
Wołomin — to jedno z tych miast, gdzie robotnicy czują dokładnie na swojej skórze skutki dobroci „sanacyjnej”. Bezrobotni z głodu nie umrą, bo są pod opieką p. Komisarza Magistratu, który pozwala im zarobić aż… 3 złote z groszami tygodniowo, oraz 7 kilo chleba sitkowego! To ma im wystarczyć na zapłacenie komornego i utrzymanie rodziny.
W fabryce pp. Wajmanów pracuje kilkunastu robotników, którzy są zdani na łaskę pp. pracodawców. Nie wolno im się o nic upominać ani protestować, p. Wajman jest honorowym członkiem „Strzelca” i samowolnie strąca robotnikom składki po 50 groszy. Urlopy nie są przestrzegane, a jeśliby się ktoś odważył o to upomnieć, to już więcej u p. Wajmana pracować nie będzie.
Są tu jeszcze majstrowie murarscy, którzy nie dadzą robotnikom „umrzeć” ofiarując pracę przy budowie domków. Każą robotnikom pracować od godz. 5 rano do 8 wiecz., w tem pół godzin na przerwa obiadowa; za 14 i pół godzin płacą murarzowi 4 zł, a pomocnikom 2 zł. 50 gr,
To wszystko dzieje się 18 kilometrów od stolicy.
Możeby odpowiednie władze zbadały stosunki panujące w Wołominie i wyjaśniły tym panom, że istnieją jeszcze ustawy o urlopach, kasie chorych i czasie pracy.
Robotnik
R.38 [i.e.39], nr 268 (5412)