Zima swoim całunem przykryła ziemię i pogrążyła w śnie, aby wraz z wiosną znów pod promieniami budzącego słońca i tchnień natury powołać do życia tak wówczas gwarne Urle. Praca jednak, jak nam wiadomo, trwa pomimo pozornego letargu; posuwa się nie w tempie może kinematograficznym, ale krok za krokiem, a pewnie ku lepszemu. Stowarzyszenie Miłośników Urli, które spowodowało utworzenie gminy Urle opiera się dosłownie na kilku zaledwie osobach rozumiejących doniosłość organizowania narodu i życia społecznego. Zrozumienia jednak wśród miejscowej ludności dla swego dobra i przyszłości swoich dzieci pomimo syzyfowych wysiłków pełnych poświęceń tego Stowarzyszenia — zasadniczo niema. Kilku zaledwie lepiej myślących gospodarzy, którzy li tylko dobro ogółu, a nie swoje mające na uwadze, dopomaga warszawiakom w ciężkiej pracy nad sobą, swymi blizkimi i swoją gminą.

Młodzież Urlowska jest (z małemi wyjątkami) godną naśladownictwa. Mamy tu na myśli nie te występne elementy które czy to wychodzącym z “Domu Ludowego” z uroczystości X-lecia odparcia nawały bolszewickiej, po ciemku napadali w nocy kamieniem, po bandycku w głowę uderzając i i wybijając kilka zębów, ani nie te, które zabijają matkę dzieciom lub szukającym zapomnienia w trunkach, trującym organizm i szlachetne w człowieku pierwiastku napoju szatana: wódce, która jest tylko dla ludzi rozumnych, nie nadużywających jej, a nie dla ludzi którzy po jej wypiciu stają się bydlętami i postępują jak dzikie zwierzaki. Te zwierzaki właśnie tamują rozwój i pęd ku światłu, ku lepszemu jutru. Szlachetne i pełne zrozumienia jednostki śród miejscowych włościan winny zrozumieć jad trucizny zepsucia i zło występne ukarać i wyrzucić precz ze swej ładnej okolicy.

Oddział P.W.iW.F. pod kierunkiem plutonowego rezerwy p. Kowalczyka mieszkańca wsi Iły rozwija się dobrze, a z karności i subordynacji choć młody, kilka miesięcy temu zaledwie założony, znany jest już oficerowi wyszkolenia powiatu jako jeden z lepszych oddziałów. Przykład z młodych ćwiczących winni brać i ci, co dotychczas nie zgłosili się do oddziału, jak również i starsi.

Przez całą zimę prowadzone jest dożywianie dzieci ludzi najbiedniejszych gminy Urle. Dwór Łochowski ofiarował dla szkoły w Urlach drzewo na wewnętrzne urządzenie, a gospodarze wolni dziś od pracy chętnie dokonali najniezbędniejszych w szkole ulepszeń. Jak nas informują, zamierzone jest na rok szkolny 1931/32 powiększenie szkoły w Urlach do 7 oddziałowej o klasach równoległych. Bieda narazie ze szkołą w Julinie.

Gmina na jednym z ostatnich zebrań swoich nadała nazwy drogom dotychczas bezimiennym, co znacznie ułatwi orjentację, potrzebnem byłoby jednak dla orjentacji letników poumieszczać na tych drogach w końcach trwałe i czytelne napisy.

Świeżo założona Straż Ochotnicza Pożarna w Urlach otrzymała w tych dniach z T-wa Wzajemnych Ubezpieczeń sikawkę. Jest to pierwszy krok. Za nim muszą iść dalsze zależne tylko od dobrego zrozumienia sprawy przez gospodarzy. Należy wybudować murowaną remizę. Według planów wykonanych przez p. inż: Rudnickiego, że szkiców prezesa Straży p. Pietrzykowskiego koszt budowy z pustaków w połączeniu z cegłą przy grubości murów odpornych na mróz wyniesie około 5000 do 6000 tys. złotych.

Pieniędzy tych ani gmina, ani stowarzyszenie dziś, ani w najbliższej przyszłości nie będzie mieć i nie będzie w stanie, przeznaczyć je na remizę, toteż prezes p. Pietrzykowski ma przyobiecaną długoterminową pożyczkę, tak dziś trudną do otrzymania. Postawił jednak warunek, aby do dn. 2 lutego doręczono mu akt rejentalny oddający plac na którym stanęłaby remizy, na własność Straży. Jest to warunek konieczny, gdyż bez tego aktu pożyczki się nie otrzyma. W związku z tem, ponieważ p. Pietrzykowski ma ambicję wybudowanie remiza, gdy nie zostanie to ułatwione mu przez ludzi dla których pracuje, prezesury się zrzeknie, gdyż nie chce być malowanym prezesem.

A szkodaby było, gdyż rysunek jest śliczny i, jak starosta p. Graff wyraził się, podobnego budynku (gdyby stanął) w całym powiecie nie ma. Gospodarze wsi Urle powinni zrozumieć swoje dobro. Gdy p. Pietrzykowski zrzeknie się prezesury, wątpimy, aby sami gospodarze bez pomocy Warszawiaków mogliby o swoich potrzebach sami myśleć i szybko w czyn —nie gadanie — owe ładne zamierzenia wprowadzić.

Urlowscy gminiacy ocknijcie się! Zrozumcie dobro swoje i swoich rodzin. Praca nad samym sobą jest pracą najcięższą, ale musicie swoje nawyknienia z czasów niewoli wypędzić precz! Starajcie się być godnymi miana rozumnych Polaków, idących za głosem serca, i rozumu…

Głos Powiatu Warszawskiego Radzymina i Mińska Mazow.
R. 2, nr 2 (luty 1931)

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.