
Magistrat m. Wołomina, w osobach p.p. burmistrza Czajkowskiego, wice-burmistrza Bartoszewskiego, oraz przewodniczącego Komisji Rewiz. Szafrankowskiego, zamieścił w „Robotniku” w dniu 5-go b. m., na zasadzie dekretu prasowego, urzędowe „sprostowanie”, jako odpowiedź na art. w „Robotniku” z dnia 11 i 18 stycznia r.b. p.t. „Rozwiązanie Rady Miejskiej w Wołominie”, ale sprostowanie to istotnego stanu rzeczy nie wyjaśnia.
Po pierwsze: prawdą jest, że władza nadzorcza z powodu nieodpowiedniej gospodarki nosiła się oddawna z zamiarem rozwiązania dotychczasowej Rady Miejskiej, a nawet w tej sprawie zgłoszony był do Województwa odpowiedni wniosek. Również prawdą jest, że mężowie zaufania p. burmistrza czynili w Województwie za biegi o nierozwiązywanie Rady, dowodząc, że gospodarka miejska jest w jaknajlepszym porządku. Oczywista, w delegacji w Województwie byli przeważnie ludzie, którzy żadnego po jęcia o gospodarce miejskiej nie mają, jak np. miejscowy proboszcz i rabin.
Po drugie: prawdą jest, że rzeczywiście w tutejszym Magistracie była afera paszportowa, a dowodem tego jest fakt, że sędzia śledczy osadził w areszcie urzędnika Magistratu i jego wspólnika, niejakiego Kauzra, który był dostawcą lewych „klijentów”, bo niezamieszkałych i nie meldowanych w Wołominie, a w dodatku poszukiwanych przez policję, którym mimo to, Magistrat wystawił — (oczywista, przypuszczać należy w dobrej wierze) — t.zw. „akty znania”, potrzebne im do uzyskania paszportów zagranicznych. Ale czyżby panowie, którzy nic nie prostujące „sprostowanie” zamieścili w „Robotniku”, nie wiedzieli o tem, że przed sporządzeniem „aktu znania” należy wpierw zrobić wywiad co do danego osobnika, zarówno co do jego miejsca urodzenia, jak i za mieszkania, zwłaszcza w wypadkach, kiedy chodzi o osobę nieznaną; dalej, że „akt znania” może być sporządzony tylko w obecności zainteresowanej osoby i dwuch wiarygodnych świadków, stwierdzających jej toż samość. Czy te dane p. burmistrz brał pod uwagę, podpisując „akty znania”, wyświetlić winno dochodzenie w tej sprawie. Ciekawa rzecz, że wspomniany Kauzr, mimo kompromitacji z paszportami, cieszy się nadal względami, tak dalece, że bez pukania i o każdej porze dnia, ma prawo wejścia do gabinetu p. burmistrza, podczas gdy dla innych śmiertelników p. burmistrz, przeważnie bywa „zajęty”.
Po trzecie: prawdą jest, że inicjatywa zwołania Komisji Rewizyjnej w sprawie nielegalnych paszportów i „aktów znania”, wyszła nie od p. Szafrankowskiego, jako przewodniczącego wspomnianej Komisji, lecz od radnego z frakcji P.P.S., tow. Walentynowicza. Zasłanianie się p. Szafrankowskiego tem, że jakoby na posiedzenie wspomnianej Komisji „nikt” nie przybył, nie wytrzymuje żadnej krytyki i nie zwalnia p. Szafrankowskiego od odpowiedzialności zaniedbania swych obowiązków, gdyż, jako przewodniczący, miał możność i obowiązek zwołać Komisję ponownie, czego jednak nie uczynił.
Po czwarte: prawdą jest, że protokuły inspekcji władz nadzorczych, oraz Komisji Rewizyjnej, nigdy Radzie Miejskiej podawane do wiadomości nie były nawet i w wypadkach nadużyć; przeciwnie — była nawet tendencja przemilczania poszczególnych faktów, co w każdej chwili może być udowodnione przez świadków.
Po piąte: prawdą jest, że p. Donde, ławnik Magistratu i jednocześnie główny kierownik tutejszej Kasy Spółdzielczej, wystawiał rachunki za liczniki, nie nadające się do użytku, które Urząd Miar i Wag zmuszony był, jako bezwartościowe, zakwestionować. Za wiedzą tegoż p. Dondego, jako kierownika elektrowni miejskiej, zakładano na wspomniane liczniki plomby „własnej wytwórczości”, które Urząd miar i wag, jako nieprawnie nałożone, polecił zdjąć. Za liczniki, nie zdatne do użytku, p. ławnik Donde, względnie Kasa Spółdzielcza pobierała aż 70 zł. od sztulki, podczas gdy firma ,Diemens” sprzedawała po tej samej cenie liczniki najlepszej konstrukcji i gwarantowane przez Urząd miar i wag. Wyłoniona swego czasu Komisja do zbadania gospodarki elektrowni miejskiej również orzekła, że wspomniane liczniki nie nadają się do użytku i protokuł w tej sprawie podpisał również obecny wice burmistrz, p. Bartoszewski. Dlaczego p. Donde, względnie Kasa Spółdzielcza, sprzedawała po tak wysokiej cenie liczniki, które raczej stanowić mogły zabawkę dziecinną, narażając abonentów i elektrownię miejską na straty; winni na to odpowiedzieć podpisani na wspomnianem wyżej „sprostowaniu”. Należy tutaj nadmienić, że z powodu braku odpowiedniej kontroli, za co ponosi odpowiedzialność p. Donde, jako kierownik elektrowni, jeden z inkasentów elektrowni roztrwonił przeszło 1,700 zł., które musiały pokryć osoby trzecie.
Co się zaś tyczy sprawy kupna motoru dla elektrowni miejskiej w r. 1925, należy stwierdzić, że Magistrat, uciekając się do pośrednictwa, zapłacił za motor prawie trzykrotną jego wartość, choć sam miał możność za kupienia tego motoru bezpośrednio od Politechniki. Pośrednik nabył motor za 4,500 zł., a niespełna w miesiąc później tenże sam motor Magistrat odkupił za 12,500 zł. Jak na owe czasy, kiedy złoty stał w miejscu i nie podlegał żadnym wahaniom, była to nie zwykła tranzakcja! Dla zobrazowania gospodarki elektrowni miejskiej należy nadmienić, że częste dokupywanie nowych części oraz bezustanny remont wspomnianego motoru, stanowi sumę przeszło 40,000 zł., a więc więcej, niżeli nowy motor „Diesla” kosztował w owym czasie.
Oto rezultaty dotychczasowej gospodarki bloku endecko-żydowskiego, zaprawionego do obrzydliwości sosem sanacyjnym!
Robotnik
centralny organ P.P.S.
R.35, nr 87