
Piszą do nas z Radzymina. Miasteczko tutejsze pomimo, że stanowi poniekąd przedmieście Warszawy, jest dziwnie upośledzone pod względem komunikacji z naszą „mózgownicą kraju”. Jedynym środkiem lokomocji jest tak nazwana „kurjerka pocztowa”, ale niestety tak nazwana tylko. Właściwie bowiem jest to najzwyczajniejsza a przy tem wcale nie estetycznie wyglądająca dryndulka, zdolna jedynie odstraszać pasażerów od korzystania z jazdy „radzymińską pocztą”. Tym sposobem nie tylko, że poczhalterja wysyłając jedynie kiedy niekiedy karetkę krytą, sama sobie szkodzi, nie rozumiejąc widocznie własnego interesu, ale co więcej to, iż Radzymin cały na tej arcy zacofanej i nigdzie już dziś prawie nie praktykowanej lokomocji „bryczkowej” nie wychodzi dobrze.
Pod Radzyminem jest szereg porządnie nawet zabudowanych kolonji, a do samego miasteczka przytyka obszerny i dobrze utrzymany park dziki. Wiele więc osób korzystając z tego, że mieszkania są tu w ogólności nie drogie, korzystałoby z willegjatury podczas letnich miesięcy, gdyby, jak wspominałem, nie zrażała ich sławna „radzymińska bryczuszka”.
Pisząc o tem, chciałbym zwrócić uwagę, że czy się to poczchalterji radzymińskiej podoba lub nie, należało by ze względu na wygodę publiczności, oraz tak blizkie położenie Warszawy, zaprowadzić odpowiednią innowację, polegającą mianowicie na tem, aby zamiast owej bryczki odkrytej, bez względu na liczbę pasażerów, wyprawianą była stale z Radzymina karetka kryta. Skorzystałaby na tem i publiczność i miasteczko i poczchalterja wreszcie, bo każdy z wybierających się do Radzymina, lub w jego okolice, wiedząc, że jechać może pocztą po ludzku, nie potrzebował by wynajmować dorożek, powozów prywatnych, lub też szukać innych wygodniejszych okazji.
Kurjer Poranny i Antrakt
1880, nr 228