
Z Koła Młodzieży Wiejskiej w Zwierzyńcu (pod Radzyminem).
Kiedy się czyta „Siew” zdawaćby się mogło, że do pow. Radzymińskiego praca organizacyjna jeszcze nie dotarła, tak rzadko spotykamy głosy z Kół. A jednak tak źle nie jest. Koła powstają dosyć licznie, w czem niemało zasługi prezesa O.Z.M.W. kol. R. Tyczyńskiego, który pracuje z iście nadludzkiem poświęceniem. Nie będę się zagłębiał w treść pracy innych Kół, ograniczę się do naszego Zwierzyńca.
Koło nasze istnieje dopiero od kilku miesięcy. O tych wszystkich trudnościach i przykrościach jakich doznawaliśmy pisać nie będę, bo — któż ich nie zna! Na imię im: rodzice, ksiądz, brak lokalu i brak zrozumienia wśród młodzieży. Myśmy to wszystko w cichości, cierpliwie przetrwali, bo czyż nie najlepszem źródłem mocy jest dusza nasza? Co nam pomogą skargi i narzekania? Broń nasza — to praca, czyn! Co dwa tygodnie odbywają się w naszem Kole zebrania, na których omawiamy sprawy najbliżej nas dotyczące, mianowicie: poco należymy do Koła, co ono nam może i powinno dać, abyśmy zostali światłymi i prawymi obywatelami państwa. Następnie, jakie korzyści moralne wynosimy z przedstawień, jak powinniśmy postępować, aby stworzyć miłą atmosferę w naszem Kole i w stosunku do młodzieży innych wiosek i t. d. Praca idzie nam gładko, bo w atmosferze zrozumienia.
Wśród całej gromadki przewija się jakowaś czarodziejka, snując od serca do serca, srebrzysta nić i wiąże je w bratnie kolisko.
Siódmego grudnia, obecny na naszem zebraniu gospodarz p. Stanisław Jankowski, ofiarował nam w swym domu dwa duże pokoje na świetlicę. To było coś, o czem nie śmieliśmy marzyć. Wszystkie młode serca żywią głęboką wdzięczność— będzie ten czyn dla młodych przykładem. Gospodarz St. Jankowski przeciął całun sobkostwa, jaki się wokół rozciąga, że musi powstydzić się nie jeden bogaty, nie jedno kierownictwo szkoły, co zamiast pomagać czyni trudności (znam kilka takich wypadków).
Nie dość jest, z górą zastrzeżeń i ograniczeń, pozwolić młodzieży zbierać się w klasie, ale trzeba dać jej swobodę i wtedy wraz z nią budować, wspomagać co dobre, współnemi siłami niszczyć co złe. Za szczere serce, wieś zawsze serdecznie odpłaci. Tak, tylko w swobodzie duch się może rozwijać i wzlatać na wyżyny. Dopiero miesiąc upłynął, od istnienia naszej świetlicy, a myśmy już urządzili w Święta Bożego N. milutkie przedstawienie, graliśmy „W Wigjlję Bożego Narodzenia” i „Do szkoły”, śpiewaliśmy kolędy i mówiliśmy szereg wierszy M. Konopnickiej. Po przedstawieniu urządziliśmy zabawę taneczną.
Niezmiernie podobało się nasze przedstawienie rodzicom, nawet napędzają młodych, aby prędzej drugie przygotowali. W św. Trzech Króli urządzaliśmy choinkę. A ileż projektów, snuje się w naszych głowach! pierwsze to wycieczka do Warszawy i radjo w naszej świetlicy, powiększenie bibljoteki, gdyż posiadamy tylko 30-ci tomów i te są rozchwytane. Nierzadko też się słyszy głosy o domu ludowym. Dalekie to jeszcze, ale dobrze jest, mieć cel przed sobą, szybciej się wtedy drogę przebywa.
Najlepszym drogowskazem naszym jest „Siew”, chcielibyśmy jednak aby w swej skarbnicy niósł, na pola dusz naszych — jeno ziarna wiedzy, pokrzepienia i miłości. Poco karmić młode dusze goryczą? Czynie dość jej każdy ma u siebie? Z ziaren goryczy wyrosła tylko nienawiść. Dobre to dla politykujących partyjników. Wszakże nasza gromada związkowa, ma wykuwać zręby Polski Ludowej, czyż ma ona iść, zaszarzanym szlakiem, przywódców Ludowych?
Kolego autorze artykułu „O naszym Proboszczu”, wydaliście wyrok na siebie. Piszecie Chrystus powiedział — „Miłujcie nieprzyjacioły wasze i dobrze czyńcie im“, czyż więc godne jest, chrześcijanina, głoszącego zasady Chrystusowe, opublikowanie kogoś i w takiej formie, na łamach „Siewu”? A czy przypadkiem tenże Chrystus nie powiedział — „Daruj im Panie, bo nie wiedzą co czynią?” Jeśli chcecie zwyciężyć — zwyciężajcie tylko siebie — gdy tego dokonacie, przeciwnicy napewno będą pokonani.
J. Truszkowska
Siew – organ Związku Młodzieży Wiejskiej
R. 17, 1930, nr 14