Dywizja Pancerna SS Wiking w rejonie Radzymina, sierpień 1944 roku
Na przełomie lipca i sierpnia mija 48 rocznica wielkiej bitwy pancernej na przedpolu Warszawy, jednej z największych w drugiej wojnie światowej, największej na ziemiach polskich. Aktywny w niej udział wzięły miejscowe oddziały Armii Krajowej zmobilizowane do akcji „Burza”. Miała ona miejsce po załamaniu się niemieckiego frontu wschodniego na Białorusi, gdy w wyniku potężnego uderzenia armii radzieckiej wojska hitlerowskie rozpoczęły gwałtowny odwrót na zachód. W rezultacie Sowieci przekroczyli Bug, 21 lipca wyzwolili Chełm, a 24 lipca Lublin. Wkrótce później 2 armia pancerna gen. mjra A. Radzijewskiego oraz 8 armia gwardii rozpoczęły natarcie w kierunku Garwolina i Mińska Mazowieckiego. 30 lipca czołgi sowieckie podeszły aż pod Zielonkę, następnego dnia opanowały Wołomin. Równocześnie oddziały AK wyzwoliły własnymi siłami Radzymin, do którego przybyły wkrótce czołgi 2 armii pancernej.
Mimo błyskawicznych sukcesów terenowych położenie 3 korpusu pancernego 2 armii, dowodzonego przez gen. mjra N. Wegeniewa, było mocno skomplikowane. Rosjanie dojechali do Wołomina i Radzymina na resztkach paliwa, mieli też niewiele amunicji. Tymczasem w samym Wołominie i Radzyminie broniły się gdzieniegdzie resztki Niemców, a dowództwo niemieckiej grupy armii „Środek” przygotowywało zdecydowane kontruderzenie, aby za wszelką cenę utrzymać linię Wisły i nie dopuścić Sowietów do Warszawy, w której właśnie 1 sierpnia wybuchło powstanie. Hitler na wiadomość o nim wpadł we wściekłość i rozkazał stłumić je wszelkimi dostępnymi środkami, a buntowniczą stolicę Polski zniszczyć do cna.
Po południu 30 lipca z rejonu Pragi wyruszył na Wołomin pierwszy pułk pancerny wyborowej dywizji „Hermann Göring” przybyłej z frontu włoskiego dla ratowania położenia pod Warszawą. Jednocześnie wzdłuż szosy Warszawa-Wyszków uderzyła 19 dywizja pancerna, na jej spotkanie wyruszyła z Wyszkowa 4 niemiecka dywizja pancerna. Ponadto z kierunku Węgrowa przebijała się na zachód wyborowa dywizja pancerna „Viking” złożona z faszystowskich ochotników germańskiego pochodzenia: Duńczyków, Norwegów, Flamandów oraz Niemców z całej Europy, głównie z państw bałtyckich. Współdziałały z nią jednostki dywizji pancernej SS „Totenkopf’ atakujące od strony Stanisławowa.

Nacierające z trzech stron wojska niemieckie liczyły łącznie pięć dywizji pancernych z 450 czołgami i działami pancernymi oraz jedną dywizję piechoty. Aktywnie wspierało je lotnictwo, atakujące grupami po 10-20 samolotów Wołomin, Okuniew i Miedzeszyn. Przeciwstawiające się im oddziały 2 armii pancernej miały 600 do 700 czołgów wspieranych także przez lotnictwo. Przez cały dzień 31 lipca czołgiści sowieccy z 3 i 16 korpusu odpierali ataki niemieckie wspierane ogniem artylerii rozmieszczonej pod Zielonką, Markami i wzdłuż szosy lubelskiej. Rejonu Wołomina, Radzymina i Kobyłki broniły czołgi trzeciego korpusu. Walki stopniowo nabierały zaciętości. Kulminacyjny moment przypadł na 3 sierpnia, gdy od strony Stanisławowa, Radzymina i Rembertowa uderzyło około 170 czołgów niemieckich. Pod ich naporem Rosjanie opuścili najpierw Ossów, a wieczorem Wołomin. Dzień wcześniej Niemcy wdarli się do Radzymina. Osaczony ze wszystkich stron 3 korpus pancerny 2 armii bronił się dalej w rejonie Mostówki, Nowej Wsi, Wołominka i Leśniakowizny. Wieczorem 4 sierpnia Niemcy złamali jednak jego obronę i zlikwidowali wszelki opór. Tylko niewielka część czołgów sowieckich zdołała przedrzeć się z okrążenia, większość została zniszczona lub dostała się w ręce Niemców. Wielu rannych żołnierzy zostało ukrytych przez mieszkańców i uniknęło niewoli. W Wołominie m. in. opiekował się nimi lekarz Kazimierz Izdebski. W sumie straty obu stron były ogromne. 2 armia pancerna straciła na przedpolu stolicy 284 czołgi i działa pancerne, według danych niemieckich aż 337. Poległych żołnierzy sowieckich pochowano później na cmentarzu wojskowym armii radzieckiej mieszczącym się przy rogu ulic Armii Krajowej i Przejazd. Również Niemcy stracili w bitwie kilkadziesiąt czołgów. Dwa z nich zniszczone pamięta autor. Jeden wrak stał przy przejeździe kolejowym, drugi przy rogu ulic Armii Krajowej i Przejazd.
Ponieważ bitwa czołgów toczyła się głównie na polach i drogach, Wołomin i Radzymin niewiele w niej ucierpiały. Zniszczeń było mało, poukrywana w piwnicach i na niskich piętrach domów ludność nie poniosła większych strat. Dzisiaj, po wielu latach, gdy wiemy dużo o polityce stalinowskiej, możemy ocenić bitwę z perspektywy politycznej. Jak wiadomo, Stalin nie chciał pomóc Powstaniu Warszawskiemu. Dlatego zapewne nie wsparł drugiej armii pancernej posiłkami i skazał ją na klęskę na przedpolu Warszawy. Poświęcenie życia tysięcy żołnierzy nic dla niego nie znaczyło. Liczył się cel polityczny. Stłumienie Powstania Warszawskiego przez Niemców leżało w ich interesie. Dzięki temu mógł podporządkować sobie później całą Polskę.
Wieści Podwarszawskie
R.2, 1992 nr 33 (81)