historia terenów powiatu wołomińskiego

w dokumentach i wspomnieniach

wspinalnia OSP
dwudziestolecie międzywojenne kronika wydarzeń Ochotnicza Straż Pożarna samorząd Wołomin wycinki

Pan Burmistrz działa
0 (0)

Zewsząd dochodzą skargi na nieczynność władz miejskich, zewsząd utyskiwania na śpiączkę, którą są ogarnięte. Są jednak pewne chwa­lebne wyjątki, dowodzące, że nie jest znowu tak źle, jakby się zda­wało.Do wyjątków tych należy staro­żytny gród Wołomin, a właściwie Jego Magnificencja Pan Burmistrz wołomiński. Znakomity ten mąż po stanowił uwiecznić się w pamięci wołominian, zapragnął, by okres je go zasiadania na stolcu magistrac­kim stał się epoką w dziejach mia­sta, — i dopiął celu. Można być pe­wnym, że za wiele, wiele lat pra­wnuki obecnie żyjących wołomi­nian mówić będą: — Działo się to wtedy, kiedy burmistrz opieczętował wieżę stra­żacką.

wspinalnia OSP

Takiego bowiem bohaterskiego czynu dokonał szanowny tata mia­sta Wołomina. Miejscowa straż po­żarna ochotnicza, długo i skrzętnie ciułając grosze, zdobyła się wresz­cie na wybudowanie na własnym placu t. zw. wspinalni, służącej do ćwiczeń strażackich. Kiedy już wieżę wyciągnięto pod dach, kiedy już powiała na niej wie­cha, obwieszczająca koniec robót ciesielskich, kiedy już cieśle, zajęci przy budowie, urżnęli się nawet z racji jej ukończenia, wtedy nagle ocknął się w panu burmistrzu duch czynu — Zdaje się wam, że macie wspi­nalnię? Figa z makiem! — pomy­ślał p. burmistrz i oto na jego inter­wencję wspinalnię opieczętowano, choć na jej budowę magistrat wy­dał pozwolenie. Wiadomo: często się zdarza tak, że ktoś złotem pisze, a czem innem zgoła pieczętuje…

Jakaż jednak była pobudka wie­kopomnego czynu p. burmistrza? Tej trzeba szukać w chudej kiesze­ni magistrackiej, którą p. burmistrz postanowił napełnić kosztem stra­ży pożarnej. Chodzi o to, że plac, stanowiący własność straży, jest jedynym, na którym mogą się od­bywać targi tygodniowe, które się tam też przez pewien Czas odbywały. Magistrat pobierał od furmanek odpowiednią opłatę, dzielił się nią ze strażą i wszystko było w porządku. Obecnie magistrat dzielić się nie chce, wobec czego straż zamknęła wstęp na plac. P. burmistrz pod­niósł rzuconą mu rękawicę i wie­żę opieczętował, odpowiadając na słuszne żądania straży czynem conajmniej niezrozumiałym.

W związku z tem targi tygodnio­we odbywają się na ulicach, ludzie tłoczą się między wozami, końmi, bydłem, przyczem o wypadek nietrudno. Nie wzrusza to jednak p. burmistrza. Chodzi dumny, spoglądając na własne dzieło: opieczętowaną wspinalnie strażacką.

Kurjer Czerwony
R. 4, 1925, nr 227

 19 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Oceń ten tekst
[Total: 0 Average: 0]

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.