
Korytarze w szkole Nr 4 w Wołominie świecą pustymi ścianami. W jednym tylko kącie powiewają smętne wspomnienia planszy związanej z Tygodniem ŚFMD. Niektóre okna przybrane wycinankami z bibuły, ale tylko niektóre. Tu i ówdzie jakiś anemiczny kwiatek. Obraz ten dopełnia taboret z wyciętym dnem, co ma pewnie wyobrażać Kącik czystości, ale ręcznika, miski, mydła ani śladu. Mundurów harcerskich też nie widać. Czyżby więc tu w ogóle nie było drużyny? A przecież mówiono w Komendzie Wojewódzkiej…
Zjawia się właśnie kol. Krusiński, zetempowiec, opiekun ogniwa harcerskiego. Okazuje się, że jest nie tylko jedna drużyna ale sześć. Okazuje się także, że robią to i owo, a czasem nawet bardzo dużo. Starsze harcerki mają dziś akurat zbiórkę, taką dodatkową w związku ze Świętem 1 Maja.
— 1 Maj — to święto klasy robotniczej całego świata — mówi Danka Golec. Nasza drużyna postanowiła także uczcić ten dzień podejmując zobowiązania. Postanowiłyśmy skasować dwójki, uporządkować ogródek szkolny i nawiązać kontakt z hutą.
— Z tymi dwójkami to było najtrudniej — dodaje Basia Szlak, zastępowa. Najpierw zorganizowałyśmy samopomoc koleżeńską. Krysia Sekuła pomagała w polskim i historii, Marysia Magrzyk w fizyce i chemii.
Ambicją drużyny stało się to, by najpierw harcerki „wyciągnąć’ z dwój. Zaprowadzono kalendarzyki, by notować w nich nieobecności, spóźnienia, nieodrobione lekcje. Potem ogłoszono współzawodnictwo między zastępami — który zastęp pierwszy zlikwiduje dwójki u siebie. I to dało wyniki. Dziś już harcerki nie mają ocen niedostatecznych.
— A właściwie zaczęło się wyraźnie lepiej od tego momentu, gdy dowiedziałyśmy się więcej o Planie 6-letnim — zauważyła Jola Sępkowska. Zrozumiałyśmy wtedy, jakie znaczenie mają nasze stopnie dla wykonania planu. Państwo nie może wydawać pieniędzy na uczni, którzy pozostają na drugi rok w tej samej klasie. A ucząc się dobrze możemy rok wcześniej stanąć do pracy i nie zabierać innym miejsca.
Zaczęły jeszcze snuć projekty, co by można zrobić dla uczczenia 1 Maja. Mówiły o zbiórce butelek dla Spółdzielni Samopomocy Chłopskiej, o nowych pieśniach, o akademii i pochodzie. A tymczasem na środkowym oknie nie przybranym wycinankami z bibuły usychały anemiczne kwiaty, po podłodze walały się strzępy papierów, a z korytarza dochodziły niesamowite wrzaski. To zdaje się młodsze klasy zmierzały na posiłek i jedna nauczycielka nie mogła sobie sama z tym bractwem poradzić.
Nagle Ania Rumiak wpadła na pomysł:
— Nie, to nie o to chodzi, by zrobić coś nagle na uroczystość. 1 Maj to takie święto na codzień. Nasi rodzice zawsze pracują jak najlepiej w fabryce czy hucie, a na 1 Maja starają się podwyższać normy. Tak samo i my przez cały rok musimy dobrze uczyć się i dobrze pracować. Przy tym trzeba wziąć w opiekę naszą szkołę, żeby zawsze była czysta i wesoła.
— Z gazetkami i z kącikiem czystości te jest trudno — zauważyła Marysia Magrzyk — bo „wieczorówka* wszystko niszczy i trzeba przed nimi chować po lekcjach. Ale jeśli w naszej szkole dzięki harcerstwu znikły bijatyki, to i tamtych starszych potrafimy zmienić.
Ja myślę, że potrafią. Właśnie przez stałą, systematyczną pracę. I wtedy będzie można powiedzieć, że harcerki z Wołomina wykonały zobowiązania pierwszomajowe. Bo Ania miała rację, że 1 Maj to właśnie takie święto, które nas uczy codziennej pracy.
Bat
Świat Młodych
1950, Nr 017