10 przemyślenia na temat „Wołomin, lata 50-te, 60-te XX wieku. Zapomniane miejsca.

  1. Jeśli chodzi o postać pana „Józia na olejno”, to od jednej z najstarszych mieszkanek ulicy Korsaka wiem, że pan Józef malował na olejno nie tylko płot, ale także lamperie we wnętrzach, i właściwie co tylko się dało. Polecał to także sąsiadom i znajomym, wierząc że farba olejna (gładka i łatwo zmywalna) to najlepszy sposób na utrzymanie czystości i zabezpieczenie przed bakteriami chrobotwórczymi. Słyszałam również, że przezwisko na tyle przylgnęło do pana Józefa, iż niewtajemniczeni byli przekonani, że Naolejno to nazwisko. Pan Józef Naolejno.

    1. Z wielką ciekawością i wzruszeniem preczytałem pani wspomnienia ,które pokrywają sie z moimi , mimo że moje siegają jeszcze o kilka lat wcześniej. Ja w tym czasie mieszkałem na ulicy Paplinskiego 45 /obecnie Wilenska/. Szkołe podstawową nr 1 ukonczyłem w 1963 roku z ktorej zapamietałem najbardziej moją polonistke panią Ciszewską i pania Kwapiszewską .Doskonale pamietam rownież mały sklepik w drewwnianym „obiekcie” pani Prokupczykowej u ktrej w wiekszości kupowła zabawki dla mnie moja matka. Obok jak pani wspomina przylegał równie mały obiekt drewniany w którym pan Tadeusz Sikorski sprzedawał papierosy i gazety. Dla przypomnienia chce dodac ,ze druga” budka” z papierosami usytułowana była pomiedzy budynkiem z kasami biletowymi przy dworcu a przejściem przez tory na peron której właścicielem było małżestwo Kudła jesli dobrze pamietam ich nazwisko.A trzeci kiosk to ten któgo właścicielką była moja matka Lidia Pinkiewicz Piziak. ,który znajdował sie przy placu targowym gdzie znajdowała sie remiza Straży Pożarnej. Pośrodku placu znajdowała sie właśnie ogromn studnia przedstawiona na zdjeciu do której po wode przychodzili ludzie nawet z odlaglych ulic gdyż byla ona baedzo dobra i nigdy nie zamarzała w zimie. Plac targowy byl tak zanizony w porównaniu z otaczajacym go terenem ,ze po obfitych opadach deszczu zamieniał sie w jeziorko co było frajdą dla okolicznej dzieciarni. W mojej pamieci na poczatku lat 50 -tych były tylko 3 prywatne podobne kioski z gazetami i papierosami. Pod koniec lat 50 -tych moja matka przeniosla handel papierosami i gazetami do mieszkania na Paplinskiego 45 , którego cześc przeznaczyła na te działalnośc. Ten pani artykuł pozwolił mi odnależc sie w szcześliwym dziecinstwie i atmosferze z tamtej epoki , ktora nie była łatwa ale za ktorą sie teskni ze wzuszeniem.

    2. Z wielką ciekawością i wzruszeniem preczytałem pani wspomnienia ,które pokrywają się z moimi , mimo że moje sięgają jeszcze o kilka lat wcześniej. Ja w tym czasie mieszkałem na ulicy Paplińskiego 45 /obecnie Wileńska/. Szkołę podstawową nr 1 ukończyłem w 1963 roku, z której zapamiętałem najbardziej moją polonistkę panią Ciszewską i panią Kwapiszewską . Doskonale pamiętam również mały sklepik w drewnianym „obiekcie” pani Prokupczykowej u której w większości kupowała zabawki dla mnie moja matka. Obok jak pani wspomina przylegał równie mały obiekt drewniany, w którym pan Tadeusz Sikorski sprzedawał papierosy i gazety. Dla przypomnienia chce dodać ,ze druga” budka” z papierosami utytułowana była pomiędzy budynkiem z kasami biletowymi przy dworcu a przejściem przez tory, na której peron właścicielem było małżeństwo Kudła jeśli dobrze pamiętam ich nazwisko. A trzeci kiosk to ten, którego właścicielką była moja matka Lidia Pinkiewicz Piziak. , który znajdował się przy placu targowym gdzie znajdowała sie remiza Straży Pożarnej. Pośrodku placu znajdowała się właśnie ogromna studnia przedstawiona na zdjęciu, do której po wodę przychodzili ludzie nawet z odległych ulic, gdyż była ona bardzo dobra i nigdy nie zamarzała w zimie. Plac targowy był tak zaniżony w porównaniu z otaczającym go terenem, ze po obfitych opadach deszczu zamieniał się w jeziorko co było frajdą dla okolicznej dzieciarni. W mojej pamięci na początku lat 50 -tych były tylko 3 prywatne podobne kioski z gazetami i papierosami. Pod koniec lat 50 -tych moja matka przeniosła handel papierosami i gazetami do mieszkania na Paplińskiego 45 , którego część przeznaczyła na te działalność. Ten pani artykuł pozwolił mi odnaleźć się w szczęśliwym dzieciństwie i atmosferze z tamtej epoki , która nie była łatwa, ale za którą sie tęskni ze wzruszeniem.

  2. Wspomnien co niemiara. Czytalam na glos i razem z mezem, lokalizowalismy poszczegolne sklepy, sklepiki, piekarnie Piekne wspomnienia, Dziekuje Pani Tereso za przywrocenie wspomnien dziecinstwa i lat mlodosci.

  3. Super, opisy. Bardzo brakuje mi podobnych z lat 70-80 do 90. Ja w latach 70/80 chodziłem do jedynki, na oranżadę i ćwiartkę chleba biegaliśmy do sklepiku przy Hermesie (domu handlowym), a na pierwsze nieśmiałe piwa pod koniec podstawówki i na początku LO do Piotrusia, Staropolskiej. W piłkę graliśmy w parku przy Moniuszki lub po prostu na betonie przy szkole. Oglądało się filmy i piło tanie wino w Kinie Kultura, w pingla grało się w Szklarynce, tam też spędzało zimowe półkolonie. Po chleb stało się od świtu a i w środku nocy w kolejce do piekarni na Paplińskiego. Po dachach komórek przechodziło się do dzikiego sadu (a przynajmniej takie miałem wtedy wrażenie) – róg Paplińskiego/Mickiewicza. Wodę nosiło się z hydrantu przy kinie, a toalety były na zewnątrz. A jednak ja tamte czasy lubiłem, ludzie byli życzliwsi, nie było takiego chamstwa i agresji. Po urodzinach czy innych imprezach zostawało się (przynajmniej dzieci) na noc u rodziny czy znajomych (dzisiaj wszyscy się zwijają po godzinie, oczywiście przyjeżdżając samochodem). Ech wspomnienia.

  4. Dziękuje Pani za mój powrót do przeszłości . pragnę dodać,że powstające osiedle na Słonecznej pierwszych trzech bloków było z inicjatywy księgowego i zespołu Zakładów Stolarki Budowlanej dopiero później przekształcono w Spółdzielnie Mieszkaniową. Na zebraniu pracowników Stolarki pytano jak to nowe osiedle powinno się nazywać moja mama która była pracownikiem Stolarki zaproponowała ,że powinno się nazywać „Słoneczne”- dlaczego zapytał ówczesny dyrektor zakładów Miller , dlatego odpowiedziała,że jak wracam do domu to przechodzę koło dużej nagrzanej słońcem łachy piachu tam gdzie stoi wieża triangulacyjna. /Już jej nie ma jest parking dla samochodów/ pani Lucyno ponieważ planuje się zrealizowanie przystanku PKP to nie może się nazywać osiedle „Słoneczne” zaoponował dyr, Miller . To niech będzie Słoneczna . I tak zostało . Kazimierz Mazur

  5. Dziekuje bardzo p.Tereso za wspaniałe wspomnienia…. i przypomienia mi dwóch warzywniaków p. Jastrzebskiej i Przedpełskiej ….do których biegałam ciągle po cos. Jestem z 1961r …a mając 11 lat wyprowadziłam się z rodzina z Wołomina….Mój dom przy Warszawskiej 22… gdzie znajdowala się tz .,,Mordownia,, został wyburzony .Pamiętam też na mojej Warszawskiej dwie piekarnie .Oczywiście do przedszkola chodziłam na Ogrodową…na sanki zimą… na Górki Milanowskie …a na łyżwy na stadion….Wspomienia niesamowite …cudowne czasy dziecinstwa ……

    1. Pamietam jak matka wysyłała mnie do warzywniaka na Warszawskiej…. Wujek zaś umarł przy kielichu w ,,mordowni,, po schodkach tez na Warszawskiej…. nie on jeden tak skończył w tym przybytku…..jeszcze jedno wspomnienie…. Róg obecnej Legionow i Wileńskiej ,po stronie placu banku PKO,na rogu były pawiloniki drewniane,jeden warzywniak na samym rogu a drugi z gadżetami typu piłki na gumce,korkowce …. jeden taki zakupiłam na urodziny syna mojej wychowawczyni,którym się w czasie lekcji opiekowałam u niej w domu( zwalniała mnie gdy miała z nim awaryjna sprawę ,jak choroba i musiał zostać w domu) pani Jędrasik a synek Piotruś,teraz podobno lekarz!?…. Ot nic wspomień obudziła Pani w sercu i głowie…..Dziekuję:)

  6. Cudowne wspomnienia z okresu podstawówki. Kiedy szło się na lekcje wf na stadion w sklepiku na rogu Nowej i Warszawskiej obok naszej 2, kupowało się oranżadę na szklanki. Wracając po dwóch godzinach także. Ach co to był za smak i poczucie wolności. Pamiętam jak stałam codziennie w kolejce po słodkości dla pań nauczycielek z naszej szkoły, najczęściej wysyłałą mnie pani Twarowska od matematyki, pani Majewska i inne. Jakie one były zadowolone z tych czekolad i kakao. A ja ze zwolnienia z lekcji… A dziś sama uczę w szkole i nie ośmiliłabym sie posłać dziecko do sklepu. Wszytskoo przemija i na wszystko jest czas.

    1. Na rogu Nowej i Wzrszawskiej Pani Przedpelska….gumy Donald syfony z wodą sodowa i warzywa owoce etc….czasy dzieciństwa niestety nie wroca

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.