniec bezustannie prowadził głośną i ożywioną rozmowę z przyszłym teściem. Gdy państwo młodzi klękli na stopniach ołtarza i nowożeniec miał powtarzać za duchownym słowa przysięgi, odwraca się do przyszłego teścia z zapytaniem: „A dodacie jeszcze te dwie krowy, czarną i graniastą?”. Otrzymawszy zaś odmowną odpowiedź, niewiele myśląc, wstał i wyszedł z kościoła.
Obecni oniemieli z grozy. Obrzęd naturalnie został przerwany i wszyscy powrócili do domów. Tu nastąpiła uczta, gdyż przygotowane do wesela jadło i trunki zmarnować się nie mogły. Przy uczcie odbyły się zaręczyny córki z innym parobczakiem, który przedtem bez nadziei w niej się kochał. Ów bezbożny człowiek jest obecnie prześladowany przez całą wieś tak, że będzie musiał gdzieindziej szukać sobie schronienia.
Niedziela – pismo tygodniowe dla ludu
R.1, 1884, nr 8