Kto umie cenić pamiątki po ludziach znakomitych, a nie miał sposobności oglądać zbioru pamiątek w Woli Cygowskiej pod Stanisławowem, ten niechaj zajrzy szczęśliwym, którzy tej radości i chluby dostąpili. Jest tam całe muzeum zabytków, pomiędzy któremi są takie, których największe zbiory europejskie pozazdrościćby mogły; a ład zaprowadzony we wszystkiem przez dostojnego ich dzisiejszego posiadacza, podziwiać każe miłość i pracę sędziwego starca, przodującego młodszemu pokoleniu nietylko dojrzałością rozumu, ale i czystością zapału. Można tam widzieć w osobnych tekach wszelkie dokumenta urzędowe, odnoszące się do każdego z Lelewelów, poczynając od metryki chrzestnej niemowlęcia, a kończąc nominacyą na wójta gminy, na posła do sejmu, albo na członka rządu w leciech dojrzałych. W bibliotece, gromadzonej przez kilka pokoleń od połowy wieku zeszłego, lecz nadewszystko zebranej ręką tak biegłego znawcy druków polskich, jak był autor Bibliografcznych ksiąg dwojga, widzimy całą kohortę kronik i źródeł prawa polskiego, a szczególniej tak śliczny komplet pism czasowych polskich od początku tego wieku do roku 1630, jakiego nie zdarzyło nam się widzieć w najbogatszych księgozbiorach krajowych. Zbiory tyczące się historyi geografii, jako gromadzone przez autora Badań historycznych we względzie geografii i Geographie du moyen age, bezwarunkowo nie mają sobie równych w kraju. Pomiędzy osobliwościami bibliograficznemi uderzają takie unikaty, jak np. sztychy medalów ze zbioru Stanisława Augusta, nigdy niepuszczone w obieg, odbite z zagubionych już dzisiaj płyt miedzianych, albo jak potężny egzemplarz dzieł Mikołaja Kopernika, drukowany na uczczenie ś. p. Niny Łuszczewskiej w oryginale łacińskim i przekładzie polskim, ale tutaj odbity na wielkim papierze rysunkowym. Inna podobna ogromna księga zawiera wszystkie sztychy Joachima Lelewela od skromnej a rzadkiej mapki przy Rzucie oka i Uwagach nad Mateuszem herbu Cholewa, aż do świetnych kart Albumu rytownika polskiego. W innej znajdujemy całkowity plan zjazdu ku Wiśle i mostu przez Wisłę w Warszawie, skreślony przez Jana Pawła Lelewela, projektowany między zamkiem a farą, z małą zaś i niekoniecznie korzystną odmianą wykonany później przez kogo innego między zamkiem a kościołem Św. Anny. W innych systematycznie ułożonych tekach spoczywają tysiące listów pisanych przez autora Polski wieków średnich, albo do niego adresowanych ze wszystkich stron świata i przez wszelkie znakomitości, poczynając od hr. Rumiancowa, a kończąc na Lafayecie. Gdzieindziej znajdujemy prześliczny zbiór numizmatów greckich, rzymskich, średniowiecznych, w szczególności zaś polskich, zebrany przez autora Starych pieniędzy w Trzebuniu i Numusmatique du moyen age, a zamknięty szeregiem medalów złotych, srebrnych i bronzowych, bitych na uczczenie samego badacza numizmatyki.

Nareszcie po ścianach starego domu wiejskiego w Woli rozsypały się różnych kształtów i pendzlów wizerunki, których jedynie małą cząstkę w drzeworytniczem odbiciu podać może Tygodnik. Wszystko to, jak niegdyś świątynia Sybilli w Puławach, dopomina się jeżeli nie natchnionej pieśni Woronicza, na którą słabe siły nasze nie starczą, to przynajmniej pobieżnego i oschłego wspomnienia, na jakie epoka rozrosłych chwastów reporteryi pozwala.

Przez pomącenie tradycyi ustnej o Jauchach, pochodzących z Saksonii, a spowinowaconych z Lelewelami, mylnie i tych ostatnich niektórzy piszący u nas podawali za Sasów, przybyłych z Augustem III do Polski. Joachim Lelewel, w notatce o dziadku swoim lekarzu, zamieszczonej w Zbiorze wiadomości do historyi sztuki lekarskiej w Połsce, początek swój rodziny wyprowadza z Austryi, a jako jej gniazdo wskazuje Prussy, które dały nam Falck’a podpisującego się „Pololonus” Heweliusza, Hartknocha, Lengnicha, Mrongowiusza, Lindego i tylu innych, aż do pracowitego odgrzebywacza pamiątek polskich nad Baltykiem Wojciecha Winklera-Kętrzyńskiego, urodzonego w Lecu na Mazurach w Prussiech Wschodnich. Lelewelowie, pisani rozmaicie nawet w dokumentach urzędowych: Loelhoeffel, Lelhövel, Lölhöffell, Lelheffel, rozrodziwszy się w Prussiech w okolicy Instrucia, rozpadli się na dwie odnogi: Loelhoeffel de Loevensprung i Loelhoeffel de Insterburg. Niektórzy z nich byli rajcami w Królewcu; teolog Jan Jerzy, wspominany u Łukaszewicza, był posłem króla pruskiego do Rzeczypospolitćj; jeden zaś za Fryderyka przezwanego Wielkim, „dosłużył się podobno generalstwa”, jak sceptycznie powiada Joachim. Był też w drugiej połowie w. XVII we Francyi jakiś Lelevel, tak się piszący, „filozof, malebranszysta, który dla bibliomanów wygotował cokolwiek pociesznych i niedorzecznych dzieł największej rzadkości, jak np. przepłacana przez nich broszura przeciw spektaklom”, zawsze według określenia Joachima w jego notatce. O ile ci rozmaici teologowie, filozofowie i generałowie mieli bliższą lub dalszą styczność pokrewieństwa z autorem Polski, dziejów i rzeczy jej, dociekać nie będziemy. To tylko rzecz pewna, bo dokumentami autentycznemi stwierdzona, że pierwszy z Lelewelów Loevensprungów osiadły w Warszawie, pochodził z Pruss, a mianowicie ze starodawnej litewskiej Kłajpedy, przezwanej przez Niemców Memłem.

Henryk Lelewel
Henryk Lelewel

Urodzony dnia 27 Października 1703 r., długie nauki akademickie „praenobilis dominus Henricus Lelhefiel” rozpoczął w jezuickiej akademii wileńskiej, dokąd zapewne ściągnął go jakiś krewny professor Jezuita, gdyż akademia miała zwyczaj werbować zewsząd kierowników młodzieży nietylko z kraju, lecz i z za granicy. Trudno zgadnąć, jak świetne otrzymał tam wykształcenie, bo akademia pod tę porę zajętą była nietyle nauczaniem, ile dozwolonemi i niedozwolonemi zabiegami w Warszawie i Rzymie, by nie dopuścić Pijarów do założenia szkoły w Wilnie. Bądź co bądź, prześliczny patent na pergaminie, otoczony jaskrawem malowaniem i stwierdzony przywiesistą Pogonią, datowany 10 Sierpnia 1728, podpisany przez rektora Baukszę i sekretarza Staszewskiego, dotąd zachowany w Woli Cygowskiej, piękne daje świadectwo o postępach pana Henryka w naukach. Zyskawszy najprzód tytuł „bakałarza”, następnie po ukończeniu trzech kursów filozofii, po złożeniu ścisłego egzaminu i publicznej obronie „tezy”, opuścił akademią wileńską z tytułem „magistra sztuk wyzwolonych i filozofii”. Na tem jednakże nie poprzestał, bo dnia 26 Stycznia 1730 r., jak świadczy matrykuła uniwersytetu berlińskiego, „Henricus Lelhövel ans Memel in Preussen” wstąpił tam do kollegium medyczno-chirurgicznego, czyli po dzisiejszemu na wydział lekarski. Przeszedłszy ztamtąd do Lejdy, uzyskał stopień doktora medycyny dnia 20 Stycznia 1732.

Później od początku 1736 r. widzimy go już z tytułem doktorskim słuchającego jeszcze znakomitych professorów uniwersytetu królewieckiego. Dopiero tedy z takim arsenałem nauki przybył Henryk Lelewel około roku 1740 do Warszawy, i otrzymał tu posadę lekarza nadwornego królewskiego.

Tygodnik Powszechny
1882, nr 49

 89 odsłon,  2 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.