Przejdź do treści

dawny powiat wołomiński

historia, dokumenty, wspomnienia

  • życiorysy
  • wycinki
  • okresy
    • XV wiek
    • XVI wiek
    • XVII wiek
    • XVIII wiek
    • XIX wiek
    • przed I Wojną Światową
    • dwudziestolecie międzywojenne
    • druga wojna światowa
    • PRL
    • po 1989
  • wspomnienia
  • sport
    • piłka nożna
    • siatkówka
    • koszykówka
    • lekka atletyka
    • podnoszenie ciężarów
  • organizacje
    • harcerstwo
    • NSZZ Solidarność
    • Ochotnicza Straż Pożarna
    • organizacje wojskowe
    • policja
    • Polska Macierz Szkolna
    • Towarzystwo Kółek Rolniczych im. Staszica
    • Zjednoczone Stronnictwo Ludowe
  • tematyka
    • edukacja
    • kultura
    • medycyna
    • nauka
    • przemysł
    • religia
    • rolnictwo
    • rzemiosło
    • samorząd
  • Indeks nazwisk
  • Miejscowości
Menu główne
  • Dąbrówka
    • Chajęty
    • Chruściele
    • Cisie
    • Czarnów
    • Dręszew
    • Guzowatka
    • Jaktory
    • Józefów
    • Kołaków
    • Kuligów
    • Małopole
    • Marianów
    • Stanisławów
    • Śleżany
    • Trojany
    • Wszebory
    • Zaścienie
  • Jadów
    • Balcerów
    • Białków
    • Borki
    • Borzymy
    • Iły
    • Myszadła
    • Sitne
    • Starowola
    • Strachów
    • Sulejów
    • Szewnica
    • Urle
    • Wujówka
    • Zawady
    • Zawiszyn
  • Klembów
    • Dobczyn
    • Kraszew
    • Kraszew Nowy
    • Kraszew Stary
    • Krusze
    • Krusze Nowe
    • Krusze Stare
    • Krzywica
    • Lipka
    • Ostrówek
    • Pasek
    • Pasek Nowy
    • Pasek Stary
    • Rasztów
    • Roszczep
    • Sitki
    • Tuł
    • Wola Rasztowska
    • Zamość
  • Kobyłka
    • Antolek
    • Grabicz
    • Jędrzejek
    • Maciołki
    • Mareta
    • Nadarzyn
    • Piotrówek
    • Stefanówka
    • Załuszczyn
    • Żródnik
  • Marki
    • Czarna Struga
    • Czerwony Dwór
    • Kruczek
    • Lewandów
    • Pustelnik
    • Pustelnik II
    • Rościszewo
    • Stanisławówka
    • Struga
  • Poświętne
    • Banachowizna
    • Choiny
    • Cygów
    • Czubajowizna
    • Feliksów
    • Józefin
    • Kolno
    • Krubki
    • Laskowizna
    • Łupinowizna
    • Międzyleś
    • Nadbiel
    • Ręczaje
    • Ręczaje Niemieckie
    • Ręczaje Nowe
    • Ręczaje Polskie
    • Rojków
    • Stanisławów
    • Turze
    • Wola Cygowska
    • Wola Ręczajska
    • Wólka Dąbrowiecka
  • Radzymin
    • Nadma
    • Łosie
  • Strachówka
    • Krawcowizna
    • Równe
  • Tłuszcz
    • Chrzęsne
    • Jasienica
    • Miąse
    • Postoliska
    • Turze
  • Wołomin
    • Duczki
    • Lipiny
    • Lipinki
    • Lipiny Nowe
    • Lipiny Stare
    • Ossów
    • Stare Grabie
    • Turów
    • Zagościniec
    • Zenonów
  • Ząbki
    • Drewnica
  • Zielonka
Przycisk Jasny/Ciemny

Sławek

Noemi Szac Wajnkranc 4 kwietnia 2021 0 komentarzy
1-52

Jesień — drewniany domek z gankiem, obrośniętym winem. Przed gankiem klomb. Róże pąsowe, herbaciane, białe, Siedzę na ławeczce przed domem pod drzewem, Słońce gładzi mnie swoimi dobrotliwymi promieniami, ogrzewa mnie. Wdycham zdrowe, świeże powietrze. Tam, w dali, łąka zielona, a tuż obok las, cisza — tylko odgłosy z podwórza: koń zarżał, pies szczeknął, kot leżący obok mnie zamruczał, ko-ko-ko — zagdakała kwoka. Położyłam się na ławce, zamknęłam oczy. Pieść mnie słoneczko, lecz zbolałą głowę, poranione serce, wyrwij zeń ciernie, zrób tak, abym o wszystkim przeszłym zapomniała, abym tylko mogła o tym myśleć, że jestem na wsi, że jest spokój!

Ktoś podchodzi, otwieram oczy — ciocia, Ala1 uśmiecha się i podaje mi talerz, a na nim pyszne, soczyste winogrona, To nasze. Siadem i biorę do ust owoc. Jaki smaczny. Już prawie trzy lata nie jadłam winogron i nagle ogarnia mnie dziwna myśl: śnię, To niemożliwe, żeby to wszystko działo się naprawdę. Tam, zaledwie kilkadziesiąt mil stąd, piekło, krew, śmierć, strach, a tu raj. Oczy przywykłe do starych kamienic, do skrawka nieba, do słabego odblasku słońca, ślepną od barw i blasku. Płuca, przywykłe do zaduchu, pyłu, zachłystują się czystym krystalicznym powietrzem pól, łąk, lasów, przestrzeni, Mogę iść przed siebie, mogę iść, iść, aż tam daleko, gdzie niebo styka się z ziemią, Nie ma murów, jeżeli to nie sen, jeśli to nie jakiś miraż. Nie, to coś fantastycznego. W to piękno i w tę swobodę uwierzyć nie mogę dopóki tu są niemcy, dopóki jesteśmy narodem, skazanym na mękę i śmierć.

Tak, jak człowiek po ciężkiej chorobie, po wielkim bólu fizycznym, myśli tylko o tym, że żyje, i że go nic nie boli, tak i ja przez pierwsze chwile przebyte na Sławku myślałam o tym, że jest mi dobrze, że jestem razem z Jurkiem, że mamy gdzie mieszkać, gdzie się kryć, że po prostu mamy szansę na przetrwanie. Ostatnie dni były tak pełne wrażeń, tak wypełnione niepokojem, niepewnością, a teraz możne było odetchnąć.

Ciocia Ala nas przyjęła; otworzyła na oścież drzwi swojego domu przed nami — wyklętymi, słała nam miękkie posłanie. O normalnej porze śpimy, jemy, myjemy się — żyjemy jak ludzie. Oszołomieni jesteśmy tym normalnym życiem. Ale już po pewnym czasie budzi się jedna myśl, która wwierca się w głowę, która w noc i dzień nie daje spokoju. Rodzice, Wujek zostali tam, w każdej chwili narażeni są na śmierć. Co robić, jak im pomóc?

W piekle wojny, w burzy mąk zaistniał maleńki zakątek – Sławek, w którym zdawało się, że jest spokojnie jak w niebie. W pobliżu żadnych domostw, a kiedy spadł gęsty, puszysty śnieg i ziemia pokryła się białym kobiercem, wydawało się, że wszystkie brudy świata znikły. Biało, biało. Słońce skrzyło się w śniegu, jak w kryształach. Eryk z zaróżowiona buzią zjeżdżał z górki na saneczkach. Wróbelki świergotały wesoło. Stojąc na ganku, można było myśleć, że cały świat zamyka się tu na Sławku, że dalej za lasem nic już więcej nie ma. Nikt do nas nie przychodzi ze wsi. Zaspy śniegu utrudniają poruszanie się. Tylko znajome dźwięki żurawia przy studni, rżenie konia, łoskot topora przy rąbaniu drzewa i radosne okrzyki Eryka.

Biegnę po lesie. Moje nogi zostawiają ślady na świeżym śniegu. Jak pachnie! Słońce, drzewa i śnieg.

– Chodź tu – prosi Eryk – pojedziemy na saneczkach!

Przypominam sobie dawne lata. Słyszę swój własny śmiech i myślę o tym, czy doprawdy zostało mi jeszcze nieco radości życia. Pauza w mękach. „Odsapka”.

Żeby tylko zostało tak do końca – mówi Jurek. Przy takim życiu pieniędzy wystarczy na 8 do 10 miesięcy, do tego czasu może już będzie koniec z niemcami. Zresztą, jesteśmy u swoich. Mieszkanie, chleb i kartofle mamy. W ghetcie, dzięki Bogu, spokój. Mogę rodzicom posyłać co pewien czas nieco pieniędzy. Mam stały kontakt z nimi. Domyślałam się, że ojciec pracuje ponad swoje siły, wiem, że jest im bardzo ciężko, ale urządzić ich po stronie aryjskiej nie ma możliwości. Czasem chciałabym, w napadzie tęsknoty, wrócić do nich, albo choć na kilka dni iść tam, aby się z nimi zobaczyć. Ale Jurek kategorycznie zabrania.

– Już tam nie ma po co wracać. Nie mamy na gheto żadnych zaświadczeń, ani dowodów. Zaczynać od początku, podczas gdy tu jesteśmy jakoś urządzeni.

Sto razy dziennie dziękujemy Bogu za szczęście sławkowskie, sto razy dziennie odpukujemy w nieheblowane meble „od uroku”.

Mały, drewniany domku na uboczu, niewinny z pozoru, możesz uratować życie czterem osobom!

W tak spokojne dni zapominamy o wszystkich strachach, lękach, zapominamy o grożącym nam stale niebezpieczeństwie. To, że wyskakujemy z łóżka na turkot fury, że serce nam łomoce na najmniejszy szelest ze dworu, to, że każdy spóźniony list stamtąd, to łzy, niepokój, rozpacz – to wszystko głupstwo. Teraz zresztą jest mróz, leży gęsty śnieg. Obce fury nie zajeżdżają na nasze podwórze, na szelesty zwracamy mniejszą uwagę.

Gerta regularnie przynosi listy z gheta. Ostatnio sprzedałam pierścionek i mam zabezpieczone dwa miesiące życia. Cybulski2 nie przynosi na razie żadnych złowrogich wieści – każdy jest zajęty swoimi świątecznymi sprawami.

Na Sławku też będziemy świętować. Frania, Stasiek3 i Eryk czekają cały rok na święta Bożego Narodzenia. Ala, jako zawołana gospodyni, lubi krzątaninę, szykowanie, porządki. Cybulski lubi tradycję, a nam z Jurkiem także udziela się nastrój przedświąteczny. Właściwie, zamknięci na Sławku, na którym jeden dzień do drugiego podobny jest jak dwie krople wody, zadowoleni jesteśmy z jakiejś przyjemnej innowacji, chociaż jedno przed drugim nie przyznaje się do tego.

Gerta przyjechała obładowana pakunkami jak wielbłąd. Zamykamy się w pokoju i segregujemy prezenty gwiazdkowe. Gerta. załatwiła dla mnie sprawunki w Warszawie, przywiozła upominki dla Ali, Staśka, Frani: ja mam jeszcze książkę dla Eryka, która kupiłam będąc w Warszawie i krzyżykową serwetę, którą haftowałam w ciche wieczory zimowe resztą nici, znalezionych na Sławku. Serwetę tę dam Gercie. Ala z Franią królują w kuchni, do której nam wszystkim jest wejście wzbronione, a z której przedostają się smakowite zapachy. Wolą Walnego Zgromadzenia, odbytego na tydzień przed świętami, uchwalono jednogłośnie zerwać z „ekonomią” w gospodarstwie i pozwolić sobie na wyprawienie świąt.

Posyłany Jurka z Erykiem na spacer do lasku, a same stroimy choinkę do sufitu, którą przyniósł nam Stasiek. Pod choinką układamy upominki. Jakże świątecznie i przyjemnie wygląda pokój. Ileż radości może dać zielone, naiwnie przybrane drzewko!

Wieczorem siedzimy przy wieczerzy. Przypomina mi się „sejder” w domu rodziców i łzy stają mi w oczach. Każdy z nas, siedzący przy stole, to rozbitek ludzki ocalony cudem, wyrzucony nierozważną a kapryśną falą losu na wysepkę sławkowską.

Zapalamy świeczki, choinka mieni się od kolorowych zabawek i ogników.

– Chwała Bogu w niebie, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli!

Ludzie dobrej woli, gdzie jesteście, czemu nie możecie dojść do słowa, czynu?

Odnajdujemy upominki. Cóż to? Dla mnie broszka z kaliną i śliczna maleńka, srebrna inkrustowana puderniczka. Dla Jurka cygara i srebrna papierośnica! Jesteśmy zdumieni. Chce mi się płakać: więc o nas myślano!

Dziękuję Ali i Gercie. Tworzymy jedną rodzinę, my, ludzie, dziwnym trafem zebrani razem, Jakże jesteśmy sobie bliscy. Święto. Nikt, prócz Gerty, nie myśli ani o jego znaczeniu, ani o tym, że jest to święto chrześcijańskie, myślimy o tym, że jest to dzień, w którym dozwolono nam patrzeć na jarzące się drzewko, obdarowywać się, czuć niepowszedniość dnia, dziwny spokój. Tak – chwała Bogu w niebie, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli.

Wieczór przechodzi pogodnie, mimo łez Frani i Ali.

Jemy z apetytem. Jesteśmy wygłodzeni i rozczuleni. Patrzę na Jurka, który cieszy się jak dziecko na widok każdej nowej potrawy. Rzeczywiście, po codziennych kartoflach, nasze żołądki i podniebienia przeżywają prawdziwe święta. Żałuję tylko, że rodzice nie mogą być razem z nami. Ach, ta potrawa smakowałaby mamie, a tę tatuś lubi. Mój Boże, co oni teraz jedzą?

Czuję się podłą. My tu świętujemy, a oni są tam w ghetcie.

– Jak można świętować, kiedy wokół… My nie powinniśmy brać w tym udziału…

Widzę, że palnęłam głupstwo. Czemu odmówić tak małej i krótkiej przyjemności ludziom, którzy żyją tylko przez przypadek i nie są pewni dnia ani godziny? Czemu? Może w imię solidarności w mękach i prześladowaniach? Ale patrząc na roziskrzone oczy Eryka, na jego zarumienioną i spokojną buzię, dziękuję Opatrzności za „świąteczny” pomysł.

Na drugi dzień znów święto. Eryk nie może nacieszyć się swymi zabawkami. Gramy z nim w rożne gry. Jakże szczęśliwe jest to dziecko. Znów jest małym, wesołym chłopczykiem, który zapomniał w tym dniu o więzieniu w ghetcie i Umschlagu.

Otrzymujemy życzenia świąteczne od Bolutka i doktorostwa. Sprawia to nam wielką przyjemność: jesteśmy sąsiadami, którym posyła się życzenia, proszę! Ale tego samego dnia Eryk nagle traci humor, nie chce się bawić, łazi smutny po kątach. Na liczne nasze i Gerty zapytania nie nie opowiada, w końcu wybucha:

– Oszukałaś mnie – mówi do Gerty – całe życie oszukiwałaś mnie!

Czymże go matka oszukiwała?

– Opowiadałaś mi – woła mały – że aniołki przynoszą choinki, że Bóg daje dzieciom spełnienie życzeń, to wszystko kłamstwo. Stasiek choinkę uciął w lesie, teraz już się o tym przekonałem, a tyś kupiła prezenty.

– Eryku – mówi speszona Gerta – tak, to prawda, ale robimy to wszystko za wolą Boga i aniołków, jesteśmy jego rękami, podczas gdy oni są naszą głową.

– Tak! – krzyczy chłopak – dlaczego Bóg i aniołkowie są głową i interesują się dziećmi i ludźmi tu, a tam w ghetcie było tak okropnie i nikt się tym nie zajął i nikt nie oswobodził dzieci ze schroniska i nikt nam jeść nie dawał, jak gryźliśmy palce z głodu i płakaliśmy, tak nas brzuchy bolały? Gdy biły mnie na gestapo ręce ludzkie, to głowa-Bóg – pozwalał na to? Powiedz, mamo!

Greta jest blada jak kreda.

– Teraz choinka i prezenty, ale żeby nam wtedy dali jeść, jakież to byłoby szczęście, a wtedy nikt nie przyszedł!

Z oczu dziecka płyną łzy.

– Tam został Henio, Ignaś, Fela, wszystkie dzieci nie miały nic, nawet chleba.

Odwracamy głowy od strojnego drzewka.

– Nie chcę się już modlić, ani słuchać twoich nauk, mamo, bo wszystko jest kłamstwem. Teraz nie wolno przyznać mi się do ojca, mam go się wstydzić za to, że jest Żydem, a potem przyjdzie czas, że będę się musiał ciebie, mamo, wstydzić, bo jesteś niemką!

Dziecko stoi z podniesioną ręką i mówi głosem oskarżyciela.

Gerta wychodzi do ogrodu, Idę za nią. Stoi oparta o drzewo. Wygląda jak martwa.

– Gerta – mówię – uspokój się, dziecko zapomni.

– Nie – przeczy ruchem głowy – on nigdy nie zapomina i nigdy nie mówi na wiatr. Tracę moje dziecko, mój jedyny skarb, moje życie.

Tego samego wieczoru Eryk wzbrania się przed odmówieniem pacierza.

– Nie chce! – mówi.

– Eryku, masz dziewięć lat, ale przeszedłeś piekło i stałeś się człowiekiem dorosłym.

– Mój ojciec był żydem, ja także nim byłem, jestem i będę.

Oglądamy się na drzwi. Cicho. Jakże tragicznie jest słyszeć te słowa w takiej ciszy wieczornej, w czasie, gdy słowo „Żyd” jest słowem najstraszniejszym na ziemi. Jak dziwnie brzmi to słowo. Nas tropią, prześladują i zabijają. W Eryku widzę taki ogień gniewu, taką zaciętość nie dziecinną, że zrozumiałam. Eryk ma wprawdzie tylko dziewięć lat.

 

Fragmenty książki Noemi Szac Wajnkranc
„Przeminęło z ogniem”

  1. Halina Świecowa z domu Kochańska, właścicielka majątku Sławek. 8 maja aresztowana przez żandarmów z Tłuszcza, popełniła samobójstwo zażywając cyjanek potasu.
  2. Chodzi o ppor. Stanisława Cybulskiego „Brzeszczota” – kierownika szkoły w Kątach Wielgi, oficera Armii Krajowej, od połowy 1942 do wiosny 1943 komendant ośrodka II Tłuszcz, następnie kwatermistrz sztabu obwodu AK „Rajski-Ptak”, „Burak”
  3. Najprawdopodobniej chodzi o zarządcę folwarku Stanisława Radzkiego, zamordowanego przez Niemców 8 maja 1943 roku.

Miło cię poznać!

Zarejestruj się, aby otrzymywać aktualne treści na swój adres mailowy.

Nie spamujemy!

Sprawdź swoją skrzynkę odbiorczą albo katalog spam i potwierdź swoją subskrypcję.

Słowa kluczowe:

ludzieCybulski Stanisław | Noemi Szac Wajnkranc | Radzki Stanisław | Świecowa Halina
czas
lata1942
okresyII Wojna Światowa | lata 40. | okupacja
gmina
StrachówkaKąty Wielgi

O autorze

Noemi Szac Wajnkranc

author

Noemi Szac – Wajnkranc jest autorką wstrząsających wspomnień z warszawskiego getta. Ta młoda, pochodząca ze znanej żydowskiej rodziny kobieta nie doczekała końca wojny. Zginęła w momencie wkraczania Armii Czerwonej do Łodzi w styczniu 1945 roku. Swoje losy opisywała na przypadkowych skrawkach papieru znalezionych przy niej po śmierci. Wydano je w 1947 roku. Przeczytałem te niezwykłe wspomnienia konstatując ze zdumieniem, że od jesieni 1942 roku do wiosny 1943 roku Noemi wraz mężem Jurkiem oraz kilkorgiem innych Żydów ukrywała się w okolicy Tłuszcza i Jadowa w majątku ziemskim Sławek należącym do Haliny Świecowej ps. „Alina”. We wspomnieniach znajdziemy informacje o tragicznej historii dwójki dzieci błąkających się po likwidacji getta w Jadowie, o poświęceniu gospodyni majątku w ratowaniu Żydów, o jej zaangażowaniu w Armię Krajową o demoralizacji polskich policjantów granatowych z Międzylesia… zachęcam Państwa do lektury fragmentów książki.

Marcin Ołdak

Zobacz teksty tego autora

Zobacz wpisy

Poprzedni: Wołomiński „Vitrum” po „Jupiterach”
Dalej: Wieża ciśnień w Tłuszczu

Zostaw komentarzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Szukaj

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors
Filter by Categories
Archiwum Akt Nowych
boks
Briggs i Posselt
Cech Fryzjerów i Perukarzy
Cech Skórzany
chronologicznie
edukacja
galerie
huty szkła
koszykówka
Koło Łowieckie "Pudło"
kronika wydarzeń
lekka atletyka
Międzyleś
miejscowości
nauka
NSZZ Solidarność
Obóz Narodowo-Radykalny
Obóz Wielkiej Polski
Ochotnicza Straż Pożarna
organizacje
organizacje wojskowe
partie
partnerzy
piłka nożna
po 1989
podnoszenie ciężarów
policja
Polska Macierz Szkolna
Polska Organizacja Wojskowa
Polska Partia Socjalistyczna
Polska Zjednoczona Partia Robotnicza
Polskie Stronnictwo Ludowe
Praca
Przyszłość
Radzyminiak
religia
rolnictwo
rzemiosło
siatkówka
ślady przeszłości
Stowarzyszenie Miłośników Urli
Stronnictwo Narodowe
tematyka
Towarzystwo Kółek Rolniczych im. Staszica
Towarzystwo Przyjaciół osiedla Wołominka Sławka i Okolic
Towarzystwo Przyjaciół Urli
Turze-Tłuszcz
Uncategorized
Vitrum
Wołomin
wsparcie
wspomnienia
wycinki
wydarzenia
ziemiaństwo
Zjednoczone Stronnictwo Ludowe
Związek Młodzieży Socjalistycznej
Związek Rzemieślników Chrześcijan
Związek Rzemieślników Żydów
Łosie

Wesprzyj serwis!

Powiązane wpisy

folwark slawek
W pustyni i w puszczy
1-64
Wygraliśmy życie na patefonie
styczniowe wysiedlenie
Styczniowe wysiedlenie (I)
tajemnica mierci haliny wiecowej prMAPzUqY
Tajemnica śmierci Haliny Świecowej
C Wooden Hut
Wspomnienia ppor. Stanisława Wierzby „Zawady” (II)
Aleksander Karolak
Kule świstały nam nad głowami

RSS jesteśmy częścią WUWUEL

  • Ponad 100 klasyków na pierwszej imprezie w roku
    Pierwsza tegoroczna impreza, skupiająca miłośników klasycznej motoryzacji, zgromadziła ponad 100 pojazdów, czyli ok. 250 osób. Na tak dobrą frekwencję z pewnością miała wpływ pogoda, ale również to, że Otwarcie Sezonu Weterańskiego 2026 było wydarzeniem, które składało się z dwóch części. Przed oficjalnym rozpoczęciem uczestnicy zlotu zaparkowali swoje pojazdy na obok Cmentarza Poległych. Następnie w Muzeum […]
  • Otwarcie Sezonu Weterańskiego 2026
    Rozpoczniemy o 10.00 w jak zawsze gościnnym Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 r. w Radzyminie, gdzie czekają na Was ciekawostki motoryzacyjne i historyczne oraz poczęstunek. Około 13.00 wyruszymy do Wyszkowa, gdzie odwiedzimy niedostępny przez wiele lat Pałac Skarżyńskich i poznacie niezwykłą historię pewnego przedwojennego filmu. Nasze pierwsze tegoroczne spotkanie zakończymy gościną u przyjaciół z Rybienko Leśne […]
  • Przedwieczne. Kobiety na przełomie XIX i XX wieku
    W Dniu Kobiet to kobiety są najważniejsze! W tej sprawie zgodziliśmy się od razu z Muzeum Niepodległości i Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 r. – a dalej poszło już łatwo… Zapraszamy 8 marca o 17 do Radzymina – w siedzibie Muzeum przy alei Jana Pawła II 64 o godzinie 17:00 będzie można obejrzeć fragment kolekcji Łukasza […]

Napisz!

Jeśli dysponujesz dokumentami, wspomnieniami lub zdjęciami dotyczącymi historii terenów obecnego powiatu wołomińskiego – napisz!

Prywatność i pliki ciasteczka: Ta witryna używa plików ciasteczek. Kontynuując korzystanie z tej witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie.

Aby dowiedzieć się więcej, w tym jak kontrolować pliki ciasteczka, zobacz tutaj: Polityka plików ciasteczka

Najnowsze komentarze

  • wmc - Hospitali in villa Klembowo
  • Łukasz Rygało - Sprawozdanie ogólne ze Spartakiady LO 59
  • Retro - Sprawozdanie ogólne ze Spartakiady LO 59
  • Retro - 1 maja 1970
  • Retro - Uroczystości pierwszomajowe na Huraganie
  • życiorysy
  • wycinki
  • okresy
  • wspomnienia
  • sport
  • organizacje
  • tematyka
  • Indeks nazwisk
  • Miejscowości
Prawa autorskie &kopia; Wszelkie prawa zastrzeżone. | ReviewNews autorstwa AF themes