Pośród żółtych mazowieckich piasków, poprzerzynanych czarnemi smugami sosnowych lasów leży wioska jedna z tych co jak niegdyś Czarnylas, powinna być znaną szeroko, bardzo szeroko. Wioska, o której mówimy, to od wieku siedziba rodziny Lelewelów, Wola Cygowska, gdzie młodzieńcze lata pędził Joachim i gdzie kilka dni temu pod rodzinną strzechą zakończył życie młodszy brat jego Prot Lelewel. Stary, nizki dworek w Woli Cygowskiej, niemy świadek zamierzchłej dziś przeszłości stał się skarbnicą, w której każdy sprzęt jest pamiątką, jest relikwją. W tym pochylonych od starości domku o kilku pokojach, o sprzętach starych, wyblakłych wszystko mówi jakiemi byli ludzie co tu życie spędzili… Jakkolwiek losem na obczyznę rzucony Joachim, żył tu sercem i wspomnieniami.

Oto kolebka, dar Augusta III-go. W tej kolebce odchowało się kilka pokoleń… Karol Lelewel, cześnik liwski i synowie jego, Joachim i Prot, w niej się kołysali. Na ścianach pełno portretów. Wszystkie sięgają lat dawnych. Pomiędzy nimi prześliczna płaskorzeźba Joachima, roboty Davida. Szafy pełne ksiąg… to część księgozbioru Joachima, zwiększająca się ciągle staraniem Prota Lelewela. A oweż zbiory map, rycin starych, planów i monet! Nad wszystko zaś cenniejsze, w szafach tych spoczywają także pozostałe po Joachimie papiery i rękopismy, między któremi znajdują się (np. monografja rodziny Cieciszewskich) nieogłoszone dotąd drukiem.

Po śmierci Joachima Lelewela część jego bibljoteki i cześć rękopismów złożoną została w kórnickiej bibljotece Działyńskich, część zaś z woli zmarłego oddaną została bratu. I skarby te nie poszły na marne…

Prot z religijnem poszanowaniem wziął się do uporządkowania tych pozostałości i za jego to staraniem wyszło całkowite pierwsze wydanie historycznych i literackich dzieł Joachima. Praca nie mała i niełatwa, gdyż samemu potrzeba było robić nawet i korektę drukujących się za granicą arkuszy a strzedz i pilnować omyłek, o które przy nieczylelnem piśmie Joachima było aż nadto łatwo. Silna wola Prota podołała jednak wszystkiemu, zwalczyła wszystkie trudności. Był on też niejako dopełnieniem Joachima, odgadywał jego myśli i intencje i wprowadzał je w życie…

Tak więc z cichego tego dworku lało się światło i jasność, a część zasługi spada ztąd także na Prota, który i sam także na swoją rękę wiódł życie czynne i pracowite.

Po wojennych trudach wiatach 1809-ym, 1812-ym i 1823-im, za które zdobył najwyższe dla wojskowego zaszczytne oznaki, po długiej pracy na innem polu, a mianowicie jako uczestnik wielu komisyj sejmowych, osiadł na ojcowskim zagonie. I wtedy jednak nie poprzestał na zajęciach gospodarskich. Żywy umysł jego śledził z zajęciem wszelkie objawy życia społecznego. Ze szczególnem zaś zamiłowaniem zajmował się literaturą i prasą. Prawie do ostatniego roku czytał sam każdą nową ważniejszą pracę, z zakresu historji i literatury, a kiedy prawie zupełna utrata wzroku pozbawiła go możności czytania, musiał mu czytywać książki i gazety ktokolwiek z rodziny którą otaczać się lubił.

Znakomita pamięć, nieomylna prawie gdy szło o rzeczy, wypadki łub osoby współczesne jego młodości, oddawała mu niepoślednie usługi; niejeden też fakt mylnie pojmowany lub przedstawiony przez młodsze pokolenie piszących, sprostował i wyjaśnił. Biorąc zaś blisko przez pół wieku udział bardzo żywy w życiu publicznem w najrozmaitszych jego kierunkach, posiadał nieprzebraną skarbnicę materiału, która zapewne ujrzy kiedyś dzienne światło w pozostawionych przezeń pamiętnikach, do ostatniej niemal chwili wciąż uzupełnianych i kompletowanych. Niepospolity obok tego miłośnik i znawca botaniki założył ś. p. Prot w Woli Cygowskiej ogród, bogactwem krzewów nieustępujący wielu specjalnie botanicznym ogrodom.

Na takich to pracach, wśród takich zajęć dożył Prot Lelewel sędziwych lat, wolny od wszystkich drobnych wad i ułomności, czepiających się zwykle ludzi w podeszłym wieku. Łagodny, wyrozumiały, zawsze jednako wesoły i dla wszystkich uprzejmy zyskiwał sobie serca wszystkich, a wszyscy garnęli się do tego patrjarchy.  Cala okolica, od włościańskiej chaty do pańskiego pałacu czciła go i szanowała i jak ojca kochała. Był to tym w całem znaczeniu tego wyrazu do najwyższego stopnia sympatyczny a niestety coraz już rzadszy typ męża, co wzrósłszy w poszanowaniu tradycji umieją przekazać dalszym pokoleniom. I pogrzebowi takiego człowieka w dniu wczorajszym w południe asystować nam przyszło.

Zwłoki ś. p. Prota eksportowano jeszcze onegdaj z Woli do pobliskiej parafji Poświętne. Smutnemu obrzędowi towarzyszyła rodzina i liczny zastęp włościan którzy uwielbiali siwowłosego starca. I wczoraj też oni, jak widzieliśmy, pierwsi zapełniać poczęli skromny kościołek parafjalny. Dwa przemówienia dwóch duchownych, jedno w kościele, nad mogiłą drugie, streściły żywot i działalność w Bogu zasypiającego starca, poczem nastąpiły poważny religijny śpiew i krótka modlitwa… Po chwili zwłoki Prota Lelewela, dźwignięte na barkach wnuków spoczęły na zawsze w rodzinnej ziemi.

Bodajby pamięć o nim i wzór jaki stary weteran życiem swojem postawił przetrwały na długo…

K. F.

Kurjer Warszawski
R. 64, 1884, nr 85

 156 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.