
W niezwykle humorystyczne momenty obfitowała sprawa Michała Kupczy przeciwko redaktorowi odpowiedzialnemu jednego z popołudniowych pism warszawskich, która toczyła się wczoraj w sądzie okręgowym. Michał Kupczą jest najbardziej popularną postacią podwarszawskiej miejscowości Wołomin. Przebywał on dłuższy czas w zakładzie dla chorych umysłowo w Tworkach, zaś okresy pobytu na wolności uprzyjemniał współobywatelom najbardziej niesamowitemi występami. Kupcza toczył niezliczoną ilość sporów, wytaczał najrozmaitsze skargi, składał doniesienia na urzędników, wywoływał awantury. Znany był pozatem z niezwykle złośliwych i pomysłowych figlów. Te występy Kupczy były przedmiotem licznych opisów prasowych. Michał Kupcza skarżył wszystkie pisma, ostatnio jednak sprawy jego przyjęty obrót niepomyślny. Przed miesiącem redaktor odpowiedzialny jednego z pism został uniewinniony z zarzutu zniesławienia Kupczy przez nazwanie go „królem pieniaczy”, a sąd w motywach uznał że redakcja pisma działała w interesie publicznym.
Wczoraj w sądzie okręgowym znalazła się nowa sprawia wytoczona przez Kupczę jednemu z pism, które nazwało go w treści artykułu „postrachem Wołomina”. Widok sali sądowej był o tyle osobliwy, że oskarżyciel prywatny zasiadł ma ławie po stronie oskarżenia w asyście… policjanta, został bowiem sprowadzony z więzienia, gdzie przebywa wskutek podejrzenia o usiłowanie zgwałcenia. W charakterze świadków powołano grono miejscowych obywateli Wołomina z sędzią Knollem na czele. O niezwykłych wyczynach Kupczy opowiadał powołany jako świadek jeden z dziennikarzy stołecznych który specjalnie wyjeżdżał do Wołomina, ażeby sprawdzić kursujące wersje. Jak się dowiedział z opowiadań, Kupcza zasłynął między innemi z „kawału” z policjantem. Zaprosił on do siebie policjanta, spoił go, a następnie rozebrał i bez bielizny wypuścił na ulicę. Pewnemu księdzu jadącemu pociągiem do Warszawy, opowiedział, że w Warszawie są rozruchy i zaproponował duchownemu przespanie nocy u niego. W nocy wybiegł na ulicę, wołając że ksiądz napastuje jego żonę. Teściowi swemu opowiedział, że na dachu trzyma skarby i, kiedy łatwowierny starzec wszedł na dach, zebrał tłum, wołając: „Patrzcie warjata! Na kominie skarbów szuka!”
Sędzia Knoll opowiedział, że były lata, kiedy Kupczą miał po 50 spraw w sądzie grodzkim w Wołominie. Pewnego razu, kiedy sędzia odmówił aresztowania przeciwnika Kupczy, który miał na niego napaść, Kupcza przesłał sędziemu list, w którym oznajmiał, że popełnił samobójstwo i wobec tego ofiaruje swoją córkę sędziemu. Przodownik Ostaszewski, b. komendant posterunku w Wołominie, opowiadał, jak Kupcza, wbrew zakazowi wchodzenia na peron, w czasie przejazdu króla Amanullaha pragnął koniecznie powitać egzotycznego władcę. Gdy zamknięto go w areszcie, żona zaalarmowała… Komendę Główną Policji.
Walka z pieniaczem była tak trudna, że Główny Komendant P. P. musiał zwrócić się do prokuratora o obronę miejscowej policji przed Kupczą. Wtedy dopiero prokurator nakazał umieszczenie Kupczy w Tworkach. Podobne fakty przytoczyli i pozostali świadkowie.
Michał Kupcza w ostatniem słowie powoływał się na swoje zasługi jako… konfident władz śledczych, który rzekomo pomógł do wykrycia wielu przestępstw. Obrońca oskarżonego redaktora prosił o uniewinniający wyrok. Sędzia Mikosza uznał, że oskarżony przeprowadził w całej rozciągłości dowód prawdy, zawartych w artykule faktów, i uniewinnił go z zarzutu zniesławienia. Natomiast nazwanie Kupczy w tytule „wariatem” uznał sąd za obrazę, gdyż w tym czasie był on już wypuszczony z Tworek, i za obrazę skazał oskarżonego na 100 złotych grzywny.
Oskarżyciel pod eskortą policjanta opuścił salę sądową
Kurjer Poranny
R. 59, 1935, nr 44