
Jechałem do Wołomina k. Warszawy na spotkanie z prezeską zarządu „Społem” PSS Janiną Fuśnik. No i spotkałem się z koleżanką, jak się okazało. Rozmawiamy właśnie w zarządzie PSS. Wypytuję o kolejne etapy zawodowego życiorysu Pani prezes. Kiedy już zabrnęliśmy w lata sześćdziesiąte przypominam sobie, że należy się czegoś dowiedzieć na temat początków spółdzielczej kariery pani Janiny.
– Jak to się zaczęło? – pytam.
– To chyba przypadek. Jakoś tak się złożyło, że w czasie okupacji uczęszczałam, a w 1944 roku skończyłam czteroletnią szkołę handlową w Warszawie…
– Przepraszam, może na Królewskiej?
– Na Królewskiej. U Gąseckiego.
– No to jesteśmy kolegami – powiadam. – Ja też tam chodziłem.
– I skończył pan?
– A, co to – to nie. Załamałem się, księgowość była ponad moje siły…
– Co pan mówi, czy może być coś prostszego niż księgowość?
No i rychło się okazało, że mamy dziesiątki tematów do omówienia i wspomnień. Między innymi o księgowości. Była to jedna z dziedzin wiedzy, w której Janina Fuśnik wykazała prawdziwy talent. Ale po kolei. Skończywszy szkołę na Królewskiej, młodziutka absolwentka wróciła do siebie na wieś niedaleko Wołomina. Wieś Ręczaje Nowe. I tu w listopadzie 1944 r. objęła pierwszą w życiu posadę w urzędzie gminy. Prowadziła referat aprowizacji, zajmowała się kartkami żywnościowymi. Któregoś dnia przyszedł do niej kierownik szkoły w Ręczajach i zaproponował:
– Droga Pani Janino, a może by pani rzuciła swoją posadę i w szkole popracowała? Zupełny brak nauczycieli…
No więc w 1945 roku pani Fuśnik przeniosła się do szkoły. Była nauczycielką, wychowawczynią klasy, uczyła matematyki i polskiego. Aż zjawili się ludzie z GS-u i zaczęli namawiać:
– Kochana Pani Janino, jak pani wie, organizujemy spółdzielnię „Samopomoc Chłopska” , nie damy rady bez pani, potrzebujemy dobrej księgowej…
Pani Fuśnik przyjęła propozycję, ale uczyła nadal. Na dwóch posadach pracowała od rana do wieczora. I tak przez trzy lata. Ale znowu nie dali jej spokoju, bo oto w trybie procesów unifikacyjnych wielka GS w Wołominie wchłonęła maleńką GS w Ręczajach i musiała skompletować wysokokwalifikowaną kadrę. Toteż przyjechali do p. Fuśnikowej szefowie wołomińskiej GS z prezesem na czele i dawaj prosić:
– Dobra pani Janino, a może się pani przeniesie do Wołomina?
I tak Janina Fuśnik opuściła swe najmilsze Ręczaje Nowe i objęła stanowisko głównego księgowego oraz kierownika działu księgowości („czyż może być coś prostszego niż księgowość…” ). I tak było do lipca 1950 r. Może i nic by się nie zmieniło, gdyby w Wołominie nie zawiązała się grupa założycielska (dziś by się powiedziało inicjatywna) z mocnym postanowieniem zorganizowania spółdzielni „Społem” . Przyszli tedy ci z grupy założycielskiej do pani Janiny i dalej kusić:
– Miła Pani Janino, właśnie tworzymy spółdzielnię „Społem” i mamy do pani taką prośbę…
Pani Fuśnik przyjmuje propozycję, pomaga organizować nową spółdzielnię, załatwia formalności związane z jej rejestracją i obejmuje stanowisko głównej księgowej. Pracuje. Przeżywa najrozmaitsze reorganizacje, reformy, zmiany struktur. W 1968 roku na wniosek Rady Nadzorczej awansuje na stanowisko prezesa zarządu (wówczas) oddziału WSS w Wołominie. I prezesuje do dzisiaj.
Wspomnienia… Najprzyjemniejsze to te, które dotyczą dynamicznej ekspansji spółdzielni w drugiej połowie lat 50-tych i lat 60-tych. Spółdzielnia obsługuje wówczas ogromny obszar pięciu miast: Wołomina, Radzymina, Marek, Zielonki i Ząbek. Cóż to były za wyniki ekonomiczne! A jak się dobrze inwestowało w takich zaniedbanych pod względem sieci handlowej miejscowościach, jak Zielonka, czy Ząbki? A są i wspomnienia mniej przyjemne… to te z roku 1976, kiedy trzeba było (w myśl słynnej uchwały 102) przekazać do CRS całą działalność handlową na terenie Radzymina i Marek. „Jeszcze dziś mamy tam około 2,5 tysiąca członków – zwierza się pani prezes – wciąż mają nadzieję, że tam wrócimy…”

Powiało melancholią, więc pytam o jeszcze jakieś wspomnienia, ale już takie najprzyjemniejsze. Pani prezes bez cienia wątpliwości odpowiada: – oczywiście, to nasza duma – MEGASAM, uruchomiony w 1978 roku, 3 tysiące metrów kwadratowych powierzchni. I proszę sobie tylko wyobrazić, były to pierwsze tego typu w Polsce wielkie obiekty, a nasz budowaliśmy jednocześnie z megasamem poznańskim. To ładnie brzmi, prawda? W Poznaniu i w Wołominie. Jeszcze kilka zdań o pani prezes. Jest działaczką społeczną, pracuje w zarządzie miejsko-gminnym PCK; działa w miejscowym ogniwie Ligi Kobiet Polskich. W poprzednich kadencjach była członkiem egzekutywy Komitetu Miejsko-Gminnego PZPR.
W listopadzie br. stuknie pani Fuśnikowej okrągłe 40 lat pracy zawodowej. Coś wspomniałem (niezbyt mądrze) o emeryturze, ale zostałem skarcony, więc czym prędzej zmieniłem temat i zapytałem o hobby (cóż oryginalniejszego niż pytać bliźnich o ich hobby). Ale pani Janina uśmiechnęła się z aprobatą i opowiedziała mi o swojej pasji: ogródku i o drugiej pasji: zbieraniu książek („tylko, że czytać wciąż nie ma kiedy”).
A poniższe wyliczenie zaczerpnąłem już z jakiegoś formularza: Janina Fuśnik jest odznaczona Krzyżami Zasługi brązowym, srebrnym i złotym, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, odznakami zasłużonej dla ruchu spółdzielczego, dla Warszawy i dla woj. warszawskiego. Zanotował: (Fil)
Społem. 1984 nr 12-13
30 VI-15 VII