We wsi Wola Rasztowska wybuchł groźny pożar w dniu 29-ym maja r. b. Mamy możność na tem miejscu zapoznać inne straże z akcją przy tym pożarze straży Radzymińskiej i pięciu innych straży, dzięki nadesłanemu nam odpisowi raportu zast. naczelnika straży w Radzyminie druha A. Matuszewskiego do prezesa straży. Raport ten, który poniżej przytaczamy, świadczy o porządku administracyjnym i organizacyjnym w straży Radzymińskiej.
„Dnia 29-go maja r. b. wszczęto alarm o godz. 21 min. 55. Straż zebrała się w sile 30 ludzi w ciągu 20 minut. Koni dobrowolnie dostarczono 4, a pod przymusem przy pomocy policji zabrano 2, z których 1 zaraz zwrócono. Mając dostateczną siłę pociągową i ludzką, zarządziłem co następuje: wziąść do pożaru 2 sikawki, 3 beczki i 16 ludzi, Z remizy wyruszyliśmy o godz. 22 min. 15, na miejsce pożaru przybyliśmy o godz. 23.
Z jedną sikawką przystąpiłem do obrony zabudowań gosp. Rasińskiego, gdzie płonąca obora odległa od domu mieszkalnego o 3—4 mtr. groziła mu zapaleniem się. Niebezpieczeństwo było tem groźniejsze, że dom w zabezpieczeniu od mrozów, był dookoła obłożony słomą, jak również i dach nią pokryty. Pożar udało się umiejscowić dzięki temu, że w pobliżu była dostateczna ilość wody. Dom i reszta budynków ocalały.
Z drugą sikawką przystąpiłem do obrony szkoły ludowej. Budynek murowany i kryty dachówką, lecz sąsiedni budynek, położony o 3 mtr., drewniak, kryty słomą, cały obięty ogniem, lizał swemi płomieniami po dachu szkoły, rozgrzewając dachówkę, od której zajęły się wiązania poddasza.
W czasie naszego przybycia, dach na szkole już się walił. Po przystąpieniu do obrony tego budynku, okazał się już brak wody, bez której praca była niemożliwa. Na razie poczyniłem kroki zabezpieczające od dalszego podniecania ognia, jak: wyrwanie schodów, prowadzących na poddasze, wyniesienie z korytarzyka różnych łatwopalnych rupieci i pozamykanie okien. Po zbadaniu, że u Rasińskiego niebezpieczeństwo już nie grozi, zarządziłem przeniesienie sikawki, przeznaczając ją zamiast nieposiadanego hydroforu do nalewania wody w beczki, przez co mieliśmy choć nie obfitą, ale względną ilość wody. Wkrótce pożar został stłumiony. Dach spłonął doszczętnie, belki w niektórych miejscach poprzepalane, w sufitach powypalały się dziury, jedne drzwi zewnętrzne się spaliły, reszta otworów i szyby ocalały. Podłogi, ławki i całe urządzenie szkoły pozostało nietknięte.
Akcję ratowniczą zakończono o godz. 2-ej w nocy, powrócono do remizy o godz. 3 min. 35.
W remizie po sprawdzeniu taboru następujące narzędzia okazały się popsute: 1) u beczki urwana oś; 2) u sikawki koło obruszone w piaście, zatyczka u dźwigni urwana i pęknięta śruba; 3) pozatem dwa węże tłoczne pękły; dziurawy; jedna pochodnia zepsuta.
Z ludźmi: wypadków nieszczęśliwych. nie było. Przyczyna pożaru niewiadoma. Domów mieszkalnych łącznie ze szkołą spłonęło 22, innych zabudowań gospodarskich 26.
Przy pożarze były czynne następujące straże: 1) z Roszczepa, 2) z Krusza, 3) z Dąbrówki, 4) z Radzymina, 5) z Klembowa i 6) z Jabłonny (wojskowa).
Z końmi przybyli następujący gospodarze: 1) Żmijewski Marian, 2) Antosiewicz Andrzej, 3) Pstrzoch Bolesław, 4) Tokarski Franciszek“.
Wielka szkoda, że inne straże czynne przy tłumieniu tego, jak widać z powyższego raportu, groźnego pożaru nie nadesłały nam równie dokładnych sprawozdań, świadczących o planowości działania, rezultatach osiągniętych i porządku w straży aż do ostatniej chwili (mamy na myśli sprawdzanie taboru w remizie).
Przegląd Pożarniczy
R.10, 1924, nr 13

Autora wspiera Wołomin Światłowód

+ Brak komentarzy
Dodaj swój