
Realizacja zobowiązań podjętych dla uczczenia jedności ruchu ludowego
Spod kół naszego „Opla” pryskają grudki ziemi i kamienie. Wóz leci lekko trzęsąc w kierunku Wołomina. Za nami sunie poważnie i majestatycznie wóz Polskiego Radia. Zasapał się trochę, bo przygważdża go do drogi, dwutonowy przeszło ładunek aparatury, akumulatorów i obsługi radia. Chwila odpoczynku i jedziemy już w kierunku Ręczaj, prowadzeni przez kolegę Zycha — Sekretarza Powiatowego PSL. Wjeżdżamy na wiejską drogę, miejscami bardzo piaszczystą. Kolega Zych opowiada nam po drodze o podjętych przez gromady zobowiązaniach Kongresowych. Zatrzymujemy się chwilę na wykończonym zaledwie przed paru dniami rowie melioracyjnym. Praca wykończona przed terminem, bo chłopi o jej wykonaniu zameldować mają na Walnym Zjeździe Powiatowym za parę dni.
Nieopodal na małej rzeczce Rządzy wre praca. Pomysłowo skonstruowany olbrzymi młot pracuje przy wbijaniu pali w dno rzeczki, przy nim kilkunastu ludzi. To chłopi z sąsiedniej wioski. Idziemy ku nim na przełaj przez łąkę. Wygryziona przez bydło trawa świeci jasnymi, wysuszonymi placami. Nawiązujemy rozmowę z kolegą Naglem i Wytrykusem.
– Ano, zaczęliśmy tę robotę trochę wcześniej, żeby skończyć na 20 listopada, przed Kongresem — mówi kol. Nagiel — zaczniemy niedługo betonować tamę. Cement mamy. Zrobiliśmy już części betonowe do zapory, tylko je przewieźć i ustawić.
Obywatel Wytrykus dodaje — Dużo dobrego zrobi to stawidło. Będziemy zbierali 300% siana więcej. Ja mam tu półtora ha łąki. Przywoziłem wozy siana, a jak zeszłego roku próbowaliśmy choć piachem przywalić rzekę, by wylała, to zebrałem 12 wozów. Tylko tyle, że przy zastawianiu piachem nietrwała i niewygodna robota. Woda zaraz przerywa i znowu sucho, a łąk przecie sporo. Będzie ze 150 ha.
Dziękujemy za informacje i jedziemy dalej. Oglądamy się z niepokojem na wóz Polskiego Radia, nie służą mu bowiem radzymińskie piaski. Został daleko w tyle, zakopany w piachu po osie. Wspólna jednak praca pary koni i nasza zawstydziła widocznie motor Renaulta i wóz powoli wybrnął z krytycznego położenia. Po chwili jedziemy już w kierunku Klembowa, gdzie dwie wioski wspólnie pracują przy budowie czterech stawideł na rzece. Cel pracy — nawodnienie łąk, podobnie jak i w gminie Ręczaje.
Chłopi pracują na blisko trzykilometrowym odcinku. Budują trzy zastawy, bo stawidło czwarte już wykończono całkowicie. Łąk więcej niż w Ręczajach. Zaciekawieni ludzie otaczają nas dokoła, z głośnika radiowego płyną dźwięki muzyki. Kolega z radia ustawia mikrofon, my zaś tymczasem rozmawiamy z kolegami Tlagą Piotrem i Rybakem Stanisławem — działaczami PSL-u, mieszkańcami wsi Lipka.
– Czyn Kongresowy, te stawidła, które widzicie — mówi kolega Rybak Stanisław — zrodził się u nas w gromadzie w Kole Stronnictwa. Tak samo i w Krzywicy — wskazuje sąsiednią wioskę — bo trza wam wiedzieć, obie nasze wsie toczyły z sobą wojnę o te trochę wody. Jak my przekopaliśmy rowki w dzień, by na łąkę napłynęła woda, to krzywiczaki w nocy nam zasypali, a sobie pokopali. Na to by postawić stawidło, żeby wylać więcej wody, przed wojną, za sanacji, nas nie stać było. Wstyd powiedzieć, ale nawet do bójek między nami przychodziło. Dziś inaczej… — kolega Rybak nie kończy, bo radiowiec prosi go do mikrofonu. O budowie stawideł w klembowskiej gminie słyszeć będzie cała Polska.
Przerwaną rozmowę kontynuuje dalej kolega Tlaga: dzień Kongresu postanowiliśmy — mówi — uczcić ukończeniem stawideł. Najmniej o 200% zbiory siana wzrosną w Lipkach i Krzywicy.
Do stawidła ciągnie sznur wozów z piaskiem i żwirem z Krzywicy. Wśród jadących poznaję swego starego znajomego kol. Rybaka Jana — Prezesa Powiatowego PSL. Pozdrawia nas z daleka i rzuciwszy lejce sąsiadowi brodzi przez wodę.
—E, na to, nie ma co patrzeć! — woła — chodźcie kolego, to pokażę wam już gotowe stawidło.
I za chwilę porwany na ogumiony wóz, jadę na budowę. Nowa budowa odcina się stalowym kolorem betonu od zieleni łąki. Pochylone nad nią olszyny, jak gdyby dziwują się wodzie — że dała się spętać cementem.
— Oto cośmy już zbudowali — mówi z radością prezes Rybak — i wskazuje na wodę ujętą w ramy przepustu.
W powrotnej drodze pytam o wrażenia chłopów na temat mającego nastąpić zjednoczenia stronnictw ludowych. Rozmowę kończy twardo jeden z chłopów: – Nas, ludowców, nic nie dzieli, jedną Polskę budujemy — ludową.
Reszta kolegów czeka na mnie niecierpliwie. Mamy bowiem dotrzeć jeszcze do Tłuszcza, do Postolisk, bo sygnalizowano nam że chłopi nawożą drogę leszem, by raz na zawsze skończyć z łamaniem kół i błotem na niej.
W świetle zachodzącego słońca, tuż przy samej wsi ponad 30 furmanek z leszem z tłuszczańskiej parowozowni zrzuca ładunek na piaszczystą drogę. Droga od Tłuszcza jest już wysypana i ubita. Jedzie się nią jak po stole. Ten odcinek zrobiony został już dawniej. Teraz podstolińscy chłopi, korzystając z tego, że znowu nazbierało się trochę leszu w parowozowni sypią drogę dalej, aż do szosy prowadzącej z Jadowa do Radzymina.
W ostatnich dniach podjęto na zebraniu gromadzkim z inicjatywy kół PSL-u i SL-u uchwałę o wykończeniu na Kongres Zjednoczeniowy reszty drogi. Zastajemy właśnie podstolaków przy pracy. Kilka furmanek odjeżdża po nową partię leszu. Otaczamy kołem miejscowego prezesa PSL Balcerka i działacza SL Rytkiewicza, gdyż mówią nam o strajku chłopskim w Jadowie, którego byli uczestnikami. Są to starzy działacze ruchu ludowego. Z dumą mówią, jak zwyciężyli granatową policję, choć okupione to zostało krwią serdeczną kilku jadowskich chłopów. Główny bohater strajku, Toczycki Józef przypłacił go śmiercią. Padł od kuł granatowych zbirów z rozkazu ówczesnego starosty radzymińskiego Murawskiego. Kol. Perkowski z PSL-u mówi:
— Widma przeszłości już nas nie straszą, dziś nowe życie budujemy na wsi.
Z żalem żegnamy Postoliska, prawdziwie ludową, mającą chlubną tradycję walki z sanacją, wieś. Mikrofon złożony, przewody zwinięte, wokoło ciemno. Sumujemy po drodze wysiłek włożony w widziane przez nas dziś chłopskie prace Czynu Kongresowego. Tysiące roboczodniówek, miliony złotych zaoszczędzonych dla Polski Ludowej. Blask reflektorów oświetla wnętrze „Opla”.
– Acha – mówi kol. Feliks prowadzący wóz — mija nas ,,Renówka” Polskiego Radia, jesteśmy już bowiem na warszawskim asfalcie.
Gazeta Ludowa
R. 5, 1949 nr 256