O rozmiarach klęski, wyrządzonej przez trąbę powietrzną w ubiegły wtorek (21 b. m.) na terenie powiatu radzymińskiego, nadchodzą dopiero teraz od poszkodowanych mieszkańców pełne grozy wieści. Podobnego kataklizmu nie przypominają sobie tam najstarsi ludzie. Zjawisko było tem dziwniejsze, że szło wąskim bardzo pasem przez wsie Turów, Ossów, Nadarzyn, osiedle Stefanówkę, Grabicz, Sosnówkę i Wołomin. Tereny, należące do gminy Kobyłka, z południowej strony toru kolei wileńskiej ucierpiały znacznie, z przeciwnej, północnej strony szkody są stosunkowo niewielkie. Najwięcej ucierpiały cegielnie podwołomińskie, gdzie wichura zniszczyła część budynków.

O sile kataklizmu świadczy, że stare drzewa fruwały jakby po powietrzu, niszcząc wszystko na swej drodze. Niesione wichurą drzewa i części zburzonych siedzib ludzkich, wraz z gradem, uczyniły tu i owdzie znaczne spustoszenia, oraz raniły kilkanaście osób. Ucierpiał również inwentarz żywy, znajdujący się w polu (huragan szalał około godz. 1-ej w południe) i w zrujnowanych stajniach i oborach.

Straty na osiedlu Stefanówka, zamieszkałem po większej części przez niezamożną sferę urzędników i rzemieślników, są bardzo poważne. Kilka domów jest częściowo zniszczonych. Dach szopy cegielni znaleziono o kilkaset metrów w kierunku północno-wschodnim. Zawalił się komin cegielni w miejscowości Kobylak. Z osiemdziesięciometrowego dymnika cegielni na Grabiczu pozostały druty i ściany szczytowe.

Prąd powietrza był tak silny, że miotał ludźmi. Będący w polu włościanie i robotnicy byli porwani przez wiatr i pędzeni pospołu z połamanemi gałęźmi i zerwanemi dachami. W Wołominie zawalił się domek, wybudowany przez niezamożnego obywatela wielkim trudem, za mozolnie uciułany grosz. Straty w zasiewach, zniszczonych przez grad i wodę, są bardzo poważne. Dzierżawca cegielni „Dyonizy” w Kobyłce oblicza wartość zniszczonego towaru na 25.000 złotych, nie licząc strat w budynkach i inwentarzu.

Zjawisko, które w maksymalnej fazie nasilenia trwało około 5 minut, a ogółem mniej kwadransa, towarzyszyły ciemności, po których dopiero nastąpiła straszliwa, z gradem połączona ulewa. Chmury wisiały tak nisko, że, zdaniem jednego z mieszkańców, kryły się w nich dachy parterowych budynków.

Najwięcej ucierpiała gmina Kobyłka, której wójt wraz z zastępcą sekretarza od kilku dni nie szczędzi trudu, krążąc na terenie gminy w celu racjonalnego ocenienia strat i umożliwienia tą drogą wystąpienia o rychłą pomoc.

Kurjer Warszawski – wydanie wieczorne
R. 116, 1936, no 201

 62 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.