(…) Przez godzinę jazdy samowarkiem z Warszawy do Radzymina (22 km), nasłuchać się można wielu „sensacyjnych opowieści”. Jak to przed tygodniem w biały dzień na peronie w Radzyminie banda chuliganów pobiła dyżurnego ruchu, 31 sierpnia br. awanturnicy napadli na konduktora i powykręcali mu ręce, a 1 września br. jakiś wyrostek uderzył kamieniem kierownika pociągu na stacji Cmentarz.

— Na porządku dziennym są u nas takie historie — mówi dyżurny ruchu z Radzymina. Dlaczego? Straż Ochrony Kolei i Milicja słabo się interesują tą linią. Plaga chuliganów i łobuzów, niszczących z premedytacją mienie społeczne, stała się nie do zniesienia na radzymińskiej kolejce. Siady ich „wyczynów” oglądaliśmy na miejscu. W 7 wagonach jednego tylko pociągu było wybitych 41 szyb. Brakło też pasów do okien, kloszy, żarówek, a podłoga w wagonach była zaśmiecona i brudna. Aż szkoda oddawać do eksploatacji na tej linii 10 nowych wagonów, które wkrótce nadejdą z fabryki.

W walce z chuliganami-wandalami zarząd kolejki radzymińskiej mógłby wykorzystać doświadczenia Straży Ochrony Kolei, zdobyte na trasach pociągów elektrycznych. Stwierdzono tam, że od czasu wprowadzenia częstych lotnych kontroli funkcjonariuszy SOK i MO, zwłaszcza wieczorami, ilość chuligańskich wybryków znacznie zmalała. Kontrole te nie ograniczają się tylko do terenu stacji, lecz grupy SOK-istów wsiadają do pociągu i towarzyszą konduktorom aż do końcowej stacji na trasie — przeprowadzając w czasie jazdy lustracje wagonów.

Ale zarząd kolejki radzymińskiej musi nie tylko ukrócić wybryki chuliganów. Obserwacje nasze wykazały, że powinien też więcej troszczyć się o tabor i bezpieczeństwo pasażerów. Oto np. w wagonie Nr 1547 rewident „nie widział” przez kilka dni, że sterczące kawałki stłuczonej szyby mogą niebezpiecznie pokaleczyć pasażerów. Nie spostrzegł również zacinających się drzwi w innym wagonie, drzwi, których zawiadowca stacji przy pomocy dwóch konduktorów nie mógł otworzyć „na siłę”… Konduktorzy skarżą się, że zarząd kolejki mimo obietnic, dotychczas jeszcze nie dostarczył prądnic akumulatorów do oświetlenia wagonów, w których grasuje najwięcej chuliganów, a wszelka kontrola jest prawie niemożliwa.

Chociaż 7 sprzątaczek pracuje całą noc przy porządkowaniu wagonów — po pierwszym, rannym kursie pociąg wygląda jak śmieciarka MPOM. A dwie dyżurujące przez cały dzień sprzątaczki nie zdążą w czasie krótkiego postoju pociągów w Radzyminie usunąć tych śladów „kultury na codzień” radzymińskich pasażerów. Czy naprawdę tak trudno w czasie godzinnej jazdy zachować w wagonach czystość i porządek? (…)

Życie Warszawy
R. 10, 12 IX 1953
nr 218=3081

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.