Tragiczny wypadek zdarzył się we wsi Pęcicach, pod Warszawą. Na cmentarzu tamtejszym, chowano zwłoki ś.p. ks. Wincentego Kuderki, zasłużonego kapłana, byłego proboszcza Pęcie, ostatnio zaś emeryta i kapelana zakładu poprawczego w Dyrdach. W obrzędzie żałobnym uczestniczył także serdeczny przyjaciel zmarłego, ks. Franciszek Marmo, proboszcz Kobełki pod Warszawą. Kaplan ten, wzruszony głęboko śmiercią ukochanego przyjaciela, tak się przejął aktem ceremonii, zwłaszcza zaś podniosłą i rzewną mową ks. prałata Skarżyńskiego, iż serce mu pękło, padł na grób przyjaciela i ducha wyzionął.Czytaj dalej

Pogrzeb ś. p. ks Franciszka Marmo, kanonika kolegiaty kaliskiej i proboszcza parafii w Kobełce, zmarłego onegdaj w Pęcicach, odbędzie się jutro na cmentarzu parafialnym w Kobełce po nabożeństwie żałobnem, które rozpocznie się w kościele miejscowym o 10 rano.

Dziennik Powszechny – pismo codzienne, polityczno-społeczne
R. 26, nr 91 (1 kwietnia 1908)

 

Poświęcenie kamienia węgielnego pod budowę nowego kościoła w Wołominie (pod Warszawą) odbyło się wczoraj niezwykle uroczyście w obecności tłumów kilkutysięcznych. Wszystkie do my przy ulicy prowadzącej do miejsca uroczystości przybrano kwiatami i zielenią, na drodze ustawiono pięć bram z napisami religijnemi, a przy krzyżu, w pobliżu przyszłego kościoła, urządzono piękny ołtarz polowy. Zainteresowanie tym aktem było tem większe, że sprawa budowy nowego kościoła połączona była dotychczas z pewnemi trudnościami. Czytaj dalej

Warszawiacy na letowisko już się do nas zjechali. Domy na letnie mieszkania jużeśmy wszystkie powynajmowali i strat w tym roku mieć nie będziemy. Jest tu nas spora gromada, a i dzieci kolo 80, a najbliższa szkoła w Sitnem, o 6 wiorst od nas, trudno więc nam było gnać dzieciska tak daleko. Obecnie bieda nasza pewnie się skończy. Za pobudką szlachetniejszych dusz z pośród goszczących tu w tym roku warszawiaków, a głównie dzięki zabiegom p. Jaworskiej, właścicielki czytelni w Urlach, nasi letnicy postanowili pozostawić po sobie nam piękną pamiątkę. W d. 3 lipca r. b. odbyła się narada, na której wspólnie uradziliśmy tak: my damy na budowę szkoły 200 rubli i poczynimy starania, by właściciel dóbr Łochowskich dał nam drzewo na budowę szkoły, letnicy zaś cały czysty dochód osiągnięty z prowadzonego przez lato pod kierunkiem p. Jaworskiej domu zabaw (kasyna) przeznaczają raz na zawsze na potrzeby szkoły początkowej i utrzymanie nauczyciela w Urlach. Tym sposobem dzięki naszym usiłowaniom, poparciu i dobrej woli naszych letników, zaradzimy najludniejszej naszej potrzebie.

Urlak

Siewba
organ ludu polskiego
R.2, nr 14 (14 lipca 1907)

Z Sulejowa. Chcę dziś podzielić się radością ze wszystkimi współczytelnikami „Siewby“, jaką nam sprawia nasza czytelnia w Sulejowie. Oto za staraniem naszego wielce czcigodnego proboszcza parafii Sulejowskiej założona została czytelnia, z której co tydzień bierzemy książki do czytania. I cóż się dzieje? Oto jak się poschodzą po świeże książki, to nawet 15-to letnie chłopcy wzajemnie sobie opowiadają różne historye, aż się dusza raduje słuchać. A i starsi się włożyli do czytania; nawet tacy, co ledwie umieli sylabizować, teraz niektórzy dobrze czytają. A więc naszemu Szanownemu Proboszczowi za szczerą pracę my starsi i młodzi serdecznie dziękujemy.

R. W. z Sulejowa.

Siewba – organ ludu polskiego
R.2, nr 6, 23 marca 1907

Do kaneclaryi gminnej we wsi Ręczaje, w pow. radzymińskim, weszło przed kilku dniami 6-iu uzbrojonych w rewolwery nieznajomych młodzieńców, którzy od pomocnika pisarza gminnego Widalskiego zażądali pod grozą śmierci, aby jednego z przybyszów zaprowadził do mieszkania pisarza gminnego Peketa. Widalski zmuszony był uledz. Toż samo zrobił i Peket, którego nieznajomy zmusił do udania się do kancelaryi gminnej i wydania im czystych, książeczek paszportowych.Czytaj dalej

Majster fabryczny z 6-go oddziału, Feliks Szczurowski sądzi, iż żyje w czasach przed rewolucją, gdy się mógł bezkarnie znęcać nad robotnikami i robotnicami. Przed kilku tygodniami zawezwał do siebie robotnicę Rozalję Kijankę, a gdy ta natychmiast nie zjawiła się, pobił ją i wyrzucił z roboty. — Robotnika z innej sali, który przyszedł, by upom nieć się o towarzyszkę, pobił wraz z swym pomocnikiem Graffem do krwi żelaznemi sztabami. Winę, iż majstrowi może się zdawać, że żyje w dawnych, dobrych czasach, powinni sobie robotnicy Briggsa sami przypisać! Jedyne lekarstwo na takiego majstra — postawienie fabrykantowi żądania, aby go natychmiast wyrzucił i zmuszenie solidarnością fabrykanta do spełnienia tego żądania.

Czerwony Sztandar – organ Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy.
R.5, nr 131 (4 lutego 1907)

Z parafii Cygowskiej. Wiadomo nam, że zakrystya przy kościele powinna służyć tylko dla kapłanów; niewłaściwie więc postępują ci, co przez zakrystyę wchodzą do kościoła. Jednakże podczas odpustu, naprzyklad, kiedy w całym kościele jest ścisk okrutny, to wtenczas jest pełno i w zakrystyi. Kapłani z trudem przedostają się do kościoła, jednakże cierpią; ale kiedy najdzie tyle ludzi, że i ruszyć się trudno, to już koniecznie trzeba zakrystyę zamykać i nie puszczać ni kogo, prócz kapłanów i służby kościelnej. Czytaj dalej

• Łobzowianie. 25 listopada odbył się w Tłuszczu pierwszy teatr amatorski. Grano „Łobzowian” Anczyca; sprawiedliwość nakazuje powiedzieć, że wszyscy uczestnicy znakomicie wywiązali się że swego zadania — śpiewy, tańce, gra aktorska — wszystko szło jak z płatka, pięknie, raźno, śmiało. Znać było, że uczestnicy przedstawienia z całkowitą sumiennością przygotowali się do wystąpienia przed licznie zebraną publicznością. To też publiczność gorącymi oklaskami wyrażała swoje zadowolenie i wdzięczność aktorom – amatorom. Śpiewy zmuszała powtarzać; trzeba zaś dodać, że największe powodzenie miały właśnie śpiewaczki. Miło było też i patrzyć na scenę: śliczne stroje krakowskie — barwne, swojskie, kochane… Co tu długo mówić! Udało się przedstawienie, i basta! Czytaj dalej

Dnia 1 listopada o godz. 10 wieczorem we wsi Jasienica w pobliżu st. Tłuszcz 5 bandytów wpadło do mieszkania miejscowego sołtysa Piotra Jendrysiaka w celu zabrania pieniędzy, składanych przez miejscowych gospodarzy na podatek; owi nieproszeni goście natrafili na będących u sołtysa kilku gospodarzy i obawiając się jakiej niespodzianki, wyszli na ulicę, dali w powietrze parę strzałów z rewolwerów i zbiegli.Czytaj dalej

Dnia 1 listopada o godz. 10 wieczorem we wsi Jasienica w pobliżu st. Tłuszcz 5 bandytów wpadło do mieszkania miejscowego sołtysa Piotra Jendrysiaka w celu zabrania pieniędzy, składanych przez miejscowych gospodarzy na poda tek; owi nieproszeni goście natrafili na będących u sołtysa kilku gospodarzy i obawiając się jakiej niespodzianki, wyszli na ulicę, dali w powietrze parę strzałów z rewolwerów i zbiegli.

Siewba – organ ludu polskiego
R.1, nr 2, 17 listopada 1906

Szosą radzymińską onegdaj o g. 5 popołudniu, wracało z Warszawy do Marek trzech robotników z fabryki Br. Briggs, wioząc 2.000 rbl. na wypłaty fabryczne. Pomiędzy Zaciszem a Drewnicą na robotników tych napadła banda opryszków, którzy dali ognia z rewolwerów. Postrzelone konie poniosły i to ocaliło robotników, którzy z całą sumą szczęśliwie dojechali do Marek. Na odgłos strzałów strażnicy ziemscy z Marek z wojskiem rzucili się w pogoń za bandytami, strzelając do nich. Jednego z nich ujęto. Jest to Władysław Trzos – dezerter z wojska.

Słowo Polskie
23 września 1906 r.

Wczoraj, o godz. 3 z rana, duża wieś kościelna Klembów, w pow. radzymińskim, w gub. warszawskiej przy samym plancie kolei petersburskiej, nad rzeczką Rzędzą położona, stała się pastwą płomieni. Pożar wszczął się w stodole sołtysa miejscowego, Tomasza Barana, który z papierosem zapalonym wszedł rznąć dla koni sieczkę i przez nieuwagę zaprószył ogień. W jednej chwili straszny żywioł objął prawie całą wieś, pobudowaną z drzewa i pokrytą słomą.Czytaj dalej