Jan Piliński
W trzydziestolecie „Związku Odrodzenia Narodu Polskiego”
Koło roku 1900 pojawił się we Lwowie człowiek, nikomu tu przedtem nieznany, a pozostajacy w pamięci każdego, kto go choć raz widział. Szczupły, wysoki, z ciemnym zarostem, w ciemnych okularach, kryjących doszczętnie jego wzrok. Po polsku mówił źle, jakby z trudem, znać było, że łatwiej mu się wysławiać po rosyjsku. Tym rosyjskim akcentem, rosyjską nieraz składnią mówił dużo, a nawet apostołował konieczność… walki z Rosją. Wywierał znaczny wpływ. I naraz zniknął z horyzontu lwowskiego.
Po dwu latach mniej więcej, pojawił się znowu niespodzianie, jak niespodzianie przedtem wyjechał, ale teraz był to już zupełnie inny niejako człowiek: szeroki, barczysty, postarzały, ale jakiś żywszy, o pogodnej twarzy ogorzałej, — jakby pozbył się jakiegoś ciężaru wewnętrznego, jakiejś troski czy udręki. Nawet dawne ciemne szkła zmienił teraz na zwyczajne, przezroczyste. Był to Jan Adamowicz, właściwy założyciel stowarzyszenia „Odrodzenia”, które tak ważny wpływ wywarło w dziejach umysłowości i dziejach czynnych organizacji młodzieży polskiej z czasów przed wybuchem wielkiej wojny.
Kim był Jan Adamowicz? Właściwe jego nazwisko brzmiało: Piliński. Ojciec jego, Adam Piliński, był właścicielem ziemskim w Smoleńszczyźnie. Wieś jego rodzinna: Borki. Skończył akademię leśną w Petersburgu. Jednemu tylko ze swoich przyjaciół zwierzył się, że nim przybył do Lwowa, żonaty był z Rosjanką, właścicielką majątku nad Donem. Mieli córkę, oczywiście prawosławną. Ale nawet ten zaufany jego przyjaciel nigdy się od Adamowicza nie dowiedział, w jakich okolicznościach, pod jakiemi przymusami moralnemi doszło do tego, że późniejszy założyciel „Odrodzenia” opuścił rodzinę na zawsze.
Co się z nim działo przez owe dwa lata nieobecności we Lwowie? Wędrował po Algierze i Tunisie, utrzymując się głównie z gry na skrzypcach. Wynajmował się jako grajek w oberżach i kawiarniach. Gra jego nie odznaczała się wyrobioną techniką, ale w grze tej był jakiś czar śpiewny. Tak samo, jak jego poezja: nie uczona, ale pełna uczuciowej treści.
Po powrocie do Lwowa dawny leśnik, dawny grajek algierski przerzucił się do pracy w kopalniach nafty. Znajomość ze Szczepanowskim, Wolskim i Odrzywolskim dała mu zajęcie w szybach w Schodnicy. Pracował zrazu jako prosty robotnik, później wiertacz, wreszcie jako kierownik szybu. Tu się już poczuł niezależnym materjalne. Zarabiał tyle, że nietylko miał z czego żyć, ale i miał z czego subwencjonować organizacje, które do życia powołał.
W r. 1903 założył miesięcznik „Odrodzenie”, koło którego skupiło się grono akademickiej młodzieży. W styczniu 1904 r. powstaje przy tem piśmie organizacja p. n. „Związek Odrodzenia Narodu Polskiego”. Cele: przez odrodzenie moralne narodu, emancypację ludu i walkę zbrojną dążenie do niepodległości. Środki: pisma, broszury, odpowiednie wychowanie młodych pokoleń. Prowadzono kursy dla analfabetów, przy Tow. Szkoły Ludowej stworzono własne „Koło im. Kazimierza Wielkiego, króla chłopów”.
W dniu. 1 marca. 1904 r. zawiązano organizację wojskową, ściśle tajną. Kierował nią Tadeusz Pannenko. W początkach 1906 r. organizacja liczyła w Małopolsce 36 kół, członków czynnych 800 do 1000, 74 karabiny najnowszego typu dla ćwiczeń. (Broń i członków organizacji w znacznej części odziedziczył potem w 1908 r. stworzony przez Piłsudskiego i Sosnkowskiego „Związek Walki Czynnej”). Finansował tę robotę głównie Adamowicz, po jego wyjeździe przeważnie Pannenko. Długi, na te cele zaciągnięte, trzeba było spłacać potem latami, aż do wielkiej Wojny…
W lecie 1904 r. Adamowicz jedzie na Kaukaz, do słynnego nafciarza, Mac Garveya, w Groznem, by zademonstrować mu wynalazek wiertniczy Wolskiego. Tam zastaje go wybuch rewolucji. Wraz z wezwanym w tym celu do Groznego Pannenką próbuje nawiązać stosunki między wojskową organizacją „Odrodzenia” a gruzińskimi rewolucjonistami. Nie udaje się.
W początkach 1905 r. Adamowicz po raz drugi w życiu rzuca swoje materjalne stanowisko i jedzie do Warszawy. Żyje teraz z pióra. Zakłada w Warszawie Związek Odrodzenia. Powstaje tu także zawiązek organizacji wojskowej. Dwie partje młodych robotników warszawskich, po dwunastu, wyprawia się nawet na kurs wojskowy do Krakowa. W latach 1905 — 1906 pracują w Warszawie kolejno odrodzeniowcy lwowscy: Pannenko, Lewicki, Doliński i pisząca te słowa, która, nawiasem mówiąc, po dokonanej u niej rewizji musiała bez paszportu uciekać…
Odrodzenie na gruncie warszawskim mocno się z czasem radykalizuje. W końcu 1906 r. przenosi pracę na wieś. Powstają pisma „Siewba” i „Zaranie”, oraz „Tow. Kółek rolniczych im. Staszica”, które rozwija ruch spółdzielczy. Zczasem przekształca się w radykalne stronnictwo polityczne „Wyzwolenie”. Adamowicz wtedy już nie żył.
Ostatnie swoje lata spędził w Tłuszczu, gdzie mieszkał w prostej izbie chłopskiej z kuchnią. (Edward Słoński napisał o nim piękny wiersz: „W chłopskiej sukmanie jasny pan…”). W ostatnim swoim wierszu, ogłoszonym w „Witeziu” (15 VI 1908) mówi z uderzającą pewnością o bliskiej swojej śmierci:
„Fatalną idę, bezpowrotną drogą,
W bezbrzeżne wiecznej tajemnicy lasy…
…Gdzie berła dzierżą Śmierć i Zmartwychwstanie…
I cóż mi, że zgasnę,
Jak gwiazdy gasną o świtu godzinie?
Duch mój i słowo moje nie przeminie…
W 12 dni potem umarł nagle w Tłuszczu 27 czerwca 1908 r. Nie obeszło się bez podejrzeń o samobójstwo. Zniknął bądź co bądź równie tajemniczo, jak tajemniczo w życiu polskiem się wynurzył.
Gdy Odrodzenie warszawskie przenosi swoją pracę głównie na wieś, lwowskie w tym samym czasie (w r. 1906/7) przechodzi do reformatorskiej działalności pedagogicznej. Pisząca te słowa została zaproszona do pracy w Ogniskach wychowawczych wiejskich, która zaczęła się od kompletu, sformowanego w Kluczkowicach u pp. Kleniewskich. Poleciła wtedy i wciągnęła do tej pracy kolegów z Odrodzenia: Jarosława Dolińskiego, Stanisława Lewickiego (dziś kurator lubelski) i Tadeusza Pannenkę. Wraz ze mną i z panią Zofją Odrzywolską, główne grono lwowskiej redakcji Odrodzenia skupiło się w ten sposób w Starej Wsi pod Warszawą przy pracy nad realizacją idei: wychować pokolenie nowych, odrodzonych, wolnych Polaków. Niektórzy, po kilkuletniej pracy w Ognisku starowiejskiem, powrócili do Lwowa i uczestniczyli dalej w organizacjach wojskowych.
Na zakończenie… pointa aktualna.
„Odrodzenie warszawskie’* w 1905 i 1906 r. wydaje w Warszawie nielegalne pismo pod charakterystycznym tytułem „Legjon”. Otóż, jako godło, umieszczono, obok tytułu, swastykę z orłem białym pośrodku i z napisem w otoku: Związek Odrodzenia Narodu Polskiego. Swastykę pojęto, jako znak kultury prasłowiańskiej, hasło pojednania wyzwolonej Polski z rewolucyjną Rosją, odrodzenia Polski i — słowiańszczyzny. Swastyka pojawiła się też na jednym z numerów lwowskiego „Odrodzenia”. Po gorącej dyskusji we Lwowie znak ten odrzucono. Wolano pozostać przy krzyżu nie zniekształconym.
W każdym razie była myśl uczynienia swastyki znakiem odrodzonej Polski i słowiańszczyzny, przeciw germańszczyźnie. Dziś stało się przeciwnie. Habent Sua Fata— signa.
Irena Pannenkowa
Kurjer Warszawski
R.114, nr 237
wyd. wieczorne