
O kolonji letniej w Zielonce
Na olbrzymim, pięknie położonym terenie w Zielonce (własność małż. Henryka i Gabrjeli Doktorowlczów), na piasczystych i zdrowych gruntach, powstała przed 3-ma laty „Kolonja letnia im. małż. Doktorowiczów”, którzy dobra swoje wraz z wszelkiemi zabudowaniami ofiarowali gminie żydowskiej, dla biednych dzieci. W r.b. zorganizowaniem kolonji, zwanej ze względu na swe położenie „doliną dzieci”, zajął się całkowicie wydział opieki społecznej zarządu gminy wyzn. żyd. w Warszawie, w osobach przewodniczącego p. Sz. B. Kaminera i referenta, p. d-ra Juljana Cygielstrejcha. Wczoraj odbyła się wycieczka z udziałem członków zarządu i rady gminy, przedstawicieli prasy i zaproszonych gości, którzy zwiedzili kolonję, przeznaczoną dla dzieci najbiedniejszych warstw.
Wzorowa ta, z uwzględnieniem wszelkich wymogów techniki i higjeny, „osada” dla dzieci nędzy, składa się z kilkunastu murowanych i drewnianych budynków, z których na czoło wysuwa się ufundowany przez małż. Doktorowiczów, pięknie wyglądający pawilon (stołownia dla 600 dzieci) im. „Gabrjeli” (pani D.). Nadto: specjalna umywalnia dla dzieci, odpowiednio urządzone kąpiele solankowe (ciechocińskie), prysznice i t.p. Dotychczas partjami po kilkaset dzieci, z dobrodziejstwa kolonji skorzystało 1500 dzieci.
– Każda grupa przebyła po 28 dni i dnie te, w warunkach nader higjenicznych, przy dobrem odżywianiu i racjonalnej opiece, w blaskach słońca, na wolnem i świeżem powietrzu, w piaskach i w otoczeniu lasu — są najpromienniejszym i najszczęśliwszym okresem w życiu dzieci biedy wielkomiejskiej, które ze smutkiem i łzami rozstają się z kolonją, gdy zmuszone są wracać do mokrych, stęchłych suteryn i poddaszy…
Dzieci te pragnęłyby zostać w Zielonce jaknajdłużej, by móc rozkoszować się „bogactwem” — w postaci dobrego pokarmu, czystej pościeli, zabaw, wypoczynku, niestety jednak po 28-miu dniach muszą ustąpić miejsca innym, wyczekującym z niecierpliwością swej kolei.
Nadzór lekarski nad dziećmi kolonji spoczywa w rękach dr. J. Cygielstrejcha, główną kierowniczką jest p. Dora Lesselbaum, naczelnym wychowawcą p. Salomon Epstein, oprócz tego jest 7-miu wychowawców poszczególnych grup i liczny personel służbowy.
W „rodzinach dziecięcych” obowiązują: karność i punktualność. Program dnia jest obszerny: gimnastyka, wycieczki, gry, zabawy, sprawy „samorządu” dzieci, pogadanki i t.p. Jest również sąd koleżeński; w specjalnym zaś budynku mieści się „redakcja” tygodnika dzieci kolonji letniej w języku polskim p.t. „Nasz Przyjaciel” z artykułami „wstępnemi”, z wrażeniami, wspomnieniami, sprawozdaniem z sądu (sprawy o przezwiska, psoty, kłótnie i t.p.). Od wczesnego ranka do zmierzchu wre tam — w tem królestwie dzieci — ruch i rozgwar, lecz z nastaniem godz. 8-ej min. 30 wiecz. nastaje cisza: koloniści po trudach dnia spoczywają i śnią sen o krótkotrwałem szczęściu…
Pięknie i malowniczo jest w Zielonce — i szlachetne wysiłki p.p. prezesa Sz. B. Kaminera, fundatora H. Doktorowicza, dr. Cyglelstrejcha, inż. Al. Doktorowicza oraz całego personelu w słowach pełnych uznania podkreślili; rabin Kahane, radny Trokenheim, Scierański, Ekierman, Adelfang, Burgin i inni.
Kurjer Poranny
R. 56, 1932, no 235
W części zabudowań przy obecnej ul. Obrońców Warszawy Niemcy już w końcu 1939 roku urządzili getto .