Zacięte spoty, jakie wiodą pomiędzy sobą “sanatorzy” na różnych odcinkach prowincjonalnych, dostarczają wielu ciekawych szczegółów, charakteryzujących tych zwolenników i “współpracowników” rządu. W mieście powiatowem, Jadowie, głośnem z pamiętnych rozruchów chłopskich, pokłóciło się ze sobą zawzięcie dwóch miejscowych sanatorów: starosta Stefan Morawski i sekretarz sądu grodzkiego, Jan Blicharz, obwodowy komendant P.O.W. Początkiem zatargu było starcie na pewnem zebraniu politycznem organizacji “sanacyjnej”. Od tego czasu wzajemna niechęć wzrastała, a przybrała konkretny wyraz w związku z budową domku dla sądu grodzkiego w Jadowie. Starosta Morawski zaprotestował mianowicie przeciwko wybudowaniu przy domku mieszkania dla sekretarza Blicharza,. Od tej chwili wojna stała się otwartą.

Pewnego dnia, kilka tygodni po rozegraniu się znanych krwawych wypadków w Jadowie, do sekretarza sądu grodzkiego Blicharza zgłosił się pewien młodzieniec nazwiskiem Borowski i oświadczył, że jest współpracownikiem pewnej chłopskiej gazety i chciałby dowiedzieć się o stosunkach, panujących w Jadowie i w okolicy. Rozmowa trwała około godziny, a po kilku dniach starosta Morawski zgłosił się do urzędu wojewódzkiego w Warszawie, przedstawiając prywatny list, jaki otrzymał od Borowskiego, w którym to liście Borowski dawał wyraz swemu oburzeniu, że Blicharz, informując o stosunkach miejscowych, nazwał starostę Morawskiego złodziejem. Po naradzie z zastępcą naczelnika wydziału bezpieczeństwa, Iwanowem, starosta Morawski zwrócił się do prokuratury. Podprokurator Pawlikowski skierował przeciwko Blicharzowi sprawę do sądu.

Proces obfitował w niezwykle humorystyczne momenty. Sekretarz Blicharz wygłosił dwugodzinne przemówienie, do winy nie przyznał się, oświadczając, że odrazu wyczuł, że Borowski jest prowokatorem. Nie powiedział o staroście, że jest złodziejem, a tylko powtórzył słowa niejakiego Golańskiego. Chodziło o to, że inżynier, który budował gmach dla sądu, oświadczył, że robi to bezinteresownie, a potem na zarządzenie starosty, wstawiono sumę 2 600 złotych za plany. Sekretarz gminy Golański, wychodząc z gabinetu starosty miał powiedzieć: „Albo inżynier te pieniądze wziął, albo nie wziął”.

Niezwykle sensacyjnie wypadły zeznania starosty Morawskiego. Oskarżył on Blicharza, że udając „sanatora”, należy do antyrządowej partii ludowej, buntuje w sądzie chłopów i jest sprawcą zajść w Jadowie. Tego już było za wiele. Sekretarz Blicharz nie wytrzymał i zaczął odczytywać  stos dyplomów, jakie otrzymał za zasługi dla obecnego rządu w charakterze komisarza skarbu narodowego, komendanta P.O.W. i t.d. Przed sądem przewinęło się około 20 świadków, którzy wnieśli do sprawy wiele humoru, ujawniając groteskowe kulisy wzajemnych antagonizmów. Jedni świadkowie usiłowali zdyskredytować prawomyślność Blicharza, natomiast inni dowodzili, że kiedy obecny 32-letni starosta Morawski chodził w krótkich spodniach, to sekretarz Blicharz już brał czynny udział jako kierownik miejscowego POW.

W wyniku sędzia Dreger uznał, że Blicharz istotnie dopuścił się obrazy starosty, nazywając go złodziejem i skazał go na miesiąc aresztu.

Dziennik Kujawski
R. 41, nr 175
2 sierpnia 1933

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.