Budynek poczekalni kolejowej w Zielonce z niemiecką obsługą kolejarską w 1916 r. Fot. z archiwum Pawła Tadeusza Gajzlera
W lipcu 1915 roku uciekający przed armią niemiecką Rosjanie przeszli przez Zielonkę, dokonując wielu zniszczeń.
Fragmenty wspomnień Witolda Dąbkowskiego
I wojna światowa
Lecz tymczasem w sierpniu zwaliła się na świat – Wielka Wojna. Jej początek objawił się nam w Zielonce przez powołanie sąsiada i przyjaciela Włodzimierza Nynkowskiego do rosyjskiego wojska. Później zaś atmosferą podniecaną wiadomościami z frontów, jakie ojciec przywoził z Warszawy. Pamiętam rozmowy jakie ojciec prowadził na ten temat z innym sąsiadem Teofilem Malickim. Troskę powodowana zajęciem przez Rosjan Lwowa i nietajoną satysfakcję z ich sierpniowej klęski na Mazurach. Bo chociaż nikt nie sympatyzował z Niemcami, to w Moskalach widziało się u nas największych wrogów, a niepodległościowe nadzieje zwracane były ku Austrii i Legionom.
Porażka Niemców pod Piasecznem
Tymczasem Niemcy zwycięsko parli ku Warszawie i na początku października dochodził już do Zielonki daleki pomruk armat. W tej sytuacji rodzice zdecydowali się schronić do Warszawy, gdzie chwilowej gościny udzielili nam Daneccy. Epizod ten, dla nas dzieci, niezwykle emocjonujący, urozmaicił jeszcze nalot na Warszawę Zeppelina. Wszystko trwało krótko. Niemcy zostali pod Piasecznem pobici i odrzuceni, a my powróciliśmy do Zielonki. Życie toczyło się dalej normalnie, ojciec codziennie jeździł do biura, spokojnie przebiegły święta Bożego Narodzenia i niczego nam nie brakowało. Dopiero luty 1915 roku przyniósł koniec naszej prosperity. Ojciec stracił posadę.
Okropieństwa wojny
Ojciec wniósł do sadu sprawę o odszkodowanie, a tymczasem żyliśmy z pożyczek zaciągniętych na poczet wygranej. Nim sprawa się rozstrzygnęła, pękł pod Gorlicami rosyjski front. Już w lipcu 1915 Niemcy ponownie parli na Warszawę, Rosjanie zaś cofając się gwałtownie, palili co mogli za sobą, a ludność pędzili na wschód. Teraz dopiero nastąpił popłoch, lecz mimo niego rodzice postanowili, że tym razem nie opuszczą swojej siedziby, aby ratować ją przed spaleniem.
***
O wszystkim, co nastąpiło potem dowiadujemy się z listu pisanego przez matkę autora wspomnień noszącego datę 8 października 1915 roku:
Wysadzanie w Zielonce torów i mostu
Przeżyliśmy tu okropne chwile zanim Niemcy weszli, chwile straszliwego oczekiwania co będzie. A najgorsza była, kiedy po wysadzaniu mostów, huku armat z Pragi, pożarów, że było po nocach widno od łun, nastąpiła śmiertelna cisza, pociągi już nie chodziły. Naraz wyjeżdża lokomotywa z lasu z saperami i zaczynają w Zielonce wysadzać tor kolejowy, słupy telegraficzne, stację i most żelazny. Robi się straszny łoskot, huk, pożar, krzyk kobiet i dzieci, a z lasu wyjeżdżają kozacy. Już byliśmy pewni, że będą nas palić i gnać przed siebie. Na szczęście byli już w panice ucieczki.
Przeddzień też przez cała noc i dzień uciekały przez Zielonkę wojska rosyjskie, szczególnie szosą z armatami, aż ziemia jęczała i wszystkimi innymi drogami piesi, nawet koło naszego domu. Napatrzyły się też dzieci tego, zapamiętają na całe życie, pobudziłam je o 5 rano, żeby widzieli. Zdążyli tylko kozacy zgwałcić jedną kobietę, a żeby nie krzyczała, zapchali jej usta krowim łajnem.
Zajęcie Zielonki
Kiedyśmy zobaczyli pierwszy podjazd austriacki, była taka szalona radość, że Malicki aż pocałował jednego w kolano. Wyławiali kozaków po lesie, bo się pochowali. Później przyszły trzy szwadrony konnicy, a teraz od jakiegoś już czasu mamy Niemców, robią koło Zielonki okopy. Stoją kwaterami u Przybyłowskiej, Włodkowej, Kulczyckich, Kuczyńskich itd. Bardzo jednak są grzeczni, nawet uczynni.
Ośmioletni autor wspomnień Witold Dąbkowski zapamiętał, iż w czasie cofania się Rosjan, ojciec ze starszą siostrą ukradkiem zakopywali w ogrodzie: balon na wino i inne rzeczy, w tym miedziane rondle.
Ucieczka Moskali
Pamiętam tę noc trwogi, podczas której nie rozbieraliśmy się i przebudzenie o świcie całej czwórki , dla oglądania spektaklu za naszym płotem. A także moment, kiedy od jednej z kolumn oderwało się dwóch żołnierzy i weszło na nasz teren. Chcieli wody, a kiedy z kuchni podała ją im Irka oświadczyli, że są Polakami prosząc, aby ich przebrać i ukryć. Wówczas to ojciec dal im stare ubranie, drugiego przyodziała pani Nynkowska, a mundury i karabiny zostały zakopane pod werandą.
Oglądałem tego dnia i więcej, gdyż ojciec wziął mnie na rower i pojechaliśmy do lasu ciągnącego się wzdłuż szosy – trasy odwrotu. „Patrz” – powiedział wskazując przelewający się szosą w tumanach kurzu wąż ludzi, koni, toczących się z łoskotem dział – „Patrz i zapamiętaj, bo to bardzo ważny moment. Z Polski uciekają Moskale”
Wyboru fragmentów wspomnień dokonał Paweł Tadeusz Gajzler
31.05.2016
archiwalna wersja strony zielonka24.pl