IV-te zawody modeli latających wodnosamolotów

Pewnego dnia, —  było to już dość dawno temu, — stanęła niema ugoda między Czytelnikami a redakcją “Lotu” , by nie blagować sobie nawzajem. Dlatego, mimo najszczerszych chęci, nie możemy napisać: Konkurs Latających Modeli Wodnosamolotów wypadł świetnie. Nie. Najwyżej, czyniąc zadość prawdzie, musimy napisać poprostu: odbył się. I to nie w pierwotnie określonym terminie 22 czerwca, lecz o tydzień później. Przedewszystkiem skrewiła pogoda. Było to do przewidzenia, gdyż zwyczaj deszczu w dniu konkursu wchodzi już w tradycję. W pierwszym wyznaczonym terminie skończyło się na przejażdżce i zmoknięciu zawodników jury, prasy, fotografa i widzów. Nawet modele nieco podmokły. Wypogodziło się dopiero przed samym zmierzchem. Niektórzy modelarze urządzili sobie generalną próbę startu i wodowania swoich “maszyn”.  Próby wypadły o tyle dobrze, że pozwolono sobie mniemać, iż zawody nie mają prawa nie udać się. Terenem konkursu była Zielonka pod Warszawą, a raczej Czarny Staw, o dwa kilometry na południe od wymienionej stacji. Z tego to Czarnego Stawu umieściliśmy fotografję na okładce ze wskaźnikiem wiatru. Na nieszczęście bez modeli.

Przy wyborze miejsca kierowano się względami następującemi: primo staw duży, ładny i czysty. Secundo — dojazd z Warszawy łatwy i niedrogi. Tertio — ładne położenie. Quarto — (bardzo ważne) dostateczna ilość osób pomagająca w zawodach, a brak nadmiernie zawadzających. Kąpiących się, kajakowiczów, wycieczkowiczów z butelkami „na ksiutach”, widzów z gatunku “niewiernych Tomaszy”, co w każdy model chcieliby wsadzić własny palec — nie było. W tern miejscu w imieniu organizatorów i inicjatorów konkursu — chcę złożyć podziękowania wszystkim, bez­pośrednio w zawodach niezainteresowanych, którzy dopomogli do tego, by strona organizacyjna imprezy nie pozostawiała nic do życzenia.

Dziękujemy więc w pierwszym rzędzie Panom płk. Falsztynowi i por. Cywińskiemu oraz wszystkim pp. Podoficerom, Żołnierzom i Pracownikom z Centrum Badań Balistycznych oraz Komendantowi Posterunku Policji w Zielonce. Dzięki nim szło wszystko sprawnie, począwszy od informacji na stacji, przewiezienia i dostarczenia zawodników i modeli na miejsce startu i spowrotem, skończywszy na bufecie na miejscu, namiotach brezentowych i kajakach.

O samych zawodach wiele pisać nie możemy. Bilans wcale świetnie się nie przedstawia. Zgłoszono modeli 19. Z tego stanęło do zawodów zaledwie 11. Wystartowało z wody 4. Najdłuższy lot trwał 40,5 sekundy. Najdalszy dystans 130—150 metrów (na wodzie dokładniej obliczyć było niemożliwe). Główną nagrodę — przechodni puchar im. płk. Meyera oraz nagrodę pieniężną 200 zł. — zdobył instruktor Błaszczyński, nagrodę zaś dla amatorów — p. Eustachjusz Czyżewski 25 sekund i dystans około 70 metrów.

Spotykają nas już w Redakcji zarzuty, że niema konkursów, by w nich nie figurowało nazwisko Błaszczyńskiego, lub fotografja jego modelu. Cóż zrobić, kiedy trzeba być sprawiedliwym, zaś staranność i precyzja wykonania, oraz rezultaty lotów modeli mówią same za siebie. Nieraz nawet zagraniczne pisma przedrukowują od nas plany jego modeli. Należy pamiętać, że nie konkurują wcale instruktorzy z amatorami (jak myślą niektórzy), lecz rywalizują ze sobą w osobnej grupie instruktorzy, a amatorzy konkurują z amatorami. Co się zaś tyczy przechodniego puharu płk. Meyera, to może go zdobyć zarówno instruktor, jak uczeń — w myśl życzenia ofiarodawcy. Wszystko to wyraźnie jest powiedziane w regulaminie, a regulamin przytoczyliśmy w Nr. 11 -tym z r. b.

W tym roku z trzech instruktorów zgłoszonych, stanęło do zawodów tylko dwóch. Konkurentem zwycięzcy był kpt. pil. rez. Woyno, który w zeszłym roku zdobył puchar, a w tym wystąpił ze swoją stajnią starą, nieco odświeżoną, ale jak widać zbyt mało. Co się tyczy amatorów, to nie wiodło się im w dniu 28 czerwca, ale zato zapewne zdobyli niejedno doświadczenie. Każdy udany konkurs daje duże doświadczenie, a nieudany nieraz jeszcze większe, gdyż wskazuje na skórze własnej i współrywali, jakich błędów należy unikać.

Pomyśli sobie niejeden, a być może większość Czytelników, że wobec słabych naogół wyników lepiej byłoby zawody modeli “hydro” skasować, a przynajmniej odłożyć ad calendas grecas. Pozwolę sobie zauważyć, iż ten sposób myślenia nie byłby dla sprawy modelarstwa pożyteczny. Postaram się to udowodnić. A więc: modele wodnosamolotów są to modele latające najwyższej klasy, wymagające dużej staranności i umiejętnego wykonania. Należy być bardzo starannym w doborze materjału (lekki, trwały i nieprzemakalny). Start z wody i wodowanie bez wywrócenia się nie jest łatwe i jest uzależnione od bardzo starannej stabilizacji. O modelu, który odpowiada tym warunkom, można śmiało powiedzieć, że jest dobry. Śmiem również twierdzić, że modelarz, który zrobi dobrze latający model wodnosamolotu, potrafi zbudować niewątpliwie doskonały model samolotu lądowego.

Naogół lotnicze modelarstwo wodne w stosunku do lądowego jest jeszcze bardzo zacofane. Nietylko u nas. Nawet, gdy weźmiemy pod uwagę wyniki zagranicy, i to takich krajów, jak Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, albo Niemcy, widzimy, że o ile lot modeli samo­lotów lądowych oblicza się na minuty, a nawet godziny (tak!), to czas przebywania w powietrzu wodnosamolotowych modeli, trwa dotąd jeszcze sekundy. (Rekord oficjalny — o ile się nie mylę — 54, a nieoficjalny, międzynarodowo nieuznany, zdaje się niewiele więcej, niż minuta). Warto, by zarówno instruktorzy jak i młodzież, w tych stronach, gdzie są stawy i jeziora, pomyśleli o tem poważnie.

Napewno w przyszłości będą organizowane ogólne krajowe konkursy modeli wodnosamolotów, a wtedy, o ile tylko każdy z instruktorów okręgowych L.O.P.P. potrafi pobudzić młodzież w tym kierunku, moglibyśmy się śmiało kusić o bicie rekordu światowego. Ale zapamiętać sobie wypada, że poto, by osiągnąć dobre rezultaty, nie wystarczy poprostu dorobić do modeli lądowych pływaki i puścić na wodę „takie coś”. Nawet — jak to częściowo miało miejsce dotąd — bez odpowiedniego wypróbowania. Jeszcze nieśmiało chętniebym rzucił jeden projekt od siebie, osobiście — nagrody pieniężne dla amatorów. Umotywować to potrafiłbym choćby tem, że budowa dobrego wodnosamolotu jest dosyć kosztowna.

Lot i Obrona Przeciwlotniczo-Gazowa Polski
R. 13, 1935, nr 12

Więcej tego autora:

+ There are no comments

Add yours

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.