
Osoba przybyła z Radzymina opowiadała co następuje: We czwartek dowiedziano się tam o wzięciu Warszawy, od włościan wracających z produktami, którzy nie mogli już ich wywieźć do Warszawy. Przed wieczorem było w Radzyminie i okolicy bardzo dużo wojska rosyjskiego. W piątek rano przybyło do Radzymina kilkuset kozaków. Wojsko maszerowało bezustannie przez miasto, cofając się pośpiesznie. W nocy wyszła policja ze swym naczelnikiem, spaliwszy młyn pod miastem i zburzywszy wewnętrznie urządzenie browaru. W mieście pozostali tylko kozacy. W sobotę „zarekwirowali” oni prawie wszystko ze sklepów żydowskich, wtargnęli także do prywatnych mieszkań żydowskich i wynosili stamtąd, co mogli.
Przeżywszy tak straszny dzień, w sobotę wieczorem, żydzi gromadami po 50 do 60 osób ukryli się w domach murowanych, z których nie ruszyli się całą noc i cały dzień niedzielny. W niedzielę wieczorem ukryli się także chrześcijanie. W poniedziałek żydzi stwierdzili, że kozacy już skończyli swą „robotę”. Kilku żydów wyszło więc z ukrycia i puściło się w drogę, celem dostania się do Warszawy. Na drodze jednak zatrzymali ich kozacy i nie pozwolili pójść dalej. Żydzi wiec powrócili do miasta, gdzie kozacy dalej „rekwirowali” po sklepach.
O godz. 4 po poł. przybyło jeszcze parę tysięcy kozaków. Ludność ogarnął strach paniczny. Kilku kozaków usiłowało wtargnąć do sklepu kooperatywy chrześcijańskiej p. n. „Ochrona”. Milicja jednak, która w piątek zaczęła być czynną stawiła opór, przyczem kozacy rzucili się na milicjantów z wydobytą bronią. Wieczorem kozacy zaczęli opuszczać powoli miasto, a o godz. 11-ej w nocy nie było już w Radzyminie ani jednego żołnierza rosyjskiego. Ofiar w ludziach nie było. Budynki są całe.
Przegląd Wieczorny
1915, № 8