
(…) Dnia 9-gọ października odsłaniano w Radzyminie pomnik-kaplicę ku czci żołnierzy, poległych w roku 1920 w obronie stolicy. Na odezwach podpisany był marszałek Piłsudski, tuż za nim arcybiskup, kardynał. Nic to żywo nie pomogło. Młodzieży harcerskiej tak powyznaczano zbiórki, żeby, broń Boże, nie mogła uczestniczyć w obchodzie. W wielu szkołach, gdzie nauczyciel endek miał polecone o uroczystości powiadomić uczniów — mówiono o zasługach w roku 1920 Weyganda, Hallera, ks. Skorupki — ale o wodzu naczelnym ani słowa.
Rozmawiałem niedawno z pewną damą. Pytała mnie o nuty najbardziej swojskich motywów.
— Sporo ich znajdzie pani — odrzekłem — w zbiorkach legjonowych.
Niewiasta zmrużyła oczy; buzię w ciup złożyła i wycedziła z godnością:
— Nie, panie, w moim domu zbiorków legjonowych nigdy nie będzie.
Nieprzejednani!
Bojkotowali Radzymin. Ale w Radzyminie były bez nich niezliczone tłumy. Bojkotują Legjony — a Legjony jaśnieją coraz większym blaskiem…
Nie bojkotują wyborów i — prze grywają. Przegrali w Warszawie, w Lublinie, w Wilnie — teraz znów w Łodzi.. „Społeczeństwo” topnieje.
Dawne prowodyry zostają bez armji. Ha, może to ich przejedna?
BENEDYKT HERTZ
Głos Polski
1927-10-16 R. 10 nr 284