
Na wzór piramid egipskich, chińskiego muru, oraz innych osobliwości świata i m. Wołomin posiada swą ekscentryczną osobliwość. Jest nią płot PKP, dzielący nisz sławny gród, od jego „przedmieść” Wołominka i Sławka. Przeciętny „tubylec”, obywatel wołomiński urodził się już z tą osobliwością. Jest płot i basta, zbudowała go siła wyższa, niema na to rady, lecz jeśli bogi przywiodą kogoś ze stolicy w nasze progi, wówczas staje na peronie stacji osłupiały z podziwu, jak gdyby usłyszał wieść, iż jego „rodzona teściowa” przeniosła się na „Łono Abrahama”. Dopiero „stróż porządku publicznego” pan posterunkowy wyrywa z osłupienia zdziwione indywiduum, ryknąwszy głosem baranka, który chciał przestraszyć głodnego wilka: — Panie, hallo, do chole… ostrożnie! Ustań że pan z. boku, bo kurjer wali.
W czem się przejawia owa ekscentryczność? Zdawałoby się, iż niema tu nic godnego uwagi. Zwyczajny płot kolejowy długi, jak nieśmiertelność, potężnie skonstruowany z podkładów. Naprzeciw stacji jednak, na owym płocie wznoszą się dwa słupy podtrzymujące szyld „Krawiec cywilny i wojskowy Gajewski”. Jest to brama komunikacyjna, droga tędy prowadzi do Sławka i do pana krawca i alumile p. Wesołowskich. Oto co chwila wyłania się z za płotu pod szyldem jedna, dwie, trzy głowy, gdyby więc Longinus Podbipięta stał z mieczem Zerwikapturem miałby niechybnie okazję do spełnienia ślubów. Nie są to jednakże głowy mahometan, lecz obywateli wołomińskich, którzy, aby skrócić drogę i nie obchodzić kilometrowego płotu, przełażą wprost przez niego pod szyldem.
Ciekawa komunikacja, prawda, „lecz niema złej drogi do swojej niebogi” powiada staropolskie przysłowie. Początkujący młody literat poszukujący tematów i faktów dla swej twórczości, gdyby zawitał do naszego „grodu” miałby niewątpliwie tutaj niewyczerpaną skarbnice takowych na temat; „Wlazł kotek i siedzi na żerdzi”, „panienka z płotka”, „teściowa na płocie”, „za płotem”, „hopsa drypsa” i t.p. Oto kilka obrazków z płotka:
Dość korpulentna niewiasta gramoli się na płot, trzymając w lewej ręce dzbanek gliniany. Przebyć chce drogę ze Sławka do Wołomina. Dokonawszy już pół drogi płotowo-akrobatyczno-szyldowej znajduje się jednak w głupiej sytuacji, bo oto będąc już na szczycie swych akrobatycznych wysiłków i owego płotu, nie wie co zrobić z dzbanem, zziajana więc siedzi i oczekuje na litościwego przechodnia. Wreszcie i ten się zjawia — „Panie, mój drogi panie, niechno mnie pan ratuje, bo nie mogę zliść z tej cholery. Niosę mliko, wijpan, i nie mogie zliść z tego parganu”. Litościwa dusza chwyta więc z kolei garnek z mlekiem, następnie zsadza zasapane 100 kg żywej wagi mięso.
Gorzej jest jednak, gdy cni obywatele, a szczególnie obywatelki odbywają powrotną drogę to znaczy do Sławka, wówczas przed okiem obserwatorów przyglądających się z boku odsłaniają się tajemnice garderoby damskiej w różnych odmianach i kolorytach. Jedyną może pociechą dla obserwatora płci brzydkiej jest to, gdy płot przebywa istotnie nadobna i ładna przedstawicielka płci pięknej. Wówczas obserwator pociągnięty magnesem pięknych kształtów nóżek i t. p. wdzięków niewieścich, rad chętnie poskoczy z uprzejmą usługą: — Pani pozwoli, że jej pomogę wdrapać się na płotek.— Owszem proszę bardzo, tylko… oj, oj, niech mnie pan nie szczypie za nogi, bo…
Don- Juan przesadził piękną damę przez płot i sam przeskoczył go również, ze zręcznością kota. Co stało się z niemi za płotem, nie wiemy, zapewne akrobatyczne brewerje dały początek romansu za płotem.
Oprócz „plebsu” płot pozwala przechodzić przez siebie i „poważnej śmietance miejscowej”. Tutaj następują przełażenia przy których zachowane są wszelkie konwenanse. Oto zamożny obywatel zamieszkujący zagraniczne terytorja płotu, to znaczy Sławka lub okolic, podąża z lekarzem (widocznie do chorego) ku osławionemu szyldowi.
— Proszę bardzo niech pan doktór wchodzi pierwszy, proszę, proszę…
Zacny eskulap spojrzawszy z ukosa, rzuca zachęcająco:
— Ależ proszę pana bez konwenansów, niechże pan będzie łaskaw włazić, ja potem, bo, a „nóż widelec”, pan upadnie i będzie potrzebna pomoc lekarska na miejscu?
Te więc i temu podobne historie odbywają się tutaj codzień. Dźwiga więc nasz słynny płotek i przerzuca przez siebie różnej profesji ludzi, jak: robotników, urzędników (stopnia honorowego), panny, niepanny, mężatki, dziewice, akuszerki, lekarzy, egzekutorów podatkowych (aby się pod temi płot zawalił) i t.p. za wyjątkiem chyba miejscowego naszego pana komornika, który będąc inwalidą, a zmuszony przypadkiem pełnić funkcje służbowe po drugiej stronie chińsko-wołomińskiego murka, objeżdżać go musi w odpowiednim eqigupage’u.
Alwas
Głos Wołomina i Powiatu Radzymińskiego
R. 1, nr 1 (czerw. 1930)