
Jadów pow. Radzymiński. (List „Dziennika Dla Wszystkich”.)
Zeszłego tygodnia u jednego z włościan zachorowały 3 krowy i sprzedał je jadowskim rzeźnikom starozakonnym (chrześcian rzeźników nie ma w Jadowie oprócz massarzy) dwie po ośm rubli i jednę za 10 rubli. Krowy zarżnięto i przygotowano jako specyał dla biednych jadowiaków — na szczęście jednak dzięki energii niedawno przybyłego do Jadowa na służbę starszego strażnika ziemskiego pana S. mięso zaaresztowano i po uznaniu go przez miejscowego lekarza za szkodliwe zdrowiu, natychmiast zniszczono. Więcej takich jeszcze energicznych działań a nie będziemy truci za nasze pieniądze przez szanownych dostawców mięsa, którego funt kosztuje 10 kop. a składa się z kości i żył.
Widocznie chcąc powetować sobie straty na skonfiskowanem mięsie, ciż sami panowie rzeźnicy kupili w parę dni u włościanina z Jadowa Jakubowskiego parę wołów za 85 rs., korzystając zaś z jego nieznajomości nowych biletów bankowych przy płaceniu, 4 papierki trzy rublowe odwróciwszy lewą stroną (niebieską) dali mu za 5 rublowe, czyli o 8 rs. mniej. Niestety jednak ponieważ podobna pomyłka trafia się im już powtórny raz, sporządzono o tem protokół i oddano wójtowi gminy, który wystąpił do sądu gminnego o ukaranie winnych za oszustwo, a niezależnie od tej skargi, poszkodowany zapozwał ich o zwrot niedopłaconej kwoty.
We czwartek wieczorem 27 czerwca dostawiono do urzędu gminnego w Jadowie człowieka mocno pobitego, ze zmiażdżonem uchem, pokrwawionego i bez zmysłów. Rozciągnięto nad nim należytą opiekę lekarską, a gdy przyszedł cokolwiek do siebie dowiedziano się, iż jest to „oryl” nazwiskiem Kosielczak, powracający do Galicyi z krwawo zapracowanym groszem 22 rs. W drodze spotkawszy się z jakimś człowiekiem szedł razem a następnie usiedli, ażeby odpocząć, przyczem Kosielczak zasnął. W czasie snu uderzony widocznie został kamieniem w głowę i stracił zmysły, a miły towarzysz zagrabiwszy mu cały zarobek, drapnął. Mocno chory przyjęty został w urzędzie gminnym i leczy go miejscowy lekarz. Zapewne po jakimś czasie przyjdzie do siebie, ucho jednak zupełnie stracił. Zarząd gminny leczy go i żywi na swój koszt, a następnie jeżeli żyć będzie, ma zamiar drogą składki dobrowolnej zebrać jaki fundusz, aby biedak miał o czem dotrzeć do domu. Miejscowa policya pilnie i energicznie śledzi zbrodniarza; jaki będzie rezultat nieomieszkam donieść.
Żniwa u nas zaczynają sią w niektórych miejscach już od tygodnia, nie rokują atoli nic dobrego, albowiem skutkiem ciągłej suszy zboże miejscami zupełnie białe i wypalone, jarzyny bardzo słabe, tylko kartofle i to warunkowo jeżeliby deszcze jeszcze padały, mogą być nienajgorsze.
E. J. von L.
Dziennik dla Wszystkich i Anonsowy
R. 7, 1889, nr 152