W Pustelniku, w pobliżu Warszawy Szymon i Abraham bracia Szafranowie przystąpili do podziału puścizny po ojcu. Podczas podziału pomiędzy braćmi powstała kłótnia, następnie zaś bójka, w której Szymon Szafran ciężko pobił brata Abrahama. W godzinę potem, jak ustala śledztwo, prowadzone przez straż ziemską, do koszar kozaków, stojących w Pustelniku, przyszedł jakiś żyd, jak się zdaje, poszkodowany brat, i prosił kozaków, aby Szymonowi Szafranowi za pobicie brata „sprawili baty“. Dwóch kozaków, bez wiedzy swojej zwierzchności, opuściło koszary i udało się do domu Szymona Szafrana. Pen jednak, ujrzawszy nadchodzących, zdołał zbiedz, wobec czego kozacy po daremnych poszukiwaniach obili nahajkami jego żonę 40-letnią Bajlę, oraz 19-letnią córkę Esterę. Wiadomość o tern zajściu doszła do władzy wojskowej, która zarządziła śledztwo w celu ukarania winnych.

Siewba – organ ludu polskiego
R.2, nr 26 (2 listopada 1907)

Pomimo, że każdy wieśniak nie gardzi zarobkiem, owszem idzie chętnie, byle mu tylko czas pozwalał, to jednak jest pewien rodzaj zarobku, od którego ludzie wiejscy uciekają, jak od zarażonego powietrza. Są to podwody pod wojsko. Chociaż władze wojenne plącą rzetelnie za każdą wiorstę, i to nawet z góry, to jednak każdy, jeśli tylko może, to się rublem wykręca zaraz w gminie, albo ucieka już przyjęty przez wojsko z narażeniem własnej skóry na tęgie razy, albo, jeśli już nie może inaczej, opłaca się kilku kopiejkami żołnierzom, aby mu się dostał lżejszy ładunek.Czytaj dalej

Przed kilku tygodniami spotkałem się ze znajomym z gm. Strachówka, więc pytam: „Co tam u was słychać”? „Roboty huk tak że człek niema drugi raz czasu i łyżki strawy poczciwie zjeść”. Podobno mieliście wybory na sędziego gminnego? „A tak” powiada znajomy, „były wybory, i to może pierwsze, z których jestem zupełnie zadowolony”. — „Czy może aby nie z panem sędzią przyszłym rozmawiam?” żartuję sobie ze znajomego. „Możecie sobie żartować ze mnie, nie jestem ci ja taki uczony, żeby aż sędzią być, lecz swoją drogą rad jestem z wyborów”. — „Więc powiedzcie czego u licha tak się cieszycie? Sędzią was nie wybrali — ławnikiem także”. „Bo wybory przeszły jednogłośnie, czego u nas nie bywało”.Czytaj dalej

Liczne klęski pożarowe co rok nawiedzają nasz kraj pozostawiając bez dachu tysiące rodzin, niszcząc i ubożąc dobytek narodowy. Szczególnie wielkie spustoszenia czynią pożary we wsiach i osadach, gdzie domy drewniane, kryte słomą sprzyjają rozszerzaniu się ognia. Często bywa tak, że nieszczęścia jedną okolicę omijają, drugą zaś nawiedzają dosyć często. Jedną z tych nieszczęśliwych okolic stał się powiat Radzymiński: w samej tylko parafii Klembowskiej w ciągu jednego roku było dziewięć pożarów, z których dwa były dosyć groźne. Mianowicie przed rokiem spaliła się prawie cala wieś Klembów, składająca się z pięćdziesięciu kilku osad, a przed paroma tygodniami we wsi Lipka spaliło się dziesięć domów z całemi zabudowaniami gospodarskiemu Prócz tego, w sąsiedniej parafii pod Radzyminem przed paroma tygodniami w samo południe wybuchł pożar we wsi Dybów, spaliło się przeszło dwadzieścia zabudowań, a nadto ofiarą ognia padła jedna kobieta ratująca swe mienie. Żywiołowi sprzyjał wiatr i słomiane strzechy, i byłaby może cała wieś poszła z dymem, gdyby nie straż ochotnicza, która przybyła z Radzymina, i udzieliła po mocy w miarę swych sil.Czytaj dalej

W noc z 14 na 15 b.m. do gospodarza Rajmunda Jędrzejewskiego we wsi Jasienicy przyszło czterech bandytów. Gospodarz spał w podwórzu, tuż przy otwartych drzwiach stajni; dwóch z bandytów związali p. Jędrzejewskiego, przystawiwszy mu do piersi rewolwer, i zaczęli domagać się od niego pieniędzy. Gdy zaś ten powiedział, że pieniędzy nie posiada, zabrali mu dwa kożuchy, wepchnęli związanego gospodarza do stajni i zamknęli go tam, a sami zaprzęgli konia do wozu i odjechali. Na odjezdnem powiedzieli gospodarzowi, że koń im nie będzie potrzebny, że zabierają go dlatego, że nie chcą iść piechotą, i że nazajutrz on może znaleźć swego konia w Nowo-Mińsku na rynku. Jednak daremo jeździł pokrzywdzony do Nowo-Mińska, bo konia swego nie odnalazł.Czytaj dalej

Ołtarz polowy, urządzony na miejscu poświęcenia kamienia węgielnego pod nowy kościół w Wołominie.

Poświecenie kamienia węgielnego pod nowy kościół w Wołominie (w dek. radzymińskim) odbyło się  w ubiegłą niedzielę z nadzwyczajną uroczystością. Poświęcenia dopełnił kś. Teofil Kozłowski dziekan radzymiński, w obecności proboszcza miejscowego, kś. Franciszka Marmo i kilku kapłanów z sąsiednich parafji. Nowy kościół będzie filją parafjalnego w Kobyłkach.Czytaj dalej

Poświęcenie kamienia węgielnego pod budowę nowego kościoła w Wołominie (pod Warszawą) odbyło się wczoraj niezwykle uroczyście w obecności tłumów kilkutysięcznych. Wszystkie do my przy ulicy prowadzącej do miejsca uroczystości przybrano kwiatami i zielenią, na drodze ustawiono pięć bram z napisami religijnemi, a przy krzyżu, w pobliżu przyszłego kościoła, urządzono piękny ołtarz polowy. Zainteresowanie tym aktem było tem większe, że sprawa budowy nowego kościoła połączona była dotychczas z pewnemi trudnościami. Czytaj dalej

Na pamiątkę bytności w Wołominku J. E. ks. biskupa Ruszkiewicza, postawiono krzyż żelazny na granitowym postumencie, ogrodzony żelazną balustradą, ze składek obywateli i letników. Poświęcenia dokona ks. kanonik Marmo, proboszcz z Kobyłki, w nadchodzącą niedzielę, między godz. 3-cią a 4-tą po południu.

Kurjer Warszawski. R.87
nr 232 (23 sierpnia 1907)

Bracia Parobcy! Wielu z pośród was w listach do „Siewby” skarży się na ciężkie warunki waszej służby, a często nawet na uszczuplenie przez waszych pracobiorców dotychczasowej płacy. Rozumiemy, — ciężka dola wasza i ze smutkiem patrzymy na niełatwe warunki waszego życia, na objawy waszego niezadowolenia, które popchnęły was w kilku wypadkach nawet do strejku. W odpowiedzi na listy wasze, radzimy wam z serca, bracia parobcy, byście byli oględni i miarkowali się w stawianiu żądań, bo chwila obecna nie jest ku temu zgoła odpowiednia. Przytem obszarnicy radzymińscy są w ciężkim położeniu, niema prawie w tym powiecie folwarku nieobłożonego ponad miarę długiem.Czytaj dalej

Warszawiacy na letowisko już się do nas zjechali. Domy na letnie mieszkania jużeśmy wszystkie powynajmowali i strat w tym roku mieć nie będziemy. Jest tu nas spora gromada, a i dzieci kolo 80, a najbliższa szkoła w Sitnem, o 6 wiorst od nas, trudno więc nam było gnać dzieciska tak daleko. Obecnie bieda nasza pewnie się skończy. Za pobudką szlachetniejszych dusz z pośród goszczących tu w tym roku warszawiaków, a głównie dzięki zabiegom p. Jaworskiej, właścicielki czytelni w Urlach, nasi letnicy postanowili pozostawić po sobie nam piękną pamiątkę. W d. 3 lipca r. b. odbyła się narada, na której wspólnie uradziliśmy tak: my damy na budowę szkoły 200 rubli i poczynimy starania, by właściciel dóbr Łochowskich dał nam drzewo na budowę szkoły, letnicy zaś cały czysty dochód osiągnięty z prowadzonego przez lato pod kierunkiem p. Jaworskiej domu zabaw (kasyna) przeznaczają raz na zawsze na potrzeby szkoły początkowej i utrzymanie nauczyciela w Urlach. Tym sposobem dzięki naszym usiłowaniom, poparciu i dobrej woli naszych letników, zaradzimy najludniejszej naszej potrzebie.

Urlak

Siewba
organ ludu polskiego
R.2, nr 14 (14 lipca 1907)

D. 17 maja r. b. członka naszej rerlakcyi J. O. spotkała śmieszna przygoda, wywołana zbytkiem gorliwości strażników policyjnych. Przejeżdżając przez Wołomin inny członek naszej redakcyi, p. T. G., pragnął zostawić dla prenumeratorów z Kobyłki 25 egzemplarzy Nr 10-go „Siewby.” Zobaczywszy z okna wagonu p. J. O., wręczył mu wprost z pociągu paczkę Siewby.Czytaj dalej

We wsi Głuchach w powiecie radzymińskim, gub. warszawskiej, był dnia 23 marca smutny wypadek. Właściciel Głuch, 29-letni Jerzy Jeziorański, powróciwszy z Małopola, gdzie w gorących słowach zachęcił gospodarzy do założenia kółka rolniczego, chciał właśnie zsiąść na podwórzu z ulubionego konia, kiedy ten z niewiadomej przyczyny stanął dęba i przewrócił się na bok przygniatając całym ciężarem jeźdźca. Pośpieszono z pomocą, ale nieszczęsny młodzieniec już nie żył; skutkiem silnego uderzenia w skroń, śmierć nastąpiła na miejscu.Czytaj dalej

Na tydzień przed Wielkanocą, w samą nie dzielę Palmową, p. Jerzy Jeziorański właściciel majątku w Głuchach pojechał konno do Dąbrówki (pow. Radzymiński), aby wziąć udział w założeniu sklepu spółkowego. Po pomyśl nem załatwieniu sprawy już był wrócił do domu i zsiadał z konia, kiedy ten, widocznie czemś spłoszony, szarpnął się nagle, a potem, ściągnięty cuglami stanął dęba i upadł, przygniatając głowę p. Jeziorańskiego tak silnie, że nastąpiło pęknięcie czaszki. Na domiar nieszczęścia, koń podnosząc się uderzył leżącego na ziemi p. Jeziorańskiego podkutem kopytem w skroń, tak że śmierć nastąpiła momentalnie. W Wielki Czwartek odbył się pogrzeb ofiary tego nieszczęśliwego wypadku ś. p. Jerzego Jeziorańskiego, powszechnie lubianego i zacnego obywatela.

Siewba – organ ludu polskiego
R.2, nr 7 (6 kwietnia 1907)