
W Wołominie sklep nr 24 na osiedlu Lipińska. Ranek! Właśnie przywieźli chleb. Konwojent ciągnie po ziemi ustawione jeden na drugim pojemniki wypełnione chlebem. Warstwa brudu na ściankach pojemników jest tak gruba, że można ją skrobać nożem. Gdy zwracam na to uwagę kierowniczce sklepu – Krystynie Sobkowiak, jest lekko zdziwiona.
– Przecież i tak zaraz przełożę ten chleb na sklepowe półki – powiada. Długo tu nie uleży. Proszę, już ludzie biorą, jeszcze nie wyładowali, a już chleb idzie…
Ten sklep zaopatruje w pieczywo piekarnia nr 1 przy ul. Sikorskiego. Trafiam tam akurat w momencie przyjmowania pustych pojemników z trasy. Konwojenci układają w słupki po 12 pustych pojemników i wprost z samochodów ciągną je po ziemi do pomieszczeń piekarni. Pytam kierownika piekarni Tadeusza Parzydło, czy nie posiadają specjalnych wózków ułatwiających pracę?
– Owszem jest – odpowiada kierownik – ale go nie używamy, bo dodatkowy ciężar. Zresztą zahaczyć drutem i ciągnąć pojemnik po ziemi jest i łatwiej, i szybciej.
Wołomińska piekarnia nr 1 zaopatruje w pieczywo 40 sklepów. Wypieka 6 ton pieczywa dziennie. Pracuje na trzy zmiany. Maszyny są więc w ciągłym ruchu, ludzie też! Czy jest czas myśleć o myciu pojemników? Zresztą gdzie? Myjni nie ma, a robić to na dworze? Kto zresztą jest w stanie umyć 1500 pojemników (tyle jest do dyspozycji piekarni), jeśli zakład posiada tylko jedną sprzątaczkę, która i tak ma pełne ręce roboty z utrzymaniem czystości w piekarskich pomieszczeniach.
Z piekarni tej dawno złożono do oddziału „Społem” WSS zapotrzebowanie na dodatkową sprzątaczkę albo urządzenie do mycia. Odpowiedzi nie ma!
Społem
1979 nr 1 (5 I)