historia terenów powiatu wołomińskiego

w dokumentach i wspomnieniach

kronika wydarzeń przed I Wojną Światową Radzymin wycinki wydarzenia

Prawybory II kurji w pow. radzymińskim
0 (0)

Przyjeżdżam do Radzymina o godzinie 10-ej zrana. W miasteczka ruch i ożywienie, wybory bowiem wypadły w dzień targowy, co znacznie ułatwiło liczniejsze przybycie prawyborców. Na rynku zastaję brykę przy bryce, wóz przy wozie, na szosie gromadę przy gromadzie — wszędzie rozprawiają, naradzają się i informują wzajemnie. Nastrój wśród tego szarego tłumu, powołanego dziś do szerszego, swobodniejszego życia obywatelskiego, niezwykły, niecodzienny — czuć wokół zrozumienie ważności chwili, czuć przejęcie się poczuciem obowiązku obywatelskiego.

Udaję się po informacje: wybory odbędą się w miejscowej herbaciarni kuratorjum trzeźwości, a oznaczono je na godzinę 11-tą przed południem. Aby nie marnować czasu, zbliżam się do pierwszej z brzegu rozprawiającej gromadki i przysłuchuję się gawędzie. Tu wójt jednej z gmin uświadamia swoich: tłómaczy, czemu to nie dano ludności powszechnego, równego prawa wyborczego; wskazuje brak oświaty oraz na właściwą naszym warstwom ludowym niechęć do interesowania się tem, co się poza rodzinną wioską dzieje — i tem motywuje niemożebność oddania głosów na stosownych kandydatów przy rozszerzonem prawie wyborczem. Gromada słucha uważnie — potakuje mówcy, zagadując dalej.

Wybiła rodzina jedenasta Do herbaciarni, pilnie strzeżonej przez wojsko i straż ziemską, zaczyna napływać tłum gwarny; mimo to pana sędziego pokoju, który ma przewodniczyć zjazdowi prawyborczemu, dotychczas nie widać. Wyczekują go z niecierpliwością. Tymczasem służba magistratu wnosi stół prezydjalny, skrzynkę do głosowania gałkami oraz parawan z mieszkania pani burmistrzowej, który ma stać na straży tajności wyborów — ma osłaniać urny wyborcze. Po godzinie 12-ej zjawia się sędzia pokoju m. Radzymina, p. Pochylewlcz, i zagaja zebranie.

— Głośniej, głośniej!.. —słyszę pierwsze głosy.

Pan przewodniczący podnosi głos. Zebrani zaczynają słyszeć jego słowa.

— Po polsku! Po polsku prosimy! — odzywa się znowu chór głosów, cisnąc się coraz bardziej do prezydjum.

W odpowiedzi na to odzywa się dalej ten sam tembr głosu: pan przewodniczący mówi dalej, mówi długo, pięknie, ale go, niestety, nikt nie rozumie…

I znowu słyszę głosy:

— Po polsku!.. Nie rozumiemy!.. Po polsku prosimy!…

I znowu nikt na te głosy nie zwraca uwagi. Pan przewodniczący, po streszczeniu przepisów o wyborach do Dumy, zaprasza do stołu prezydjalnego dwóch obywateli miejscowych, pp. Antoniego i Adolfa Witowskich, 1 przedstawia Ich zebranym. Chwila wyczekiwania. Po chwili daje się słyszeć głos:

— Przepraszam szanowny urząd,— mówi jakiś chłop siwowłosy — ale niech nam szanowny urząd powie, po co mamy wybierać, bo tu naród tego nie wie…

Znowu przeciągłe milczenie z jednej strony — wyczekiwanie z drugiej.

Szanowny urząd przystępuje do odczytywania sporządzonej uprzednio listy uprawnionych do głosowania z trzech gmin: Radzymina, Małopola i Ręczajów, które tworzą 1/3 zjazdu powiatowego prawyborców średniej własności rolnej.

Przewodniczący odczytuje długi szereg nazwisk.

— Kawalewskij Foma Fomicz…

— Niema Fomicza! — woła chór głosów.

Przewoduiozący wykreśla nazwisko, powtarzając:

— Kawalewskiego niema?

— Niema, ale jest Kowalewski — ktoś się odzywa.

Okazuje się, źe wynikło nieporozumienie: Fomicz ma znaczyć: syn Tomasza 1 ma należeć do nazwiska Kowalewskiego… Wykreślone nazwisko ponownie wpisano.

Aby zapobiedz dalszym nieporozumieniom tego rodzaju, przewodniczący postanawia ułatwić rozumienie wywoływanych nazwisk: każe zamknąć drzwi sali na klucz i nie wpuszczać do niej nikogo, aby nie trzaskano drzwiami. Sposób nie tyle skuteczny, ile niezbyt z prawem zgodny…

Przepisy „o zastosowaniu i wprowadzeniu w wykonanie instytucji izby państwowej”, zawarte w Ukazie Najwyższym z dnia 19-go sierpnia 1905, w § 37 przewidują jedynie niedopuszczenie do wyborów tych, którzy zjawią się po przystąpieniu do wyborów, nigdzie jednak prawodawca nie zakazuje obywatelom wykazania swojej obecności po rozpoczęciu sprawdzania listy, jeśli nie przystąpiono jeszcze do wyborów. Wskutek tej dowolnej interpretacji ustawy wyborczej, ustawiona w drzwiach lokalu wyborczego straż ziemska pozbawiła prawa wyboru kilkudziesięciu uprawomocnionych do glosowania, którzy po kilka godzin wystawali pode drzwiami, usprawiedliwiając się i przepraszając za opóźnienie.

O godzinie 2-ej ukończono odczytywanie listy, rozpoczęto obrachunek głosów, liczbę dziesięcin ziemi, reprezentowanej przez prawyborców oraz sumę szacunku ubezpieczeniowego nieruchomości. Okazało się, że na 504 uprawnionych do głosowania prawyborców zapisanych było na liście obecności 265, reprezentujących 3876 dziesięcin gruntu i 18,920 rubli w nieruchomościach według szacunku ubezpieczeniowego i mających prawo do wyboru 39 wyborców do zjazdu gubernjalnego.

Rozpoczęto długie, mozolne głosowanie gałkami kolejno na 39 przedstawionych przez obecnych kandydatów. Obecni ustawiali się gęsiego, otrzymywali po gałce i obchodzili wokoło urnę, wrzucając gałkę to do przedziałki „za”, to do przedziałki „przeciw”. Po każdem takiem kole następowało obliczanie głosów, a potem znowu — korowód dokoła — tak ogółem 39 razy. W obliczaniu głosów pomagali prezydjum przybyli z okolicznych parafji księża: Ignacy Deplewski z Dąbrówki, Franciszek Sadowski z Cygowa i Franciszek Marmo z Kobyłki oraz baron Bronisław Kąsinowski.

Wybory dały wynik następujący:

Wybrani zostali na wyborców z kurji II do zjazdu gubernjalnego:

Włościanie: Ksawery Ruciński z Bożej Woli, Jan Stryjczak z Gurowatki, Wiktor Kuskowski z Benjaminowa, Józef Giętka z Dąbrówki (wójt gminy Małopole), Antoni Banaszek z Kopanioy, Wiktor Banaszek z Kopanicy, Józef Górecki z Zawad, Jan Gawron z Załubic, Juljan Średnicki z Zaścieniec, Antoni Kłos z Grabi, Piotr Ludwiniak z Helenowa, Stanisław Rasiński ze Zwierzewa, Jan Wróbel z Cygowa, Kazimierz Kaszuba z Karpina, Andrzej Łaszcz z Zenonowa, Józef Podgórski z Zagościńca, Szymon Marciniak ze Straszek, Józef Łasicki z Karpina, Jan Rudowski z Kowalichy, Jau Bajorek z Trawnik, Stanisław Śliwa z Ręczajów niemieckich, Jan Piwka z Ręczajów niemieckich, Józef Piwka z Maliszewa, Henryk Rynas z Ręczajów niemieckich, Michał Luk z Ręczajów niemieckich, Leon Dąbkowski z Dąbkowizny, Michał Budkiewicz z Ręczajów niemieckich, Adam Żołędowski z Ręczajów niemieckich, Jan Kostrzewa z Ludwinowa, Andrzei Fuśnik z Ręczajów niemieckich, Stanisław Żmijewski z Ręozajów niemieckich i Jan Łukasiewicz z Małopola.

Koloniści:

Jan Koprowski, ogrodnik z fol. Lipiny; Adolf Witowski, młynarz z Ręczajów, i Antoni Witowski, młynarz z Ręczajów.

Proboszczowie:

Ks. Ignacy Deplewski z Dąbrówki, ks. Franciszek Sadowski z Poświętnego, ks. Franciszek Marmo z Kobyłek, wreszcie właściciel folwarku Bronisław baron Kąsinowski.

Dodać należy, że ułatwiła znacznie wybory przygotowana przez komitet narodowy drukowana lista kandydatów, która przeszła z niewielkiemi zmianami.

Kandydaci przechodzili bądź jednomyślnie, bądź wybitną, większością głosów, co się godzi tem skwapliwiej zanotować, że powiat radzymiński pod względem agitacji przedwyborczej był bardzo upośledzony. Zwołano w nim zaledwie jedno zebranie przedwyborcze, które mogło się odbyć jedynie w bardzo szczupłem gronie ze względu na warunki, w jakich obradowało.

Wybory zakończono po godzinie 6-ej wieczorem.

Zgłodniali prawyborcy rozjechali się do domów szybciej, niż się można było spostrzedz. W miasteczku zcichł gwar, zmalał, a nawet zamarł prawie ruch wszelki, na rynku przed herbaciarnią pozostał jedynie patrol wojskowy i nastała znowu zupełna cisza… I przemknęła mi przez myśl ta cisza, jaką kraj Obywał do czasu rozbudzenia się życia politycznego. Widziałem jednak jeno różnice, wspólnych cech zbrakło zupełnie.

Kilka słów pro domo mea. Na żądanie przewodniczącego na zjeździe wyborczym naczelnik straży ziemskiej, kapitan Lublinskij, zażądał na dworcu kolejki na 5 minut przed odejściem pociągu od piszącego te słowa wręczenia mu kliszy, na której zdjęty był strażnik ziemski, obecny na zgromadzeniu wbrew wyraźnemu brzmieniu przepisów prawa wyborczego. Ponieważ wyjęcie kliszy było na razie niemożliwe, kapitan Lublinskij aparat fotograficzny zatrzymał, zobowiązując się zwrócić go w piątek zrana z pozostałemi zdjęciami…

Kurjer Warszawski
R. 86, 1906, nr 102

 260 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Oceń ten tekst
[Total: 0 Average: 0]

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.