Wczoraj byłeś mi obcy i za dni niewiele
odejdziesz, aby wrócić do swojego świata.
Dziś daję ci lekarstwa, karmię, łóżko ścielę,
i mówisz do mnie “siostro”, więc jesteś mi bratem.Czytaj dalej

1928

Zbudowano organy do kościoła, fundacji parafianina Łado, który przeznaczył na ten cel 10.000 złotych.

1929

Ukończono ostatecznie budowę plebanii, którą stawiano od 1928 roku pod opieką i nadzorem Juliana Garbolewskiego z Komitetu Budowy Kościoła. Dotychczas proboszcz mieszkał prywatnie u państwa Łękawskich na ulicy Lipowej, potem u państwa Bartlów na rogu ulic Ręczajskiej i Kościelnej, a następnie w małym domku – spichrzu, tuż obok powstającej plebanii.Czytaj dalej

Na powyższym zdjęciu można rozpoznać mężczyznę – to Henryk Skibiński, komendant wołomińskiej policji w latach trzydziestych. Konstrukcja w tle to makieta Jasnej Góry użyta w filmie Przeor Kordecki – obrońca Częstochowy, do którego część ujęć kręcono w Wołominie, w Mironowych Górkach, w roku 1934. Czytaj dalej

Przypadkowo odkryta wyspa odrębnej kultury?

Rozpętała naszą ciekawość jedna mała, niepozorna wzmianka kroniki sądowej. Powód, pozwany, cała gromada świadków, znajomkowie, wszyscy, co do jednego mieszkańcy osady Nadbiel nie rozumieją ani słowa po polsku! I proszę nie myśleć. że dzieje się to na głębokich kresach, albo gdzieś nad pruską granicą — Nadbiel leży o 24 km. od Warszawy, a o 10 km. od Wołomina! Jest to osada niemiecka, gdzie grupuje się element niemiecki całego powiatu. Ich dziadowie, pradziadowie również orali ziemię polską i modlili się z gotyckiej Biblii, zato ich dziatki… ale opowiedzmy wszystko pokolei.Czytaj dalej

U cadyka w Radzyminie, Mendla Gutmana pracowała jako kucharka Marjana Kudelska. Cadyk nie płacił jej przez 10 lat pensji, twierdząc, że zato Kudelska po śmierci pójdzie wprost do raju. (!) Niedawno cadyk umarł i majątkiem podzieliła się jego rodzina. Kudelską znalazła się bez pracy, a ponieważ nie spieszno jej było jeszcze do raju, odczuła potrzebę pieniędzy. Zwróciła się więc do spadkobierców cadyka o wypłacenie jej za służbę należności, która urosła do sumy 10,000 zł. Gdy jej, odmówiono, wniosła skargę do sądu.Czytaj dalej

W 78-ym roku życia i w 47-ym roku kapłaństwa zmarł w parafji Kobyłka ś. p. ks. Antoni Zagańczyk, kanonik kapituły łowickiej, senjor kapłanów archidiecezji warszawskiej. Ś. p. ks. kanonik Zagańczyk po ukończeniu seminarjum nauczycielskiego przez czas dłuższy był nauczycielem. Święcenia kapłańskie otrzymał w roku 1887, po ukończeniu seminarjum duchownego. Jako proboszcz w Mogielnicy wybudował tam piękny kościół. Był następnie proboszczem w Brzezinach, a od roku 1908 objął probostwo w Kobyłce.Czytaj dalej

W prasie wczorajszej ukazała się maleńka, petitem drukowana wzmianeczka która pod prostemu słowami kryła treść więcej, niż ponurą. Donoszono tam, że inspektorzy polskiej Ligi ochrony zwierząt w asyście kandydatów na inspektorów policji dokonali inspekcji w Wołominie. Rezultaty? Cztery osoby ukarano za dręczenie… drobiu. Opieczętowano dwa chore konie. Skonfiskowano siedem sztuk zepsu­tych wędzideł, które kaleczyły koniom pyski. Zabroniono systemu używanego Wołominie do łapania psów.Czytaj dalej

Sąd grodzki w Radzyminie skazał na pół roku więzienia i 500 zł. grzywny, działaczkę endecką, Emilję Wierzbicką, za rozpuszczanie uwłaczających pogłosek o burmistrzu i ławniku Radzymina. Było to przed wyborami do Rady miejskiej. Wierzbicka agitując za listą endecką, oświadczyła raz w miejscu publicznem, że burmistrz Stanisław Marszał i Henryk Cieślik nie powinni być wybrani do samorządu, gdyż brali łapówki przy nabyciu dla miasta nowego motoru do elektrowni radzymińskiej. Obrażeni tem burmistrz i ławnik oskarżyli ją o zniesławienie. Przewód sądowy ustalił, że zarzuty były bezpodstawne. Oskarżenie popierał prokurator.

Gazeta Polska – pismo codzienne
R.6, nr 203 (24 lipca 1934)

“Święto Morza” w bagienku partyjniactwa

Jest w Polsce sławetna miejscowość Kobyłka której do herbu trzebaby dać konia z rzędem w nagrodę dla tego, który potrafi okiełznać panujące w niej kołtuństwo. Oto w dniach 28 i 29 czerwca miało się odbyć w Kobyłce Święto Morza. Komitet organizacyjny obchodu zwrócił się do zarządu miejscowego Domu Pa­rafialnego z prośbą o udzielenie sali na akademie, załączając jednocześnie jej program. W punkcie 9-tym tego pro­gramu przewidziano odegranie przez orkiestrę Ochotniczej Straży Pożarnej I-ej Brygady. W odpowiedzi na tę prośbę na półto­rej godziny przez akademią zarząd Do­mu Parafialnego wystosował do Komi­tetu pismo, podpisane przez ks. wikar­iusza T. Kazimierskiego, M. Milewskie­go i T. Zagańczyka, że… nie zgadza się na odegranie 1-ej Brygady.Czytaj dalej

Działalność wytwórni “Rymofilm” w związku z realizacją wielkiego filmu historycznego p. t. “Przeor Kordecki — Obrońca Częstochowy” według oryginalnego scenarjusza reżysera Edwarda Puchalskiego, ostatnio ujawniła się szeregiem ciekawych i niepowszednich szczegółów, znamionujących szeroki rozmach twórczy realizatorów powyższego filmu.

Otóż, po raz pierwszy w Polsce pobudowano w Mironowych Górkach pod Wołominem olbrzymie dekoracje plenerowe. W oczach zdumionych tubylców rosną mury Częstochowy z XVII wieku, zabudowania klasztorne, obozy szwedzkie z okopami, dworek szlachecki i t.d . i t.d . Zorganizowano specjalne warsztaty, pracownie modelatorskie, w których rutynowani dekoratorzy i artyści-plastycy pracują nad wykonaniem najrozmaitszych potrzebnych rekwizytów, jak: pancerzy, hełmów, zbroi husarskich, broni średniowiecznej, armat polowych i fortecznych, mebli i t.p. rekwizytów stylowych. Pracownie krawieckie w dzień i noc pracują nad wykończeniem ogromnej ilości kostjumów szwedzkich i polskich. Nad wszystkiem czuwa baczne, fachowe oko Konstantego Stanisława Rymowicza, naczelnego dyrektora produkcji filmu, który uruchomił ten olbrzymi aparat organizacyjny.Czytaj dalej

Minął 20 maj, pierwszy dzień Zielonych Świątek, a więc Święto Ludowe — przegląd sił chłopskich. Święto Ludowe! Nad całą ziemią polską załopotały Zielone Sztandary. We wsiach wszystkich nastrój odmienny niż zwykle. Wszędzie gorączkowe, ostatnie przygotowanie do obchodu uroczystości. Domy wszystkie przystrojone w zieleń, w strzechach tkwią zielone chorągiewki, chwiejące się od podmuchów wiosennego wiatru.Czytaj dalej

W odwiedzinach u pierwszego profesora Politechniki — kobiety

Dr. Alicja Dorabialska, od kilku dni profesor nadzwyczajny chemji fizycznej na Politechnice Lwowskiej, musi nam darować tytuł tego wywiadu.  Sama naj­chętniej zatytułowałaby      go i zwięźle, informacyjnie w rodza­ju “Nominacja na Politechnice” i albo “Obsadzenie wakującej ka­tedry”.Czytaj dalej

Około roku 1880 do Warszawy przyjechali dwaj bracia, poddani anglicy Jej Królewskiej Mości królowej Wiktorji, Edward i John Briggs. Mieli oni niewielką fabryczkę we Włocławku, przędzalnię nici. Było im tam już za ciasno. Poczęły napływać większe obstalunki z olbrzymiej Rosji, przyjeżdżali kupcy, namawiali do rozszerzenia fabryki, proponowali na ten cel wygodne i tanie pożyczki. W Warszawie nawinął się pośrednik. Przed braćmi Briggs rozwinął piękną perspektywę przeniesienia fabryki w okolice Warszawy, skąd byłaby lepsza i wygodniejsza komunikacja na tereny rosyjskie. Idea trafiła do przekonania panom Briggs. Poczęto jeździć, szukać, oglądać. Zjeżdżono wówczas wiele okolic Warszawy. Trafiono wreszcie do małej wioski, w której było parę prymitywnych cegielni, mała rzeczka o bystrym prądzie. Ostrożnie, nie zdradzając istotnego celu kupna, aby nie podrożyć ceny — nabyto wreszcie około 100 morgów pustego, jałowego pola, leżącego przy dawnym trakcie, prowadzącym z Warszawy wprost na północ. Taka była historja początku wielkiej fabryki nici Briggsów i początku nowego życia i nowej karjery małego osiedla Marki, leżącego o 8 kilometrów od krańców Pragi.Czytaj dalej

Każdy, kto chociaż raz jeden jechał małą koślawą kolejką w stronę Strugi, Pustelnika czy Radzymina, musiał spostrzec po drodze, przy szerokiej szosie wzdłuż której biegnie tor kolejki, wielki kompleks fabrycznych budynków. To fabryka braci Briggs w Markach. Na solidnym murowanym parkanie są jeszcze słabe ślady napisów w języku rosyjskim.Czytaj dalej