Kiedy spostrzegamy przykłady, jak piękne od Opatrzności udzielone dary, umieją przezwyciężyć nieżyczliwość skąpego losu; wtenczas przyznać musimy, że tacy ludzie sobie wszystko są winni. Zaród usposobienia wyższego, rozwija się przy własnych siłach, nic mu tamy położyć niezdoła, nic osłabić ducha żywotnego, będącego piętnem wrodzonej zdolności. Nie mniejszego zatem jest godzien szacunku taki człowiek, co idąc drogą zasługi, wyniósł się nad swój stan, jak ten, któremu przyjazne okoliczności, utorowały drogę do stopni, chwały i zaszczytów.

Ks. Maciej Jeżowski od przyjścia na świat, nieodebrał nic, coby kolebkę jego szczęściem otaczało, lub zapowiadało błogą przyszłość. Urodził się dnia 6 lutego, 1796 roku we wsi Siemieniu, w parafii Parczewskiej, z Wojciecha i Tekli z Kamińskich, prawych małżonków. Był najstarszym z 3 braci i 4 sióstr. Nie wielka zamożność rodziców kazała mu od pierwszej młodości zająć się utrzymaniem siebie. W 14 roku życia opuścił dom rodzicielski, nauczywszy się początków języka łacińskiego w szkole parafialnej, w miasteczku Czemiernikach w gubernii lubelskiej, gdzie rodzice jego osiedli. Podjął się dozoru gospodarstwa przy zakładzie duchownym. Pracowitość, wierność, a nadewszystko wrodzona chęć do nauk, zwróciły uwagę kilku duchownych, którzy radzili ojcu, aby oddał syna do szkół publicznych i sami pomoc dobrowolnie na ten cel ofiarowali. Wspominał w późniejszych latach zmarły z wdzięcznością księży Jargiełłowicza, Głowackiego i kanonika Stokowskiego, którzy nie szczędząc swoich dochodów, utorowali mu drogę do zawodu naukowego i otrzymania stopni w Kościele świętym. Mając więc rok już 17, rozpoczął nauki w szkołach Łukowskich; gdzie pilnością i staraniem, posuwany co rok do wyższej klassy, otrzymywał publiczne nagrody.

Ukończywszy 6 klass, dnia 17 września 1819 roku, wstąpił do nowicyatu Naukowego zgromadzenia, a w rok po wykonaniu professyi, przeniesiony do Warszawy, zapisany został, jako uczeń stały b. uniwersytetu na wydział sztuk i nauk pięknych. W roku 1821, rozpoczął zawód nauczyciela przy ulicy długiej; wykładał język polski w klassie niższej, i grecki w wyższej; od tego czasu pokazał wzorowe przymioty, prawdziwego pedagoga. Łagodność, cierpliwość, jasność w wykładzie, gorliwość o ukształcenie serca niewinnej młodzieży, były głównem usiłowaniem początkującego nauczyciela, i jednały mu szacunek u rodziców, i pochwały u Władzy opiekującej się zakładami naukowemi. Dopełniając obowiązków nauczyciela i uczęszczając na kursa swego wydziału, jeszcze w prywatnych godzinach pobierał naukę teologii, od Chiariniego i Ustrzyckiego, ówczesnych professorów teologicznego wydziału w Warszawie. Po złożeniu ekzaminu w miesiącu marcu 1823 roku, wyświęcony został na kapłana, i w tymże roku 12 lipca otrzymał stopień magistra nauk i sztuk pięknych, z usposobieniem celującem. Po dwuletniej pracy w szkole b. wojewódzkiej, przeniesiony był na Żoliborz, gdzie języki starożytne przez lat 3 z korzyścią wykładał.

W roku 1824 posunięty na stopień prefekta konwiktu, nie zawiódł zaufania w trudnym tym obowiązku; gorliwy o dobre obyczaje, jakoteż czerstwe zdrowie powierzonej mu młodzieży, nie szczędził prac i trudów, dozorując z całą sumiennością wyższego urodzenia uczniów: umiał on zręcznie odkrywać wady, a nie zrażając się niczem, prostował wyobrażenia; wpajał miłość porządku, uszanowanie dla wiary, praw i zwierzchności, bez czego wszelka nauka jest bezużyteczną, a nawet częstokroć szkodliwą. Umiał błądzących, najczęściej bronią śmieszności, poprawić; wykorzeniał złe nałogi, dając z siebie przykład pracy i pobożności.

Nie przestawał nigdy na doskonaleniu się samego siebie; obdarzony zdrowym rozsądkiem, potrafił wkrótce rozwinąć te zalety, które w wykształconem nabywają się towarzystwie, a na których mu, może z początku zbywało. Władza zgromadzenia widząc w nim niepospolite zdolności i wzorowe poświęcenie, wysłała go w roku 1830 za granicę, w celu poznania zakładów naukowych wyższych, i obeznania się z metodą wykładu filologicznego w państwach Niemieckich. W roku 1831 powróciwszy do kraju poświęcił się prywatnej edukacyi, i w kilku domach pełnił obowiązki przewodnika młodzieży. Dla braku zdrowia, nie mogąc być nauczycielem publicznym, otrzymał uwolnienie od zgromadzenia, a następnie miał wyrobioną sekularyzacyą u świętej Stolicy Apostolskiej, pod dniem 27 marca 1835 roku.

Od tego czasu nowy, że tak powiem, rozpoczął ksiądz Jeżowski zawód: praca jego usilna, skierowaną była do poznania prawa kanonicznego i nabycia wiadomości koniecznie potrzebnych dla duchownego, który pragnie dosługiwać się wyższych stopni w Kościele. We wrześniu 1835 roku, wszedł do konsystorza generalnego archidyecezyi Warszawskiej jako pisarz, a następnie regent. Wkrotce, przy wrodzonej zdolności, i usilnem staraniem, usposobił się na biegłego kanonistę: czytanie dzieł w przedmiotach duchownych, szczęśliwa pamięć, a nadewszystko gruntowna znajomość języka łacińskiego, ułatwiały mu wszelkie trudności. Charakter jego nieskażony, bezinteresowność, oraz gorliwe dopełnianie obowiązków, zjednały mu zaufanie trzech zarządców tutejszej archidyecezyi, którego nigdy nie nadużył.

W lipcu 1836 roku, został proboszczem kościoła parafialnego w mieście Jadowie, gdzie jako pasterz, pomimo wysokich nauk, umiał się zbliżyć do swojej trzody, przemawiać z prawdziwą prostotą i religijnem natchnieniem. Pełen dobroczynności, był czuły na niedostatek każdego, a szczególniej okazywał litość, jako dobry ojciec dla swoich parafian. W roku 1837 w skutek przedstawienia ś. p. Choromańskiego arcybiskupa, otrzymał z Rzymu honorowy tytuł protonotaryusza apostolskiego; a we dwa lata później, Rzymski dyplom na zaszczytny stopień doktora świętej teologii i praw kanonicznych. Tegoż roku to jest 1839 dnia 15 marca Rada Administracyjna Królestwa, mianowała go kanonikiem metropolitalnym Warszawskim, którą to godność, będąc razem sędzią surrogatem, do zgonu piastował.

Słabość piersiowa okazująca się przez symptomata od lat 2, nieprzerwała w nim wytrwałej pracowitości; czynny i pragnący usłużyć każdemu, nie żałował sił, nie szczędził poświęcenia, kiedy szło o uczynienie komu przysługi. Temperament żywy, humor wesoły, dowcip rozweselający, pewność naukowa, zasób rozlicznych wiadomości, uczyniły go przyjemnym w towarzystwie, i kazały zapominać o powierzchowności nie bardzo zalecającej. Smak ukształcony, zamiłowanie porządku i sprawiedliwości, jednały mu poważanie u tych, którzy bezstronnie sądzić umieli. Zbyteczna łatwowierność, niepomyślne dobieranie znajomości, stawiło go wprawdzie w przykrem położeniu; jednak niemożemy tego wadą nazywać, ale dowodem, że serce czyste dalekiem było od wszelkiej podejrzliwości. Całe życie jego spokojne było i pobożne, a wychowany od dzieciństwa w zasadach wiary, w czasie ostatniej słabości dopełnił obowiązku chrześcianina i skonał na ręku kapłana dnia 30 stycznia o godzinie 7 1/2 wieczorem. Oprócz pamiątki poczciwego życia, którą zostawił po sobie pomiędzy przyjaciółmi, mamy dowody jego pracy i nauki.

W roku 1828, wydał grammatykę języka greckiego, podług Biurnufa z wielu odmianami i dodatkami, zalecającą się porządkiem i dokładnością. Pragnął i utrzymywał, iż aby gruntownie poznać zasady starożytnej mowy, należy je żyjącym wykładać językiem. Jak pojmował zawód nauczycielski, dowodem jest rozprawa, umieszczona w programacie żoliborskim z roku 1825, podtytułem: Wiadomość o życiu i pismach Szymona Maryckiego. W niej obeznał czytelników z zasłużonym naszym pedagogiem, i wznowił sławę słusznie nabytą professora akademii krakowskiej, za panowania Zygmuntów.

Język łaciński znał ś. p. ks. Maciej jak swój własny; z łatwością władał piórem; czystość i jasność oznaczającego prace będące w rękopiśmie. Wyroki w sprawach duchownych, urządzenia od władzy dyecezalnej przez niego redagowane, noszą piętno nadzwyczajnej biegłości. Języka greckiego zgłębił całą moc i ozdobę, i śmiało utrzymywać możemy, iż niewielu miał obecnie równych, co do usposobienia w starożytnych Hellenów mowie. Przekład znacznej części ksiąg Herodota poświadcza nasze zdanie. Czytaliśmy już wyjątki przez niego drukiem ogłoszone w roku 1827, mianowicie: z księgi 4tej (Melpomena), z 7mej (Polymnia) i 8mej (Urania). Tok i naturalność, odznaczające ojca historyków starożytnych, są przy wierności godnie w mowie naszej oddane, i praca tak pożądana dla miłośników starożytności, stawia Jeżowskiego obok uczonego tłómacza Tacyta. (Całkowity przekład znajduje się w rękopiśmie). Poświęcał się równie nieboszczyk poznaniu języka nowogreckiego, i w tym znaczny uczynił postęp; albowiem pisma dokładnie czytał rozumiejąc je, i umiał się płynnie tłómaczyć.

Ogłosił drukiem rozprawę, o języku nowogreckim, w której wykazał odmiany zaszłe przez przeciąg lat, tak co do przypadkowania, czasowania, jako też składni teraz używanej; obeznał zarazem czytelników polskich, z autorami obecnie na ziemi Homera pracującymi.

Pisał wiele do pism peryodycznych i do Pamiętnika Religijno-Moralnego, umieszczając już własne płody, już tłómaczenia z greckiego. Jako duchowny i kanonik, miewał kazania w kościele metropolitalnym warszawskim i innych świątyniach tutejszych, oraz u siebie na parafii w Jadowie, które pozostały w rękopiśmie; jeżeli w nich słuchacz lub czytelnik nieznajdzie powierzchownej ozdoby, lub potrzebnej energii w wysłowieniu, znawca tak trudnego powołania, znajdzie podstawę gruntowną , wielką znajomość Pisma Ś. i doktorów Kościoła, co szczególnie oznaczą te religijne prace Jeżowskiego.

Kreśląc w szczerocie prawdy, rys życia i prac nieboszczyka, oddaliśmy hołd należący się prawej zasłudze i stałej przyjaźni, jako dwudziestoletni świadek jego prac i nieskażonego postępowania.

Pisano w Warszawie dnia 10 lutego 1846. r.

Pamiętnik Religijno-Moralny
czasopismo ku zbudowaniu i pożytkowi tak duchownych jako i świeckich osób
1846, T. 10, no 4

 53 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.