W chwili zjawienia się Henryka Lelewela w Warszawie, mieszkał w niej od dość już dawna, bo podobno jeszcze od Augusta II, saski generał artylleryi w służbie polskiej, Joachim Daniel Jauch, przełożony nad budowlami publicznemi, człowiek wielce zamożny i wzięty na dworze. Własnością jego był teraźniejszy dom Lessera przy ulicy Miodowej, nabyty od Szembeków. Znajdująca się w dziedzińcu jego officyna modrzewiowa była niegdyś mieszkaniem Wiśniowieckich i Jana Sobieskiego za czasów hetmaństwa, sam zaś gmach od ulicy bywał zwykle dzierżawiony dla nuncyuszów. Na ulicy przed tym domem, figurującym później w atlasie Zannoni’ego jako „palais de Lelewel”, położono za Jaucha pierwszy bruk w tej części miasta; w obszernym zaś ogrodzie po za domem utrzymywano morwy i pielęgnowano jedwabniki, z których otrzymany jedwab, przerobiony w Lugdunie, zamienił się na suknię dla pani Ewy z Munichów Jauchowej, na strój odświętny dla jej męża i aż na dwie sukienki dla córki ich Konstancyi.

Prócz tego domu, miał Jauch obszerną jurydykę na Solcu, w której utrzymywał ślimaczarnię i w umyślnie zbudowanej szopie podejmował Augusta III, gdy ten się ofiarował na ojca chrzestnego jego syna, wkrótce jednakże potem zmarłego. Ojciec panny Konstancyi był ewangelikiem, co mu nie przeszkadzało fundować dla kościoła kks. Bernardynów w Warszawie okien zwierciadlanych, naśladujących na ślepej ścianie okna rzeczywiste; skończył też na przejściu przed śmiercią w r. 1754 na katolicyzm i pochowany u Kapucynów na Miodowej. Żona jego, znacznie później po nim zmarła, należała do wyznania katolickiego, i w tem wyznaniu wychowała córkę na przyszłą babkę Joachima Lelewela.

W roku 1741 panna Konstancya Jauchówna, urodzona 12 Kwietnia 1723, miała lat ośmnaście; „Konsyliarz” zaś królewski, Henryk Lelewel miał Już lat trzydzieści ośm, był więc o lat dwadzieścia od niej starszy. Skutkiem tego połączenie ich z sobą nie obeszło się bez małego wypadku tragicznego, którego opis znajdujemy w niedrukowanym pamiętniku ich wnuczki, Antoniny z Cieciszowskich Netrebskiej. Nie zaszkodzi przytoczyć tu małego urywku ztego pamiętnika dla charakterystyki czasu i ludzi:

„Babka moja, majętna i urodziwa, córka człowieka używającego znaczenia, miała wielu zalotników, lecz oddana pobożności, umyśliła poświęcić się Bogu w klasztorze. Gdy to ojcu objawiła, ten rozgniewany powiedział: „Ani mi się waż o tem myśleć, bo klasztor i ztobą spalę!…” Z wielką zręcznością wykonywała roboty kanwowe; długo jeszcze dochowały się te, które panną będąc —robiła, a że nie chciała się rodzicom naprzykrzać o pieniądze na pele, więc wyparała wstążki i tem wyszywała bardzo ładnie… Kiedy już dochodziła lat ośmnastu, ojciec przyszedł do niej dla pomówienia o współzalotnikach. Jeden był obywatel ziemianin, drugi wojskowy, a trzeci doktor. „Pierwszy” — powiedział jej ojciec — „jest rolnik; ty do „takiego życia nie przywykłaś, a wreszcie nie chciałbym widzieć cię od nas oddaloną. Drugi może mieć wiele honoru, ale to okazałe ubóztwo. Trzeci zaś jest człowiekiem, którego majątku ani woda nie zaleje, ani ogień nie spali; tego chciałbym, żebyś była żoną.” Zapłonęła się młoda panienka na te słowa, gdyż to był człowiek o dwadzieścia lat od niej starszy, doktor króla Augusta III. Ojciec dał jej czas do namysłu; a ona tak sobie rozważać zaczęła, jak nam sama mówiła: „Prawda, żadnego pociągu ku niemu nie mam, ale też ani wstrętu. W rozmowie z rówieśnicami życzyłam go najlepszej mej przyjaciółce za męża; widać, że go szanuję i cenię, a tego koniecznie w małżeństwie potrzeba…” Gdy rozważyła sobie to wszystko, zezwoliła na małżeństwo z Henrykiem Lelewelem. Kiedy już słowo odebrał i dzień ślubu był naznaczony, w wigilią jego, gdy razem wszyscy u rodziców zebrani byli, przyszła, pod adresem panny Konstanecyi paka wielka, niby z Paryża z poczty, a to był prezent przedślubny: najświeższej mody i najkosztowniejsza suknia ze wszelkiemi przyborami ukazała się oku młodej dziewicy. Domyśliła się naturalnie panna Konstancya od kogo pochodziły te dary; a że nierada była małżeństwu i przyborom od tego, który miał się z nią łączyć, nieznacznie mankiet paradny wrzuciła pod stołek. Postrzegł to narzeczony i zmieszał się, ale postrzegła i matka, która zwyczajem naszych prababek, bez względów, wycięła córce policzek. mówiąc: „Pókiś mu słowa nie dała, miałaś prawo odmówić go; ale teraz, gdy już ma zostać twym mężem, nie powinnaś go afrontować.” Miała słuszność matka, szkoda że nadto dobitnie wyrażoną…”

Niepodobna tej ostatniej uwadze odmówić dowcipu i trafności, ani tembardziej rozpływać się w udanych zachwytach nad starym rygorem władzy rodzicielskiej i nad bezappellacyjnym wyborem mężów dla córek przez rodziców. Pośpieszamy jednak dodać, że pożycie Henryka Lelewela z Konstancyą Jauchówną, pomimo takiego początku, było bardzo szczęśliwe. „Mąż żył z nią lat dwadzieścia dwa” powiada cytowany pamiętnik; “przez ten czas majątek przybywał. Szczęśliwy w pożyciu, chlubny z pracowitej, rządnej i pobożnej żony, starał się wszelkie jej przyjemności podwajać…”

Dzieci mieli trzynaścioro; z tych jednak tylko troje doszło wieku dojrzalszego. Z pomiędzy tych ostatnich, syn najstarszy, noszący imię ojcowskie Henryk, urodził się 12 Października 1746 r., zmarł w Bononii 11 Marca 1764, in odore sanctitatis, jak powiada tradycya rodzinna. Drugi syn, Karol Maurycy Tadeusz, urodzony 21 Lutego 1748 r., był ojcem Joachima, i o nim później nieco obszerniej powiemy. Nakoniec córka Teressa, urodzona 10 Września 1757, przez małżeństwo z Adamem Cieciszowskim pisarzem w. kor., bratem metropolity, spowinowacił z sobą dwa domy, które odtąd chodzą już razem.

Dziad Joachima, doktor Henryk Lelewel zmarł d. 10 Marca 1763 roku. Po jego zgonie wdowa zupełnie usunęła się od świata i tak pędziła resztę życia do dnia 29 Września 1805 r.. gdy nareszcie połączyła się z mężem w wieczności. Ale przymioty jej umysłu i serca przelały się na potomstwo. Któż widząc ją, skubiącą stare wstążki, aby nie prosić rodziców o pieniądze na jedwab do haftu, nie przypomni sobie zaraz jej wnuka, który otoczony najkosztowniejszemi numizmatami, pracował w nieopalanej izbie w Brukselli, a nawet od rodzonego brata nie chciał przyjąć złamanego szeląga zapomogi?

Tygodnik Powszechny
1882, nr 50

 54 odsłon,  2 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.