Resztki dóbr rycerskich Cygów, o ośm wiorst od Tłuszcza, od kolei petersburskiej położonych, a należących przez kilkaset lat aż do doby ostatniej do możnej i znanej, wielce zasłużonej krajowi rodziny Korwin-Szymanowskich, przestrzeni 106 morgów, zostały przez teraźniejszego właściciela p. Bronisława Madana de Magóra, sprzedane na parcelacyę drobnym posiadaczom ziemskim, za cenę rb. 24 tysiące. W dworze cygowskim niejednokrotnie bawił ostatni król Polski, Stanisław August Poniatowski, goszcząc często tutaj u swego szwagra Dyzmy Korwin-Szymanowskiego, cześnika
warszawskiego.Czytaj dalej

Ks. Jakób Dąbrowski, proboszcz parafii Klembów, dekanatu radzymińskiego, archidyecezyi warszawskiej, pragnąc przyjść z pomocą w oświacie ludowi, niezmiernie pod względem umysłowym ograniczonemu i w kierunku moralnym na bardzo niskim szczeblu będącemu, w celu poprawy, obyczajów tegoż, postanowił stworzyć szkołę początkową we wsi Jaźwie, na samym krańcu parafii położonej i odległej od wsi ze szkołą o wiorst kilkanaście. Poważny, potrzebny w tym celu kapitał zaofiarował sam czcigodny założyciel, ks. proboszcz Dąbrowski, resztę zaś mają uzupełnić włościanie, zainteresowani tą wielkiej doniosłości sprawą.Czytaj dalej

Przed kilku dniami odbyły się na linii kolejki mareckiej, należącej do kolei Warszawsko-Wiedeńskiej próby telefonowania z pociągu, będącego w pełnym biegu. Nowy system jest wynalazkiem Mieczysława Michała Kellera, warszawianina, 20-letniego ucznia oddziału technicznego przy szkole rysunkowej muzeum Sztuk Pięknych. Przy demonstracyi aparatu uczestniczyli inżynierowie kolejowi i reprezentanci prasy. Pociąg łączył się telefonicznie z urzędami kolejowemi, z redakcyami paru pism warszawskich a nawet z Łodzią.

Świat
1911 nr 19Czytaj dalej

Ks. Jakób Dąbrowski, proboszcz w Klembowie za Wołominem, wielce gorliwy i dbały o dobro powierzonego sobie ludu pasterz, pragnąc odciągnąć parafian od karczmy, założył w domu Kościelnym, własnem staraniem przez siebie odpowiednio przerobionym, gospodę chrześcijańską, gdzie licznie zwiedzający tę dobroczynną instytucyę, goście znajdują pożyteczną umysłową rozrywkę w postaci pism i gazety w duchu chrześcijańskim wydawanych. Czytaj dalej

P. W. Łoniewskiemu. O ks. Sadowskim w paraf. Cygów w pow. radzymińskim już dawno wiemy, że nic więcej nie umie powiedzieć nad to,że „przeczyta Ewangielję św. i „Zaraniu” wymyśla.” Nazywa nas „fałszywymi prorokami.” Czy fałszywi, to już nie ks. S. będzie na to sędzią, ale cieszymy się za to, żeśmy nie faryzeusze, bo piszemy i mówimy prawdę, a jak piszemy i mówimy tak postępujemy. Piszecie, że skutkiem czytania „Zarania” w chłopie dusza pańszczyźniana ginie; lepiej taki prowadzi gospodarkę, nie daje się wyzyskiwać panom i księżom, i za to właśnie ks. Sadowski gromi i potępia „Zaranie”. Jest to słuszna uwaga! Pismo nasze nie jest ani bezreligijnem, ani nie szerzy niemoralności, a jednak jest prześladowane, bo karci tych, co lud uważają za dojną krowę i w tym celu starają się go trzymać w ciemnocie.Czytaj dalej

Pogrzeb ś. p W. Nałkowskiego odbył się wczoraj. Pogrzeb był bezwyznaniowy, ponieważ zmarły był jawnym wrogiem Kościoła i zmarł bez ostatnich Sakramentów św. W pogrzebie poza uczniami szkół, w których zmarły wykładał geografię, wzięli udział tutejsi masoni, żydzi i t. zw. postępowcy.

Polak – Katolik
najtańsze pismo codzienne
R. 6, 1911, nr 26

Przed tygodniem zasłabł nagle na jednej z ulic Warszawy zmarły przed kilku dniami Wacław Nałkowski. Do nieprzytomnego chorego zawezwano Pogotowie ratunkowe, które przewiozło go do szpitala Przemienienia Pańskiego na Pradze. Chory miał przy sobie dokumenty, stwierdzające zarówno jego osobę jak i miejsce zamieszkania. Na zasadzie tych dokumentów właśnie zameldowano go w szpitalu. Nikomu jednak z funkcjonarjuszów szpitala nie przyszło na myśl, aby zawiadomić o wypadku osoby najbardziej zainteresowane — rodzinę.Czytaj dalej

W nastroju poważnym i żałobnym, w głębokiem okupieniu, wielotysiączny tłum, złożony przeważnie z przedstawicieli wszystkich sfer postępowych naszego miasta — podążył wczoraj za trumną zgasłego przedwcześnie znakomitego uczonego, pedagoga i geografa polskiego, Wacława Nałkowskiego. Wyprowadzenie zwłok odbyło się z mieszkania zmarłego przy ul. Wielkiej. Około g. 4 po poł. przyjaciele i najbliżsi towarzysze pracy wynieśli zwłoki. Nałkowskiego, złożone n skromnej, czarnej trumnie, bez krzyża, i złożyli na równie skromnym karawanie. Wieko trumny pokryły wieńce od osieroconej rodziny, przyjaciół oraz towarzystw kulturalnych, społecznych i oświatowych. Pomiędzy innemi złożyły wieńce następujące instytucye: Towarzystwo Kultury polskiej, Związek nauczycielski, Stowarzyszenie Nauczycielstwa polskiego, Towarzystwo Krajoznawcze z napisem: „Znakomitemu ziemioznawcy” i słuchacze Kursów Naukowych z nap.: „Bojownikowi wiedzy i postępu”. Wyróżniała się pomiędzy wieńcami — wspaniale symbolizująca żywot zmarłego — cierniowa korona z czerwoną wstęgą, opatrzoną napisem: „Tytanowi Ducha” — bo zaiste ciernistym był szlak, którym kroczył Nałkowski do światła, prawdy i wszechwiedzy.Czytaj dalej

Miljonowa firma Briggs w Markach pod Warszawą, zbogaciwszy się w naszym kraju, sumiennie ochrania swe mienie, jak to widać z niniejszej sprawy, osądzonej wczoraj w zjeździe sędziów pokoju 1 okręgu gub. Warszawskiej – sprawy z oskarżenia Fryderyka Billan o kradzież ekskrementów ludzkich. Mianowicie, w pewną noc majową r. b. czujni stróże dostrzegli, iż b. robotnik Briggsa, niejaki Billan, obecnie posiadacz kawałka gruntu, podjechawszy do fabrycznych miejsc ustępowych zaczerpnął nieco zawartości i nałożył je na swój wóz. Stróże zatrzymali „przestępcę”, a administracja fabryczna za pośrednictwem obrońcy przysięgłego domagała się surowej kary dla złodzieja „mienia fabrycznego”.Czytaj dalej

W poniedziałek 12-go września rodzina, przyjaciele i liczna gromada włościan odprowadzili na na cmentarz w Jadowie zwłoki ś.p. Bronisławy z Koskowskich Babczyńskiej. Zmarła była kobietą wielkiego serca, przeszła przez życie czyniąc dobrze, i w tem znajdowała szczęście swoje. Szczególną miłością otaczała lud wiejski. W domu rodziców, w Chrzęsnem pod Tłuszczem, patrzała na szczerą wzajemną życzliwość mieszkańców dworu i chat. Mieszkając z rodziną na wsi zżyła się z sąsiadami włościanami, umiała z nimi cieszyć się i smucić, rozumieć ich potrzeby i odczuwać troski.Czytaj dalej

Właściciel iluzjonu przy ul. Dzikiej No 29, niejaki Kleinzweig, miał przy sobie 2 córki: zamężną z dwojgiem dzieci, której mąż tymczasowo mieszka w Paryżu, oraz pannę, 17-letnią Szajndlę, która była bufetową w jego iluzjonie. Niedawno zgłosił się do niego Szmul Dorfman i oświadczył, że wraca z Paryża, gdzie zięć Kleinzweiga zlecił mu prośbę, aby mu przysłać starszą 6-letnią córeczkę, bo bardzo za nią tęskni. Przytem Dorfman wyraził gotowość odwiezienia dziecka do Paryża. Teść i matka zgodzili się i Dorfman przez kilka dni przychodził do K. i bawił się z dzieckiem, aby się do niego przyzwyczaiło i nie bało potem w podróży.Czytaj dalej

W sobotę zjechała komisja z naczelnikiem powiatu na czele do Wołomina, gdzie dokonała oględzin pierwszej w tej miejscowości rzeźni, poczem nastąpiło urzędowne jej otwarcie. Odtąd w Wołominie nie wolno będzie, jak dotąd, bić bydła, ani trzody chlewnej w komórkach domów prywatnych w najokropniejszych warunkach hygjenicznych oraz bez żadnej kontroli weterynaryjnej .Rzeźnia, urządzona podług ostatnich wymagań techniki i hygjeny, powstała dzięki staraniom dziedzica Henryka Wojciechowskiego i miejscowych obywateli.Czytaj dalej

Oryginalny wypadek wydarzył się w Postoliskach w g. warszawskiej. W tych dniach podczas burzy uderzył piorun w miejscową plebanię, w chwili, gdy proboszcz ks. Bolesław Koskowski skończył nabożeństwo. Ksiądz wybiegł natychmiast, nakazując bić w dzwony na ratunek. W chwili, gdy ludność miejscowa przybiegła, ażeby nieść pomoc i udaremnić pożar, uderzył piorun po raz drugi i szerzący się już pożar stłumił.

Wiadomości Maryawickie
R.2, nr 56 (16 lipca 1910)

Tytus Babczyński, b. profesor Szkoły Głównej,długoletni dziekan wydziału matematycznego Uniwersytetu Warszawskiego, kawaler orderów, emeryt i b. obywatel ziemski, po długich cierpieniach, zasnął w Bogu dnia 19-go czerwca 1910 r. w majątku Ulasek, przeżywszy lat 80. Pogrążeni w głębokim smutku: żona, córka, syn, zięć, wnuki i rodzina zapraszają krewnych, przyjaciół, kolegów i znajomych na nabożeństwo żałobne, odbyć się mające w kościele św. Anny (po-bernardyńskim) na Krak. Przodmieściu dnia 22-go czerwca, we środę, o godz. 11-ej z rana, oraz na eksportację zwłok, zaraz po skończonem nabożeństwie, na cmentarz powązkowski do grobu rodzinnego. Osobne zaproszenia rozsyłane nie będą.

Kurjer Warszawski
R.90, nr 169 (21 czerwca 1910)