historia terenów powiatu wołomińskiego

w dokumentach i wspomnieniach

kronika wydarzeń Małopole wycinki wydarzenia XIX wiek

Sprawa o dwużeństwo

W pierwszym kryminalnym wydziale warszawskiego sądu okręgowego w dniu wczorajszym rozpatrywano ciekawą sprawę o dwużeństwo. We wrześniu jeszcze 1874 r. wójt gminy Malopole, w powiecie radzymińskim, zniósł się z sądem policji prostej w Radzyminie, zawiadamiając, iż chodzą wieści, jakoby mieszkaniec wioski Zaścienia gminy Małopola Chrystjan Markwart, mający za żonę urodzoną w tej wiosce wdowę Ludwikę Niedzielską z domu Aleksandrowicz, nosił fałszywe nazwisko i gdzieś za granicą miał drugą żonę i dwoie dzieci. Wieści te stwierdzali świadkowie: Hink i Średnicki, z których drugi powtarzał tylko wieść słyszaną z ust Markwartowej, pierwszy zaś miał słyszeć od niejakiego Błaże, trudniącego się spławem, jakoby Markwart nazywał się właściwie Jan Unyszko, i miał w Austrji we wsi Ulanów pod Krakowem żonę. Markwart jednak zaprzeczał temu, twierdząc, iż urodził się w Prussach, we wsi Kinderwerk, w landractwie czernikowskiem z rodziców Ferdynanda i Magdaleny.

Po sprawdzeniu tych zeznań okazało się przecież, iż we spomienionej wsi mieszka od wielu lat inny Chrystjan Markwart, który w r. 1873 z drzewem udawał się do Królestwa i następnie pasport swój, jako niepotrzebny, oddał nieznanemu mu z nazwiska flisakowi, imieniem Jan. W rezultacie sprawa do tego doszedłszy punktu, została przerwaną — i dopiero wznowiono ją w lipcu roku 1878, gdy Markwart został przytrzymany na Pradze, jako nieposiadający żadnej legitymacji, wspólnie z towarzyszami Puszkarczykiem i Bałutą. Gdy przyprowadzono wszystkich trzech do urzędu policyjnego i zapytano ich o nazwiska, wtedy dwaj współtowarzysze zadali kłam jego twierdzeniu, jakoby nazywał się on Markwart, dowodząc, iż właściwe jego miano jest Jan Unyszko, poddany austrjacki z jednej z nimi wioski, pochodzący. W skutek tego przyaresztowano Markwarta i wznowiono śledztwo, które tym razem prowadził już jeden z wydziałów sądu poprawczego w Warszawie. Do poprzednio otrzymanych poszlak dołączyły się jeszcze ważne wiadomości, otrzymane za pośrednictwem konsulatu austriackiego z Ulanowa, mianowicie, iż Jan Unyszko liczy się rzeczywiście do stałych mieszkańców tej miejscowości, że w 1864 roku ożenił się on z Agnieszką Jurko i że, zniknąwszy w roku 1869, więcej już w rodzinnej wiosce się nie pokazywał.

Ważny dowód przeciwko Markwartowi stanowiła okoliczność, iż fotogram jego posłany do Ulanowa kilka osób uznało za wizerunek Jana Unyszko. Dodać tu należy, iż ślub Markwarta z wdową Niedzielską zawarty został w roku 1874 na zasadzie przedstawionego przezeń pasportu.

Chrystjan Markwart pomimo takiego przebiegu śledztwa, nie przyznawał się zupełnie do winy, przywodząc na swoją korzyść coraz to nowe okoliczności. Między innymi wzywał on na świadka Antoniego Hekkera, aresztanta znajdującego się razem z nim w więzieniu śledczem, który twierdził, że zna już Markwarta od lat dwudziestu — świadectwo to jednak mniej ma wagi, jako cd człowieka podejrzanej konduity pochodzące. Na dowód, iż jest poddanym pruskim, Markwart przytaczał jeszcze okoliczność, że służył w wojsku pruskiem i znajdował się w 24 pułku piątego poznańskiego korpusu, kwaterującym w Gdańsku, lecz i to zeznanie nie zostało potwierdzone, gdyż pomieniony pułk w czasie mniej więcej przez Markwarta oznaczonym w Gdańsku nie stał. Na zasadzie tych wszystkich danych, konsystorz katolicki warszawski dał opinję, iż człowiek mianujący się Markwartem powinien podledz odpowiedzialności sądowej.

Na wczorajszem posiedzeniu pomimo niestawiennictwa kilku świadków (dla której to przyczyny w pierwotnym terminie sprawę do dnia wczorajszego odłożono), sąd postanowił przystąpić do rozstrzygnięcia sprawy. Prokurator wnosił o uznanie Markwarta za winnego, obrońca zaś, p. Szyf, żądał uniewinnienia dla braku dowodów. Sąd uznając Jana Unyszkę, mianującego się Markwartem za winnego, skazał go na osiedlenie do mniej oddalonych guberni Syberji i pokutę kościelną.

Zanotować tu należy, iż podczas przemowy obrońcy, druga żona Unyszki, znajdująca się w liczbie świadków, zemdlała, tak że musiano na parę minut przerwać posiedzenie w celu usunięcia jej z sali.

Kurjer Warszawski
R.57, nr 236

 64 odsłon,  2 odsłon dzisiaj

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.