Wszyscy są bardzo grzeczni, zapewniają, że będzie świetnie, drogi, mosty i bogactwo, oczywiście słucham, aż nie wytrzymałam i rąbnęłam jakiemuś poczciwemu mazurowi: – A jeśli ja wolę być biedną i mieć Polskę? Zastanowił się, wytrzeszczył na mnie ślepia i nic nie powiedział. Potem mnie pilnie oglądał przy każdej okazji, jak ciekawy obiekt. Z  podoficerem Dębskim rozmawiamy o polityce, o kinie, bo ciągle ogląda pisma o Warszawie, która jest… tu obcasem buta dziobie o ziemię. Wszystko ciągle we mnie dygoce, myślę, że gdyby nie różaniec, to bym zwariowała.

28 września 1939

 27 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.