historia terenów powiatu wołomińskiego

w dokumentach i wspomnieniach

dwudziestolecie międzywojenne Urle wydarzenia

Uroczystość nad Liwcem

Analiza fotografii, czyli: co, gdzie, kiedy?

Najprościej jest odpowiedzieć na pytanie: gdzie?

Wydarzenie ma miejsce w pobliżu nasypu kolejowego i mostu na Liwcu – zdjęcia pochodzą z archiwum rodziny z Urli. Tezę tę potwierdza „wizja lokalna” sprzed kilku dni.

Widok z nasypu w dn. 15.05.2020 r.

Miejsce to nad brzegiem Liwca oznaczono na wycinku planu letniska Urle z lat 1930. Wyraźnie widać je też na zdjęciu lotniczym wykonanym w roku 1944.

Wycinek planu Letniska Urle (ok. 1930 r.).
Wycinek planu Letniska Urle (ok. 1930 r.).
Niemieckie zdjęcie lotnicze (z końca 1944 r.)
Niemieckie zdjęcie lotnicze (z końca 1944 r.)

Marian Karczewski opisał swoje spotkanie z emisariuszem podziemia przybyłym z Warszawy. Po wyjściu z pociągu na peron i przywitaniu się: „Minęliśmy przejazd i zostawiając po lewej stronie most kolejowy skręciliśmy nad Liwiec. (…) O, w tym miejscu była wypożyczalnia kajaków. Po drugiej stronie toru, tuż nad Liwcem, był dansing, obok przystanku kolejowego drugi. Usiedliśmy nad brzegiem rzeki.”.

Już od początku XX wieku miejsce to było znane, o czym pisał Włodzimierz Trąmpczyński w Gazecie Polskiej w roku 1902: „Letnicy rozsiedli się po obu stronach plantu, łącznikiem zaś pomiędzy jednymi a drugimi jest buda przystankowa. Od tej budy do mostu na Liwcu odbywają się główne spacery”.

Znacznie trudniej znaleźć odpowiedź na pozostałe pytania. Z pewnością fotografie wykonano podczas uroczystości religijnej. Przy powiększeniu obrazu, na dalszym planie widoczny jest ksiądz sprawujący obrządek religijny (zapewne Mszę św.). Dodatkowym argumentem jest fakt, że wszyscy uczestnicy zgromadzenia są ubrani w odświętne stroje, zaś mężczyźni nie mają nakryć głowy (dwóch z nich trzyma czapki w dłoniach). Osoby na zdjęciach, szczególnie kobiety ubrane są wg standardów międzywojnia. Uroczystość odbywała się w okresie letnim, o czym świadczy np. kobieta na 1-szym planie ubrana w sukienkę w kwiaty z krótkim rękawem oraz chłopcy (m.in. z rowerami) w krótkich spodenkach. Zdjęcia są czarno-białe, a odbitki wywołano na papierze z liniami „adresowymi” (à la pocztówka) na odwrocie, co było popularne w okresie międzywojennym.

Biorąc pod uwagę następujące elementy: miejsce (Urle), uroczystość religijną, lato i zapewne lata 30. XX wieku można pokusić się o wytypowanie najbardziej prawdopodobnego wydarzenia, uwiecznionego na prezentowanych fotografiach.

I tak można typować zarówno wydarzenia okazjonalne, jak i cykliczne, wielokrotne.

Ze zdarzeń wielokrotnych można rozpatrywać coroczne uroczystości Bożego Ciała. Faktem jest jednak, że święto Bożego Ciała w latach 30. ub. wieku wypadało w czwartek w terminie między 26 maja i 20 czerwca, a więc jeszcze w trakcie roku szkolnego, czyli praktycznie przez rozpoczęciem pełnego sezonu letniskowego. Czy byłaby możliwa aż tak duża frekwencja letników w czwartek, w środku tygodnia, przed wakacjami?

Drugą możliwością, którą należy wziąć pod uwagę są obchody Święta Morza zainicjowane w 1932 roku przez Ligę Morską i Kolonialną, której prezesem był wówczas gen. Gustaw Orlicz-Dreszer. Od tego czasu coroczne obchody o charakterze państwowym odbywały się 29 czerwca według ustalonego zwyczaju, które – jak podawano – „angażowały najważniejszych polityków i duchownych, a także rzesze obywateli, którzy tłumnie przyjeżdżali do Gdyni, by wziąć udział w uroczystościach”.

Odbywały się też obchody lokalne. Ilustrowany Kurier Codzienny (IKC) z 29 czerwca 1933 r. wyszedł pod hasłem „Cała Polska frontem ku morzu!”. Komunikat Ligi Morskiej i Kolonialnej w roku 1934 anonsował zorganizowanie licznych komitetów, w tym lokalnych, a IKC z 30 czerwca tego roku ogłosił „Święto Morza” świętem całej Rzeczypospolitej”. Jak podaje wzmianka w „Głosie Gminy Wiejskiej” z 15.08.1934 r. w Jadowie „w dniu 29 czerwca rb. [1934] odbyła się uroczystość „Święta Morza”, owocem której było zwołane z inicjatywy Zarządu gminnego zebranie, na którem założono Koło Ligi Morskiej i Kolonialnej. Sama uroczystość „Święta Morza” była podniosła, brali w niej udział liczni mieszkańcy i wszystkie organizacje, wieczorem odbyły się nad Osownicą „Wianki”, które wypadły efektownie”. Możliwe jest więc, że i w Urlach w latach 30. organizowano w tym dniu obchody, mające jednak religijny charakter.

Oprócz wydarzeń cyklicznych można rozpatrywać także wydarzenia „jednorazowe”, bieżące, okazjonalne. Mając to na uwadze zapewne można wykluczyć uroczystość związaną ze śmiercią Marszałka Józefa Piłsudskiego (12.05.1935 r.). Należy przypuszczać, że w tym przypadku uroczystość musiałaby odbyć się w połowie maja. Można raczej wykluczyć również ceremonię upamiętniającą tragiczną śmierć w katastrofie lotniczej w Gdyni-Orłowie 16 lipca 1936 r., urodzonego w Jadowie gen. Gustawa Orlicz-Dreszera. Jego pogrzeb odbył się 20 lipca na gdyńskim Oksywiu, ale zamieszanie o podłożu religijnym wydaje się wykluczać udział księdza w ewentualnym obrzędzie nad Liwcem.

Podobnie – ze względu na lokalizację – wykluczyć można ewentualne uroczystości z okazji otwarcia Domu Ludowego (w lipcu 1929 r.), czy też inauguracji działalności samodzielnej gminy wiejskiej Urle (od 1 lipca 1930 r.). O takim wydarzeniu donosiłby zapewne niejaki „Letnik” na łamach czasopisma lokalnego, tak jak informował o Mszy św. i obchodach „10. rocznicy odparcia inwazji bolszewickiej”. Mało prawdopodobne wydaje się również uroczyste otwarcie kolonii dla dzieci osieroconych w Domu Ligi Szkolnej Przeciwgruźliczej na Borzymach.

Przesłankę do prawdopodobnego zdarzenia, stanowi – moim zdaniem – udokumentowany na zdjęciach wysoki poziom wody w Liwcu. W przestrzeni objętej obiektywem aparatu fotograficznego widać rozlewisko wodne. Koryto rzeki wypełnione jest w całości, a na dalekim planie widoczne są podtopione łąki i bagna nadrzeczne.

Idąc tym tropem należy zauważyć, że już w II poł. XIX w. dr Leon Bokiewicz pisał: „Mało ma wprawdzie wody Liwiec, lecz w niektórych latach na wiosnę tak obficie wylewa, że okoliczne pola i łąki zatapia, liczne robi spustoszenia i mosty pod wsią Zawiszynem zrywa”. Nieco dalej skrupulatny obserwator i autor stwierdzał „Z małych rzeczek wylewy nie są tak rozciągłe bywa jednak i z nich powódź tak znaczna i przeprawa staje się utrudniona; co wszystko jak już powiedziałem było, zależy od obfitości śniegów, ulewnych deszczów, a głównie z braku dostatecznego spadku i nieprzepuszczalności gruntu: w wielu też miejscach po wylewach rzeczek i ulewnych deszczach, na polach, po drogach, w lasach i po rowach napotkać się dają kałuże, błota i doły napełnione wodą. Oprócz głównego wylewu wód na wiosnę, zdarza się i drugi, lecz nierównie rzadziej i mniejszy w Lipcu, tak zwana powódź Jakóbówka [!], albo też dopiero w Sierpniu po żniwach”.

Istotnie w lipcu roku 1934 wystąpiła katastrofalna powódź, największa w międzywojennej Polsce. Zaczęła się od opadów deszczu w dorzeczu górnej Wisły od 13 lipca. Silne opady zanotowano w dorzeczach Raby, Skawy i Wisłoki, a w szczególności Dunajca (Tatry, Gorce), przy czym 16 lipca osiągnięty został polski rekord wysokości opadów deszczu w ciągu jednej doby – 255 mm. Od tego dnia terytorium dorzeczy w/w rzek stało się miejscem wyjątkowej wprost klęski powodziowej. W dniu 17 lipca powódź objęła już cały środkowy obszar górskiego dorzecza Wisły. W następnych dniach dochodziło do kulminacji wezbrań na kolejnych odcinkach Wisły i jej dopływów. Niszczycielska fala powodziowa zabierała wszystko, co spotkała na swej drodze, zrywała liczne mosty, zalewała uprawy. Były też ofiary śmiertelne. Cały kraj z uwagą śledził rozwój katastrofy. Liczne opisy dziennikarskie i relacje świadków powodzi wskazują na niezwykły dramat ludności, a zwłaszcza mieszkańców zachodniej Małopolski. Opisywano także dowody solidarności ludzkiej, która objęła cały kraj.

Fala kulminacyjna na Wiśle w Warszawie osiągnęła poziom + 549 cm w dniu 22 lipca 1934 r. Powódź nie poczyniła jednak już tak wielkich zniszczeń, jak w górnym biegu rzeki dzięki bulwarom i sypanym wałom. Woda zalała łąki Augustówki i Gocławia oraz Pelcowiznę, gdzie zanotowano największe straty. Sytuację pogarszały – jak pisano – liczne burze z wielkimi ulewami, które zasilały koryto Wisły nowymi wodami i utrudniały roboty zapobiegawcze. Wały w wielu powiatach w pobliżu Warszawy były przerwane. Z wielu miejscowości musiano ewakuować ludność oraz inwentarz żywy.

Wilanów (w dniu powodzi 1934 r. oraz wskaźnik poziomu wody w trakcie powodzi w XIX i XX w.).
Wilanów (w dniu powodzi 1934 r. oraz wskaźnik poziomu wody w trakcie powodzi w XIX i XX w.).

Ilustrowany Kuryer Codzienny we wtorek 24 lipca relacjonował przepływ fali powodziowej przez Warszawę. Tymczasem już 22 lipca 1934 r. Episkopat Polski wydał odezwę w sprawie doraźnej pomocy dla powodzian. Odezwa została opublikowana w wydaniu porannym Kuriera Warszawskiego we wtorek 24 lipca.

Odezwa Episkopatu Polski kończyła się wezwaniem: „Szczególną składkę na powodzian zarządzamy we wszystkich kościołach na niedzielę dnia 5-go sierpnia. Zapowie ją i przygotuje duchowieństwo parafialne i zakonne. W imię Chrystusa Odkupiciela wszyscy złożymy w ten dzień swą jałmużnę jubileuszową na nieszczęśliwych braci. Rządcy kościołów odeślą te ofiary zaraz do właściwej Kurii biskupiej.”

W następnych dniach klęski powodzi zaczęto notować stopniowe opadanie wody. W dolnym biegu Wisły przebieg powodzi nie różnił się już od przebiegu innych wezbrań. W Toruniu zanotowano kulminację dnia 26 lipca, a w Tczewie dzień później. Tyle o powodzi.

Pozostaje pytanie, czy powódź z 1934 r. miała związek z ceremonią uwiecznioną na zdjęciach.

Episkopat wzywał do zbiórki pieniężnej w kościołach, tym nie mniej akcja ta (w Urlach) mogła być zorganizowana w miejscu publicznym, i być połączona z Mszą św. odprawioną (dla wzmocnienia efektu) nad wezbraną rzeką. Organizatorzy mogli tak zdecydować biorąc pod uwagę frekwencję, pogodę, ale też ułatwiony dostęp do tej właśnie lokalizacji zarówno dla mieszkańców, jak i letników oraz gości przyjezdnych. Poziom wody w Liwcu był z pewnością wyższy niż zwykle, już choćby dlatego, że przy ujściu Narwi (okolice Nowego Dworu) Wisła wylała, co widać na prezentowanej wcześniej mapie terenów powodzi. Utrudniony odpływ poniżej Modlina, jak również przechodzące wówczas liczne ulewy, musiały powodować stopniowe podnoszenie się poziomu wody w Liwcu, grożąc zalaniem okolic Urli i Jadowa. Wszak już Bokiewicz zauważył, że „W gminie wreszcie Jadowskiej bagniste miejsca znajdują się w stronie północnej w lasach. Przy samej kolei żelaznej, w stronie północno – zachodniej miasta Jadowa, znajdują się bagienka, wzdłuż kolei na pół wiorsty rozciągające się, i na dwie części grobelką przedzielone, która w czasie obfitych deszczów bywa zalana, a wtedy podróżni i piesi objeżdżać muszą to bagno. Tędy to do Buga i do Wyszkowa prowadzący gościniec, cały prawie w różnych miejscach w błota i bagna obfituje”.

Uroczystość ta mogła być połączona także z symbolicznym pożegnaniem przez miejscowych letników zmarłego 13 lipca 1934 r. Proboszcza Parafii w Jadowie, Ks. Franciszka Ożarka, którego pogrzeb odbył się 3 dni później. Jak napisano we wspomnieniu o zmarłym, 77-letni kapłan w czasie posługi w Jadowie od 1912 roku „miał do obsługi kaplicę w Urlach”.

Czy istotnie fotografie zostały wykonane w niedzielę dnia 5 sierpnia 1934 r.? Być może pozostał jakiś ślad np. w kronice parafialnej lub we wspomnieniach, bądź innych zapiskach lub notatkach. A może żyją jeszcze świadkowie, którzy mogliby rozwiać wątpliwości wokół postawionych na wstępie pytań: co? i kiedy?. Odpowiedź na pytanie gdzie? nie budzi już – moim zdaniem – zastrzeżeń. W każdym razie wydarzenie to musiało być czymś nadzwyczajnym, skoro anonimowy autor zdecydował uwiecznić je na swoich fotografiach.

 240 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.