Instytut Nauczycieli Elementarnych w Radzyminie - rekonstrukcja cyfrowa z fotografii prasowej z epoki
W numerze 40-tym „Opiekuna Domowego” — w artykule: „Wskazówki Postępu ’’, autor, mówiąc o oświacie ludu, robi wzmiankę o b. Instytucie Nauczycieli Elementarnych w Radzyminie. W N-rze zaś 42-gim tego pisma — podniesioną jest kwestyja zakładania Kolonii dla przestępców małoletnich. Ponieważ obie te kwestyje uważam, jako będące w pewnym z sobą związku, przeto poważam się przesłać Szanownej Redakcyi niektóre szczegóły — dotyczące Instytutu — oraz wyjawić myśli moje, mające na względzie Kolonije dla małoletnich przestępców.
Myśl „Opiekuna” — ażeby szanując zacne chęci zasłużonego w kraju nauczyciela i autora Wojciecha Jastrzębowskiego, korzystać z jego doświadczenia, jako doradzcy w urządzeniu kolonii, zdaje mi się bardzo szczęśliwą. Idzie tylko o wynalezienie człowieka, któryby pod każdym względem stać się mógł, jak to mówią: prawą ręką czcigodnego Starca. Czyby więc nie było dobrze pójść za przykładem Galicyi — i ogłosić przez pisma konkurs, do takich a takich obowiązków, pod takiemi — a takiemi warunkami. Rzucając tę myśl nawiasowo — przechodzę do własciwej kwestyi. Przed siedmnastu blisko laty w byłym Instytucie Nauczycieli Elementarnych w Radzyminie mieliśmy żywy przykład czynności, jakie teraz dla nowego zakładu — bardzo a bardzo — przydaćby się mogły. Instytut Radzymiński miał pomieszczenie na 36 stypendystów, z których każdy oprócz mieszkania otrzymywał 400 złp. stypendyjum na życie i wszystkie inne potrzeby.— Władzę — stanowił inspektor, pięciu profesorów — oraz nauczyciel „Szkoły wzorowej” — wchodzącej w zakres Instytutu i w której kandydaci, pod okiem Nauczyciela tejże szkoły, a kierunkiem Inspektora — wprawiali się w spełnianie przyszłych swych obowiązków. Chcący otrzymać pomieszczenie — powinien był złożyć świadectwo z ukończenia klas 4-ch gimnazyjum lub szkoły powiatowej; lecz byli tam i tacy, którzy — idąc za głosem powołania, skończywszy chlubnie gimnazyjum, ubiegali się o miejsce w skromnym tym zakładzie, aby po odbyciu dwuletniego kursu — usposobić się na zdolnych i prawdziwie pożytecznych dla kraju nauczycieli.
Obok nauk przepisanych dla kandydatów, a mianowicie: Religii, Języka Polskiego, Rossyjskiego, Arytmetyki, Śpiewu kościeInstytut Nauczycieli Elementarnychlnego, dodatkowej godziny Ogrodnictwa, starano się rozbudzić w nich przekonanie: iż wszelkie zajęcie ręczne i przemysłowe, zapewniające zużytkowanie każdego płodu ziemi, nietylko wpłynąć może na rozwój władz umysłowych naszego ludu, podnieść dobrobyt klasy włościańskiej będącej podstawą narodu; ale jeszcze wielce jest pożyteczne dla nauczyciela na wsi, gdzie uposażenie bywa zbyt małe, a zajęcie w szkole przerywane; bo przez większe pół roku, dzieci, potrzebne rodzicom w domu przy gospodarstwie, do szkoły nie uczęszczają. Zbawienne jest i w małem miasteczku; — gdzie niezbyt doborowe towarzystwo, zniechęconego nieraz trudnym swym zawodem, a nie umiejącego zająć się po za szkołą nauczyciela, skłaniaćby mogło do szukania niewłaściwych rozrywek.
Wspomniawszy o ogrodnictwie, wykładanem w Instytucie raz na tydzień teoretycznie przez Inspektora — przejdziemy do ogrodu, w którym nauka ta z całą siłą i energią woli — praktycznie rozwijaną była. O gród instytutowy, parę morgów ziemi zawierający, — mieścił w sobie wszystko, co mogło zapewnić korzyść, chciwej nauki młodzieży. Między paru tysiącami drzew i krzewów – staraniem i ręką zwierzchnika, z pomocą stypendystów zasadzonych, znajdowały się tam wszystkie rośliny, jakie tylko klimat nasz wytrzymać są zdolne. Była tam i kwatera, na wzór ogrodu Botanicznego urządzona — na łokciowe kwadraty podzielona — z których każdy opatrzony był tabliczką z napisem łacińskim i polskim — i zawierał jednę, bądź w medycynie, bądź w przemyśle przydatną roślinę. Była szkółka dziczek — były drzewka szczepione i okulizowane — były już i takie, które nosiły owoce własną zdobyte pracą. Były wszelkie go rodzaju warzywa staranną udoskonalone ręką. Były najrozmaitsze kwiaty, były brzoskwinie, morele rzadkiej wielkości — winogrona i t. p. W inspektach—obok rzodkiewki — sałaty — ogórków i rosady — znajdowały się melony, które i w gruncie pod szklanemi kloszami pielęgnowano. Była szparagarnia pracowicie urządzona. Nie zapomniano i o pszczołach — dla których na rabatkach między kwiatami siano tatarkę. W znacznej ilości pielęgnowano jedwabniki — dla których nawet młode morwy miejscowego ogrodu wystarczyć nie mogły, trzeba więc było szukać liści morwowych w ogrodzie przez dawnych dziedziców Radzymina założonym.
Słowem — niezapomniano tam o niczem. A całe urządzenie i utrzymanie tego wszystkiego, zawdzięczano niezmordowanej gorliwości Inspektora Instytutu, który na czele kochającej go młodzieży i z jej pomocą — dla jej dobra pracował zwykle całą wiosnę, od 4-tej rano i w każdą wolną od innych zajęć chwilę.
Obok obszernych sypialni, jadalni, klas, kaplicy, była też i duża sala na biblijotekę przeznaczona, w której prócz pewnej ilości książek znajdowały się i inne przedmioty w oszklonych szafach. Obok zielnika znacznej objętości, był tam w pudełeczkach, umyślnie w tym celu urządzonych, zbiór nasion krajowych i wielu zagranicznych. Były gniazdka z jajkami, wszystkich naszych ptaków od największych do najmniejszych. Były gniazda os i szerszeni; węże, żmije i t. p. w spirytusie. Pewna też
liczba wypchanych ptaków i małych zwierząt ssących — znaczny zbiór owadów i motyli — rozmaite muszle rzeczne i morskie.
Były nawet niektóre historyczne pamiątki, a między innemi: zbiór najdawniejszych monet krajowych i niektóre zagraniczne. Dalej widzieliśmy liczne wizerunki pisarzy, poetów i innych znakomitych ludzi, rysowane i oprawiane wyłącznie przez uczniów Instytutu; bo zwierzchnik, uważając za główne zadanie Nauczyciela Elementarnego — rozbudzanie w dzieciach ludu myślenia — działalności i zmysłu twórczego; — oraz przekonany: iż, ukazując włościanom sposobność zarobkowania za pośrednictwem wiadomości w szkole przez dzieci nabytych, łatwiej będzie tym środkiem zwabić ich do szkół, zachęcić i nieznacznie a silnie wpłynąć na ich oświatę i umoralnienie: — wyszukiwał, że tak powiem, talentów w młodych kandydatach, — a pytając, badając co który umie — do czego ma zdolność i ochotę — podał im między innemi myśl wyrabiania rożnych sprzętów domowych i gospodarskich. Ułatwił sposobność spieniężania tych wyrobów, a opatrzywszy każdego stypendystę w skarbonkę glinianą, skłaniał do pracy, z której grosz zebrany do skarbonki złożony, stanowił nieraz dość znaczną kwotę i jedyną zapomogę ubogiego, na posadę wychodzącego Nauczyciela. I tak: zacząwszy od wyrabiania z drzewa łyżek; szufelek, przetaków, grabi i innych — doszło do tego, że zakupiono warsztat stolarski, — i znalazł się syn stolarza między uczniami , który dopomagał do uskuteczniania wielu pomysłów. Dalej — robiono miotły — opałki — kosze — koszyki i najdelikatniejsze koszyczki; a zacząwszy wyrabiać je z prostych witek, po które robiono wycieczki w okolice — kończono na tak zwanej słomie ryżowej; którą otrzymywano z pielęgnowanego w ogrodzie konopia chińskiego. Słoma ta wybornie nadawała się do wyrobu miotełek i małych koszyczków. Z korzeni i korzonków rożnych roślin, wyplatano większe i mniejsze naczynia; zacząwszy od opałek do pieniędzy, podkładek pod wazę i półmiski, od miarek mniejszych do garncy, ćwierci, tak zwanych: króbek różnego rozmiaru i kształtu z przykrywkami, używanych na Litwie do kaszy i innych sypkich zapasów spiżarnianych. Wreszcie ze słomy robiono beczki do zboża, słomianki, które wyrabiano także z rogoziny (sitowia) — tak obficie w niektórych stronach bagnistych rosnącej, a która nadzwyczaj mocnych dostarcza mat, zastępujących słomiane. Trzciną i korzonkami wyplatano krzesła — i przetaki. Oplatano flaszeczki do wody kolońskiej, które w znacznej ilości zamawiała fabryka Pulsa. Robiono też szczotki do okurzania mebli — czyszczenia sukien i obuwia, do szorowania i zamiatania. Introligatorstwo doszło do większej jeszcze doskonałości. Ponieważ oprawa książek i robota pudełek, chętnie się każdy zajmuje, przeto zakupiono warsztat introligatorski. Przyjęto obstalunek b. Instytutu szlacheckiego na parę tysięcy pudełek do numizmatów, a ze fundusz stad otrzymany dawał możność Inspektorowi poparcia jego myśli, zamówił przeto introligatora, który, przybywszy na parę tygodni do Instytutu, z całą dokładnością wyuczył młodzież introligatorstwa. Tak – że obok książek, kajetów i zwyczajnych pudełek, wyrabiano najdelikatniejsze przedmioty tego rodzaju; a te wraz z innemi wyrobami, umieszczano i sprzedawano z pewną korzyścią i dla ubogich — w sklepie „,Towarzystwa Dobroczynności.”
Był w Instytucie — i warsztat wyrobów tokarskich. Uczono się też wprawiać szyby do okien, co stanowiło znaczną oszczędność, bo w gmachu było kilkaset szyb, a szkło prosto z huty kupowane skrzynkami daleko taniej wynosiło, każdy zaś grosz w ten sposób z funduszu na potrzeby Instytutu zaoszczędzony obracano na cele techniczne. Słowem – robiono tu wszystko, by powzięta myśl — w czyn wprowadzoną i utrzymaną być mogła.
Wyliczyć wszystkie drobiazgi, spisać wszystkie dobre chęci i plany, kierujące, tak postępowaniem przewodniczącego, jak wychowańćów, byłoby niepodobieństwem, dość że śmiało powiedzieć można: iż praca, energja i wytrwałość, z niczego, wiele — bardzo wiele wykonać tam zdołały. Mówię, z niczego, bo zwierzchnik Instytutu sam nie mógł wiele wkładać ze swoich funduszów.
A teraz, powracając do pierwszej mojej myśli: sądzę, że ogłoszony konkurs, pobudziłby niejednego z byłych uczniów Instytutu Nauczycieli Elementarnych, do przyjęcia obowiązków, pod kierunkiem szanownego profesora Jastrzębowskiego. To zaś com tu skreśliła — będzie zapewne dostateczną rękojmią — że wychowaniec zakładu,— (który – z boleścią wyznać nam przychodzi, zwinięto już od lat kilku, z niepowetowaną stratą dla kraju) byłby odpowiedni do w mowie będących obowiązków. Oprócz kandydatów, był jeszcze w Instytucie Radzymińskim dozorca, następnie przeniesiony do Warszawy, i jako woźny Okręgu Naukowego, a później przy szkole wyższej żeńskiej Rządowej dawniej na ulicy Niecałej, znany z najlepszej strony, władzy tejże szkoły. I ten więc, jako czynny pracownik, tak w ogrodzie, jak w warsztatach b. Instyt. Nau. Elem. w Radzyminie, człowiek uczciwy, pracowity i w sile jeszcze wieku będący, mógłby się także przydać w „Kolonii dla małoletnich przestępców.”
Jadwiga O.
Opiekun Domowy
pismo tygodniowe sprawom wychowania, rzeczom społecznym, nauce, literaturze i sztuce poświęcone.
R.8, Serya 3, nr 46 (13 listopada 1872)