Fragment mapy Mazowsza z roku 1772
Po starciu w Kobyłce i na „Francuskiej Łące”, o czym pisaliśmy w poprzednim numerze naszego pisma, armia litewska zaczęła obrót w stronę Zielonki. Odbywał się on po drodze prowadzącej z Kobyłki przez rejon dzisiejszej stacji PKP Ossów do Zielonki. Miejscowości Zielonka wówczas jeszcze nie było, teren dzisiejszego miasta pokrywał las. Na wschód od tego lasu rozciągał się otwarty teren, zasiedlony przez ludzi i zagospodarowany. W okolicy dzisiejszego osiedla wojskowego znajdowała się karczma Mutka, zwana też Zielonką. Nieco dalej na północ leżał folwark Zielonka, a za nim, w okolicy dzisiejszej stacji kolejowej – wieś Karczma. W pobliżu niej, nieco na zachód, leżała wieś Siwki. W pobliżu tych osiedli rozegrał się 26 października 1794 r. ostatni akt dramatu wycofującej się spod Kobyłki armii litewskiej.
Po walce na „Francuskiej Łące” ocalała jej część z gen. Arnoldem Byszewskim sformowała się w kolumnę marszową. Czoło jej stanowił batalion strzelców grodzieńskich, za nim posuwały się regimenty: 3-ci, 5-ty, 1-szy, 8-my i część 7-go. Cała kolumna liczyła około 2500 żołnierzy. Odwrót ich osłaniało ocalałe z bitwy 6 dział. Obserwujący odwrót Litwinów Suworow postanowił oskrzydlić z dwóch stron maszerującą kolumnę i rozbić ją, zanim dotrze do Pragi. Zgodnie z jego zamiarem część jazdy z brygadierem Isleniewem na czele przeszła ścieżkami leśnymi i zaatakowała Litwinów z prawej strony. Druga grupa jazdy z gen. Szewiczem miała obejść kolumnę powstańczą z lewej strony i uderzyć na nią podczas przeprawy przez rzeczkę Długą. Około godziny 8.30 zaatakowała Litwinów grupa Isleniewa, w pół godziny później – Szewicza. Ponieważ gęsto zalesiony teren uniemożliwiał atak jazdy, dowódcy rozkazali żołnierzom zsiąść z koni i uderzyć pieszo.
Dwustronne natarcie na boki kolumny spowodowało jej rozczłonkowanie i znaczne straty, jednak piechurzy 1-go i 8-go regimentu wykazali się dobrą postawą i silnym ogniem odpędzili Rosjan. Tymczasem na teren dzisiejszej Zielonki napłynęły dalsze siły nieprzyjaciela. Część z nich obsadziła drogi wiodące z przeprawy przez Długą na Karczmę i Mutkę. Gdy więc czoło kolumny Byszewskiego przebyło Długą i wyszło na podmokłą łąkę, zostało znowu zaatakowane przez Rosjan. Pierwsze natarcie zostało odparte ogniem, drugie spędziło jednak Litwinów z drogi. Osaczona ze wszystkich stron kolumna litewska nie miała już żadnych szans. Mimo to nie skapitulowała! Byszewski wyprowadził swych piechurów z drogi i zajął pozycję obronną na zalesionych pagórkach między osiedlem Karczma a rzeczką Długą, tuż obok dzisiejszej stacji PKP Zielonka. Tyły Litwinów zabezpieczała wezbrana po październikowych deszczach rzeczka Długa ze stromymi brzegami. Podmokły nad nią teren pokryty był lasem. Na samych pagórkach rosły drzewa i krzaki. Najwyższy pagórek miał 42,4 m. nad poziom morza. Później nazwano go Szwalnią, bowiem podczas Powstania Listopadowego mieścił się tu zakład szyjący mundury dla żołnierzy polskich.
Względna wysokość pagórków nie przekraczała 10 metrów. Teren wykluczał tu użycie groźnej dla Litwinów jazdy rosyjskiej. Około godziny 10.00 przybył na pole bitwy gen. Potiomkin, a za nim Suworow. Na ich rozkaz żołnierze zsiedli z koni i ruszyli do ataku na szable i bagnety. Wraz z nimi uderzyli jagrzy piechoty. Początkowo Litwini mieli nieznaczną przewagę liczebną nad czołowymi oddziałami przeciwnika, w miarę upływu czasu pod Zielonką nadchodziły jednak nowe oddziały rosyjskie zmieniając stosunek sił na niekorzyść powstańców. Słabo wyszkoleni żołnierze litewscy stawili zaprawionym w ręcznym boju pułkom suworowskim nadspodziewanie dzielny i silny opór. Krwawy bój na pagórkach Zielonki trwał pół godziny, zbocza pokryły się trupami i ciężko rannymi, wszędzie słychać było jęki i rzężenie konających. Gdy na pole bitwy nadeszły jednak dalsze oddziały nieprzyjaciela, które uderzyły na Litwinów z lewa i z tyłu, przez bród na rzeczce, opór powstańców załamał się zupełnie. Do niewoli dostał się ranny gen. Byszewski i 25 innych oficerów, około 400 szeregowców, przeciwnik zdobył wszystkie działa. Suworow z zadowoleniem przyglądał się walce. „Gdybyś był pod Kobyłką, to byś zobaczył, czego ja nigdy nie widziałem” – powiedział po bitwie pewnemu monarchiście francuskiemu, który wstąpił na służbę do Rosjan.
Cała bitwa pod Kobyłką trwała około pięciu godzin. Powstańcy stracili w niej około 450 zabitych, głównie w ostatnim starciu koło osiedla Karczma i folwarku Zielonka. Spośród oficerów polegli tylko kapitan Franciszek Olszewski i major Radziszewski. Do niewoli dostali się Byszewski, płk. Wolan, 48 innych oficerów i około 800 żołnierzy. Straty Rosjan w całej bitwie, według Suworowa, wynosiły tylko 23 zabitych, 130 rannych i 224 zabite konie. Dane te budzą wątpliwości. Prawdopodobnie Suworow zaniżył liczbę poległych, a część wymienionych w raporcie rannych zmarła po bitwie.
Większość Litwinów uszła spod Kobyłki i Zielonki cało. Żołnierze ci lasami i dróżkami leśnymi dotarli do Pragi i wzięli później udział w jej obronie. Poległych pochowano później na cmentarzu kobyłkowskim, na uroczysku zwanym Kąpiel. W kilka lat później mieszkańcy Kobyłki wznieśli tu kurhan, istniejący do czasów Powstania Listopadowego. W końcu XIX w. kurhan ten już nie istniał, rozniosły go bowiem wiatry. Dziś trudno ustalić miejsce pochówku poległych bohaterów bitwy.
Prawie wszystkich jeńców Suworow wypuścił po bitwie na wolność. Gdy po walce dziedzic Kobyłki, targowiczanin hr. Unruch wydał w swym dworze (zwał się ów dwór Korekta, stał tuż obok kościoła w Kobyłce) ucztę na cześć zwycięzców, wódz rosyjski zaprosił na nią pojmanych w bitwie oficerów polskich. Przepijał do nich wołając „Vivat zgoda!”, ubolewał głośno nad rozlewem słowiańskiej krwi.
Po kilkudniowym odpoczynku armia Suworowa ruszyła na Pragę. 4 listopada 1794 r. nastąpił szturm zakończony krwawą rzezią obrońców i ludności cywilnej. Powstanie Kościuszkowskie upadło pod ciosami mocarstw ościennych. W rok później nastąpił trzeci rozbiór Polski. Kraj nasz został wymazany z mapy Europy. Ale bohaterska walka narodu pod wodzą Naczelnika w obronie całości i niepodległości państwa weszła na trwałe do legendy historycznej Polaków, zapalała ich do nowych czynów na rzecz wolności. Już w 1797 r. powstały we Włoszech legiony gen. Jana Henryka Dąbrowskiego, zaczęła się epopea napoleońska uwieńczona powstaniem skrawka niepodległego państwa – Księstwa Warszawskiego.
Wieści Podwarszawskie
R.4, 1994 nr 42 (192)